sobota, 31 grudnia 2011

Do Siego :-)




Z życzeniami Noworocznymi dla Fanów niniejszego bloga,
załączam obrazek z pewnej książki...

Śmieszny, ale i świetna metafora na postanowienie na 2012 ;-)

Oczy, które... (2)

Oczy Brata, który w odpowiedzi na pytanie (po tym jak mijamy zidentyfikowane wcześniej wolne miejsce parkingowe) "Zamierzasz parkować tyłem?..." słyszy "Tak..."

:D

Relax, take it eeeeasy....

Pewnego zimowo-jesiennego wieczoru odwożę Koleżanki po imprezie do ich miejsca zamieszkania.
Droga ze względu na tę porę nie jest w ogóle zatłoczona. Przed nami jedzie jedynie autobus.

Ja: I jak mam teraz jechać? Dajcie znać kiedy będziemy skręcać.
Koleżanka: Spoko, jedź poprostu tak jak ten autobus!
Ja: Ale on właśnie zjeżdża na przystanek...
Koleżanka [z pełnym luzem]: A co? Spieeeszy nam się gdzieś? :D

Oczy, które... (1)

Nie wszystko da się wyrazić słowami. Dużo też przekazują np. same oczy...
Przypomniało mi się ostatnio stwierdzenie pewnej Znajomej, ze studiów, że:

"Najgorsze są oczy tych, którzy [w towarzystwie] nie zrozumieli Twojego dowcipu"

To mnie zainspirowało do dodania serii "Oczy, które..."
Myślę, że z życia codziennego znajdzie się tego więcej... ;-)

czwartek, 22 grudnia 2011

Liczy się intencja...

Po pracy umawiamy się z Koleżanką K., że z okazji wspólnego wyjścia, wraz z Koleżąnką A. (bzikua) pojedzimy odwieźć z nią jej samochód pod dom.

Jest zimno. Wsiadamy. Szyby zaszronione. Koleżanka K. włącza ogrzewanie szyb.

Koleżanka K.: Poczekamy może aż odtopnieją?

I czekamy i gadamy... Tak upływa pare minut, podczas których w ogóle z bzikua nie dajemy upustu swojej niecierpliwości :P Koleżanka K. sama jednak się zniecierpliwia patrząc na nadal zaszronione szyby...

Koleżanka K. [z lekką rezygnacją w głosie]: Może jednak je zeskrobię, co?
Bzikua: No tak... My byśmy to zrobiły, ale akurat już jesteśmy zapięte...

:D

piątek, 16 grudnia 2011

Te nowoczesne urządzenia...

Czasem, żeby docenić i zrozumieć, że potrzeba nam czegoś lepszego, wypróbowujemy najpierw wszystko to co najgorsze. Tak miałam z otwieraczem do wina. Musiałam kupić

1) Otwieracz z 50% skutecznością otwierania (drucik + drewniana rączka), którym trzeba było wyszarpywać korek a w momentach krytycznych oddawać go jakiejś męskiej ręce w celu dokończenia rytuału otwierania...

2) Otwieracz z 90% skutecznością otwierania (mocnieszy drucik + drewniana rączka + podpórka o gwint powodująca możliwość samodzielnego otworzenia, biorąc pod uwagę, że profesjonalnie drucik został wprowadzony w korek - inaczej trzeba go było wkręcać jeszcze raz i jeszcze raz i jeszcze nieustannie pogłębiając ryzyko uzyskania efektu trocin (z korka) w otwartym winie)

3) Aż wreszcie ten jedyny, wymarzony - 100% skuteczność, nie wymagająca specjalnej siły, precyzji ani męskiej ręki (wkręcany, z dwoma podpórkami/podważnikami) powodująca automatyczne usunięcie korka w kilka sekund!

Postanowiłam wypróbować to "cudo" i pochwalić się bratu, który krytykował mnie za wcześniejsze zakupy...

Ja: A wiesz, kupiłam taki świetny otwieracz do wina! Usuwa korek od ręki!
Brat: A gdzie jest? Otworzę wino...
Ja [podając i widząc zdziwiony wyraz twarzy Brata]: Raz go w sumie użyłam narazie... Nie mam pojęcia jak usunąć ten korek z otwieracza...

Soczewki 2KC

Kolega przychodzi do pracy spóźniony. Wygląda jakby jeszcze od rana (mimo, że już koło 11) się nie odnalazł w rzeczywistości dziennej. Poza tym niezwykłe jest w nim dziś to, że ma na sobie okulary (zwykle ich nie nosi).

Ja: Co się stało? Wszystko wporządku? Nowe okulary?

Kolega: Nie... Nocowałem dziś u Dziewczyny. Nie miałem jak przechować swoich soczewek w nocy, więc włożyłem je do szklanki i zalałem wodą.... Dziewczyna wstała... Kacyk... I... wypiła je!

Ciekawe jak długo trawi się soczewkę? :D

środa, 14 grudnia 2011

Całe życie z wariatkami

Umówiłam się do kina z Ewą i Justyną. Po przyjeździe do bonarki wpadłam na pomysł, że kupię szybko deskę do prasowania, co planowałam już jakiś czas wcześniej i nigdy się nie składało. Jednak jak to zwykle u mnie bywa z planowanych 10 min zrobiło się 30, 40... bo jeszcze przypomniałam sobie o paru innych "drobiazgach". Wiedząc, że Justyna już czeka zadzwoniłam:

Ja: Hej, będę za 10 min. Muszę tylko zanieść do samochodu deskę do prasowania.
Justyna: OK, nie ma problemu...

W międzyczasie w galerii zjawiła się Ewa, która spodziewała się, że zastanie nas zapewne gdzieś przy kawie, ponieważ miałyśmy być wcześniej i czekać... Dzwoni do Justyny.

Ewa: No? I gdzie jesteście?
Justyna: Ja siedzę pod schodami... A Ania lata po galerii z deską do prasowania...

Po 15 min kiedy już szczęśliwie siedzimy przy kawie...

Ewa: Ja z Wami, to przez całe życie nigdy chyba nie miałam normalnej sytuacji! Jedna siedzi "pod schodami", druga lata po galerii z deską do prasowania?!

(...)

Siedzimy w kinie. Minęły reklamy i zaczyna się seans...
Przypominam sobie ni stąd z owąd, że w Leroy Merlin miałam kupić jeszcze latarkę.

Ja [szeptem]: Przypomnijcie mi, że po senasie muszę jeszcze kupić latarkę!
Ewa: Cooo?
Ja: La-tar-kę.
Ewa: Zdzwiwiłabym się gdybyś musiała kupić coś prozaicznego...

poniedziałek, 12 grudnia 2011

Bądźmy w kontakcie!

Do dziś wydawało mi się, że moi znajomi mnie lubią i chcą utrzymywać ze mną kontakt.
Aż tu wieczorną porą taką wiadomość na skypie otrzymałam... :P

[22:37:50] koleżanka: joł!
[22:37:56] koleżanka: przelozylam se juz karte sim na nowa
[22:38:04] koleżanka: wiec pisz/dzwon na stary numer jak cos

piątek, 2 grudnia 2011

Jak to się mówi?...

W pracy... Kolega zastanawia się jak powiedzieć Koleżance, że się "mija z prawdą".

Kolega: Nie konfabuluj.
Koleżanka [poprawia go]: Nie konfabu-ŁUJ.
Kolega: Nie konfabu-LUJ!

Kolega 2: Nie pier*ol!

Dawaj czapke!

W czwartek wieczorem jedziemy z siostrą i z patysio samochodem z IKEI... Po wjeździe na "główną" zaparowała przednia szyba...

Ja [nie zastanawiając się stanowczo do dziewczyn]: Dajcie czapke. Szybko!
Patysio [siedząca na przednim siedzeniu]: ?
Ja: No nad czym się zastanawiacie. Szyba mi zaparowała. Dajcie czapkę. No już!
Patysio: Ale Ania...
Ja [zniecierpliwiona]: No co?!
Patysio: Bo ja... sobie kupiłam... NOWĄ czapkę...

wtorek, 29 listopada 2011

W trosce o Klienta

W sklepie motoryzacyjnym pewien pan zakupił kilka drobnych rzeczy...
Sprzedawca: Coś jeszcze?
Klient: To wszystko. Dziękuję.
Sprzedawca pakuje rzeczy do reklamówki...
Klient: Nie! Nie! Reklamówki nie trzeba!
Sprzedawca: Eee... Dam, bo pan zgubi...
Klient [przekonująco]: Nie zgubię!
Sprzedawca [tonem nie znoszącym sprzeciwu]: ZGUBI!!!
Klient [płaczliwym głosem, biorąc siatkę do z zakupami do ręki]: I będę ją musiał potem zutylizować... :-(((

środa, 23 listopada 2011

Mikołaj

Córka znajomej w drugiej klasie podstawówki powiedziała mamie, że na Mikołaja chciałaby dostać samochód Barbie. Troskliwa mama sprawdziła natychmiast ile takie cudeńko kosztuje, co okazało się wydatkiem rzędu ok. 300 zł. Znając przy tym swoje dziecko, które zapewne pobawiłoby się tymże prezentem ze 2 razy i następnie odstawiło go w zapomnienie, zwierzyła się ze swoich przemyśleń ojcu dziecka i razem postanowili ją zniechęcić...

Tata: Ale Oleńko, czy Ty wiesz ile taki samochód kosztuje? 500 zł!
Ola [z grymasem irytacji na buzi kręcąc głową]: Ech tato... Ty nic nie łapiesz!
Tata: ??
Ola: ...Przecież to kupuje Mikołaj! :>

niedziela, 13 listopada 2011

TAKA stacja była!

W sobotni dzień jadę z rodziną (mama i brat) na zakupy... Rzucam po drodze, że jeszcze trzeba będzie gdzieś zatankować... W pewnym momencie, nic stąd ni z owąd...

Mama: Kierunkowskaz!
Ja i Brat: ?!
Mama: No minęłaś stację!
Brat: To nie stacja, tylko myjnia przecież...
Mama: Hmm... Tata zawsze tam tankował...
Brat: Co? Pianę?... :D

Wyłudzacz

Przed imprezą podjechałam po Patysia i Justynę w ich nowe miejsce zamieszkania...
Na osiedlu zajęłam jakieś wolne miejsce i dzwonię, że jestem. Jednak za mną widzę kręci się jakiś plan w kamizelce odblaskowej, przypatruje i idzie dalej, za chwilę wraca...
Dziewczyny przyszły, jedziemy.

Ja: A ten parking co tam stanęłam był płatny?
Patysio: Nie... Dlaczego?
Ja: A bo kręcił się jakiś gość w takiej kamizelce odblaskowej i tak "czaił" na mnie...
Patysio: Eee nieee, to taki jakiś żul... On tam wyłudza pieniądze...
Ja: Ale jak wyłudza? To kim on jest?
Patysio: A... Jakiś parkingowy chyba...

wtorek, 1 listopada 2011

O wyższości woreczka nad reklamówką

W sklepie pani przede mną zapłaciła za zakupy i patrząc na swoje kilka produktów rozłożonych na ladzie zwraca się z prośbą do ekspedientki.

Pani: Czy mogę prosić o woreczek?
Ekspedientka [sięgając po reklamówkę jednorazową]: Oczywiście...
Pani [stanowczo]: Oj nie, ale nie reklamówkę - woreczek
Ekspedientka [tłumacząc uspokajająco] : Ale one są za darmo...
Pani [tłumacząc płaczliwie]: Ech... Ale ja ich już tyle mam...
Ekspedientka [ z rezygnacją]: No to zaraz... gdzieś tu miałam woreczki...
Pani: A dobra, niech już będzie ta siatka
Ekspedientka: Ale znajdę woreczek, nie ma problemu...
Pani: Nie... siatka może być...

Myślę... czy zostawić JUŻ te zakupy tak jak leżą i wyjść ze sklepu? Czy wdać się w dyskusję o wyższości woreczka nad siatką? Jedno w tej całej sytuacji wydaje się zdawać sensowne: Ekologia jest ważna... A woreczek jest przecież odrobinę mniejszy niż siatka jednorazowa... Poczekam... Może pani zmieni jednak zdanie... A wówczas swą cierpliwością przysłużę się ku dobru ludzkości...

piątek, 14 października 2011

Przyjaciel zawsze pocieszy...;-)

[12:03:22] Anna: kurde, jakiś sentymentalny nastrój tak nagle złapałam
(...)
[12:06:30] Searching for tuna: ciśnienie jest pojebane
[12:06:33] Searching for tuna: ja zasypiam
[12:06:40] Searching for tuna: nie martw się przejdzie!
[12:06:41] Searching for tuna: :)
[12:06:49] Searching for tuna: możesz zejść do mnie na obiad
[12:07:00] Searching for tuna: mam dzisiaj swój i mam dużo to się mogę podzielić
[12:07:04] Anna: już przeszło
[12:07:06] Anna: :D
[12:07:42] Searching for tuna: no widzisz, to ekspresowo! :)
[12:07:56] Anna: jestem typową kobietą
[12:07:57] Anna: :D
[12:09:59] Searching for tuna: heheheh :)
[12:10:08] Searching for tuna: raczej niezrównoważoną kobitą

Business (?) trip - "Afterparty"

W windzie następnego dnia (po dniu opisanym post niżej - który dla lepszego zrozumienia należy przeczytać w pierwszej kolejności ;-)) spotykam w hotelu jadąc na śniadanie Kolegę, który wczoraj miał iść ze mną i naszym holenderskim Kolegą na przypadkiem opisane poniżej popołudniowe wyjście po pracy...

Kolega: Hej, jak tam było wczoraj?
Ja: Świetnie, zjedliśmy coś dobrego, a potem poszliśmy na piwo.
Kolega: Ale... ja o pracę pytałem...:>

Business (?) trip

Będąc w "zaprzyjaźnionym" kraju na spotkaniu z klientem w godzinach przedpołudniowych, czasem miewa się dziwne reakcje, albo słyszy co chce usłyszeć... bo że jest się "przed kawą" o godz. 11 w moim przynajmniej przypadku nie może być wytłumaczeniem :P - szczególnie gdy cała akcja rozgrywa się właśnie na przerwie kawowej...

Klient: Do you have plans for this afternoon?
Ja: Yes, I am meeting some friend who lives here, and who I have not seen for a long time! We're going to eat something Italian and have a beer or so. You can join us if you like.
Klient [mina zaskoczenia]: Hmm, well... Today I can't I will be very busy...

Zgłupiałam. Skąd to zaskoczenie? Najpierw chce gdzieś iść, a potem, mówi, że nie ma czasu...

Ja [ze zmieszaniem w głosie]: hmm, ok - I just thought that asking for my plans, you wanted to go somewhere.
Klient [ze zdziwieniem]: Actually, I meant "afternoon" at work... :>

I wszystko jasne... :D

wtorek, 13 września 2011

Jak zostałam bohaterką...

W pracy dzwoni do mnie współpracownik z Holandii i dość nieśmiało pyta:

Kolega: I was wondering if you could transfer models I described on AS database to the database you created for me" [co zaznaczę naprawdę NIE BYŁO skomplikowanym zadaniem]
Ja: Yes, no problem. I can do it in... 10 mins?
Kolega: whha?? [wzdychnięcie, cisza, z radością w głosie]... I didn't expect that!

No to się zaśmiałam, powiedziałam, że jak zrobię to dam znać. Zrobiłam, dzwonie, że gotowe. Pod drugiej stronie cisza, po czym:

Kolega: VERY! VERY! NICE!!!.... Thank you!
Ja [z rozbawieniem]: You're welcome :D
Kolega: I would like to meet you one day!

poniedziałek, 12 września 2011

"Weź tabletkę!"

Rozmowa zasłyszana w poczekalni u pani dietetyk z panem (lat ok. 60)

Pan cukrzyk: widzisz pani, tu przed miałem 90, a tu 2 godziny później miałem 200! i skąd to się wzięło - nie wiem!
Pani dietetyczka: a jadł pan coś?
Pan cukrzyk: tylko zupkę!
Pani: chudą?
Pan cukrzyk: chudą! to znaczy nie wiem na ile żurek jest chudy
Pani: [błysk w oku] z ziemniaczkami!?
Pan cukrzyk: nieeee, z jajeczkiem
Pan cukrzyk: aha... [myśli] to pewnie dlatego - białko pan zjadł i skoczyło
Pan siada w poczekalni i kontempluje swoje wyniki; minęło pol godziny, pana olśniło]
Pan cukrzyk:[do dietetyczki] już wiem skąd to! bo ja rano zapomniałem zjeść tabletkę!


środa, 7 września 2011

Pogoda na jutro

Robimy w kuchni pracowej herbatę/kawę...

Koleżanka z innego działu: A na polu znowu pada!
Ja: I co z tego, że pada ;-)
Kolega: A niech pada. Jak jestem w pracy to się z tego bardzo cieszę!
Koleżanka z innego działu: Ale wiecie, jak teraz już zacznie, to już do zimy tak będzie padać.
Ja: A niech pada... [myślę: "są gorsze problemy, poza tym i tak zamierzam dziś jesienne buty kupić - uśmiecham się na tę myśl...:P]
Kolega [z pełną powagą]: I co z tego. Niech pada. A ja to bym wolał, żeby najlepiej od razu śnieg już zaczął padać.
Koleżanka z innego działu porywa swój kubek z herbatą i wychodzi z miną "pracuję z kretynami"...

:D


Priorytety tuż po urlopie

Koleżanka zjawiła się pierwszy dzień w pracy po dość dłuuugim urlopie. Zwykle się witamy rano na skypie - ja ze swej pracy, ona ze swojej. Tym razem cisza. 8, 9, 10 cisza - myślę, nie zagaduję, pewnie zajęta. Godzina 11 - zaświeciła się:

Koleżanka: (...) Sorry, ale mam dużo maili. Przegryzam się od rana przez skrzynkę.

Kilka zdań, potem cisza. Ni widu ni słychu. Koło 15 zagaduję...

Ja: Jak tam? Odrobiłaś się już trochę?
Koleżanka: No co Ty?? Dopiero na 2 maile odpowiedziałam. Reszta jutro.

Myślę: "od rana? no to "grubo"... niezłe maile dostaje..."

Koleżanka [dodaje]: ...bo póki co to się przecież z PRIV się muszę odrobić.

Windą do nieba... prawie...

Po rozdaniu kluczy do pokoi nasza wesoła wycieczka ustawia się do windy, która zmieścić może tylko 4 osoby z bagażami za jednym razem. Z Patysiem jesteśmy na końcu kolejki... Ale... wpadamy na genialny pomysł!

Patysiok [olśniona]: Ania! Mamy pokój na 5-tym? To może... podejdziemy z walizkami na 1-sze i przechwycimy windę? :D
Ja: Dobra! :D

Wychodzimy, mijamy dłuuugą kolejkę naszej wycieczki z bagażami pod windą i słaniając się ze śmiechu dochodzimy na 1-sze i przechwytujemy windę. Wsiadamy! Wciskamy "5" a winda.....
Jedzie na PARTER! NIE MA ODWROTU! :D

Otwierają się drzwi i widzimy naszą kolejkę, tym razem od przodu z minami przemieszanymi ze zmęczeniem/głębokim zdziwieniem i wk....niem :D Matka z córką stojące na samym przodzie nie wytrzymują:

Matka z córką: Co WY tu robicie?!

Ja [Ze łzami w oczach ze śmiechu jak gdyby nigdy nic]: aaa... potrzebujemy jeszcze coś z recepcji!

Patysio kieruje się na schody...

Ja [Na głos ostentacyjnie przy całej kolejce]: Ewaaa! Przecież jeszcze idziemy do re-cep-cji! :>

sobota, 27 sierpnia 2011

Taki prosty chłop

Do kolacji w hotelu podano 3 pary sztućców. Pierwsze danie zjedliśmy za pomocą łyżki, drugie za pomocą noża i widelca i pozostały jeszcze nóż i widelec do prawdopowodobnie deseru... Czekamy...
Podano zwykłe, schłodzone, surowe gruszki.

Po skonsumowaniu tychże gruszek każdy składa swoje naczynia i sztućce. Jeden pan, lat ok. 50 lekko zdezorientowany patrzy na swój nietknięty po deserze widelec... Mierząc stan u innych składuje widelec do pozostałych użytych naczyń i sztućców tłumacząc...

Pan: A wrzucę tu też widelec, bo jeszcze powiedzą "prosty chłop - zjadł gruszkę bez widelca!"


piątek, 26 sierpnia 2011

Proroctwa... mojej Mamy ;-)

Podczas czynności kuchennych Mamie upada nóż, który... łamie się na pół.

Mama: Niesamowite! Nóż się złamał na pół! Hmm... Co to może oznaczać?... Hmmm [chwila krótkiego zamyślenia]... Wojna!

Polka? Nie szkodzi, też jestem Polakiem!

Żegnając się z grupą pozostałych turystów na parkingu trafiam na pana z Katowic, co do którego doszły mnie podczas wycieczki słuchy, że podejrzewa, że nie jestem polskiego pochodzenia...

Ja [żartując]: Do widzenia! A tak w ogóle, to jestem Polką! ;-)
Pan [niedosłyszał]: Słucham?
Ja: Mówię, że jestem polskiego pochodzenia!
Pan [dalej drapie się w ucho]: Jeszcze raz?
Ja: Jestem polskiego pochodzenia!!
Pan [z radosnym uśmiechem od ucha do ucha]: Nic nie szkodzi!! Wszyscy jesteśmy Polakami!! :]

Adam a Ewa - Find the difference

W drodze powrotnej z wycieczki Patysio doznaje "olśnienia" i zwraca się z zapytaniem do "współwycieczkowiczki" z którą przegadała zresztą z pół drogi powrotnej ;-)

Patysio: A właściwie, to przepraszam, ale ja mam pytanie. Zapomniałam... Jak ma pani na imię?
Pani: Jolanta
Patysio [wyciągając rękę w celu uścisku]: Miło mi, jestem Ewa!
Pani [śmieje się do rozpuku (co zresztą ogólnie trudno jej nie przychodzi) i chcąc najprawdopodbniej niejako się wytłumaczyć ze swojej wesołości stwierdza]: To mamy więc dwie Ewy!
Obserwatorzy tej dyskusji stają się w tym momencie lekko zdezorientowani, ponieważ drugiej Ewy nie ma. Wymieniają zagubione spojrzenia. Jednak nie trwa to długo, ponieważ pani Jola szybko śpieszy z tłumaczeniem.
Pani [wskazując na pana również biorącego udział w dyskusji]: A nie! Pomyliło mi się... To jest Adam!

czwartek, 25 sierpnia 2011

Jaskiniowe znaki płci

Podczas zwiedzania jaskini Frasassi przewodniczka wskazuje na coraz to inne przepiękne stalaktyty/gmity, które przypominają swoją formą przeróżne rzeczy i postaci...

Przewodniczka: Z sali "świec" przejdziemy zaraz do sali, w której znajduje się "niedźwiedź" - choć właściwie " niedźwiedzica" i zaraz ją zobaczycie...
Głos z grupy: A skąd wiadomo, że to nie jest niedźwiedź??
Inny głos z grupy: Bo nie ma stalaktyta! :D

środa, 10 sierpnia 2011

Ekstremalna wyprawa

Z serii "Przygotowania do wakacji" - Słowacja
W drodze do pracy rozmawiamy z Kolegą ad. planów na wakacje:

Ja: (...) A potem jadę na Słowację w Tatry Wysokie/ Noclegi mamy w Starym Smokovcu...
Kolega: A można stamtąd wyjść na Gierlach, ten najwyższy szczyt Tatr?
Ja: Pewnie i można, ale tylko z przewodnikiem i w grupie 3-5 osób max... Nie wiem też czy nie trzeba się na to jakoś specjalnie przygotować...
Kolega: E, krem (z filtrem) wystarczy...

(dla niewtajemniczonych, był to złośliwy komentarz ad. ostatniej wyprawy w góry, która była bardzo... słoneczna... :P)

Bystrość wyssana z mlekiem matki

Z serii "przygotowania do wakacji" - cz. I - Italia.
Rozmawiamy z kolegą z pracy ad. wakacji:

Kolega: To kiedy jedziesz do Włoch?
Ja: Za tydzień...
Kolega: A znasz włoski?
Ja: Jeszcze nie... Ale będę znać! [skrót myślowy od: szalenie mi się podoba ten język i zamierzam się go nauczyć]
Kolega: Tak... Tydzień to naprawdę dużo czasu... :P

wtorek, 19 lipca 2011

Słone koszta leczenia

A w gabinecie, do którego udało mi się dostać po wypisywaniu "polskiego zwolnienia Hiszpanowi" po 15 min, lekarz tuż po pogawędce jakie języki zna, jakich nie, narzekaniu jak to się nie mógł dogadać z Hiszpanem, rozpoczął dogłębny wywiad o przebytych chorobach w rodzinie, nałogach (tu otrzymałam nawet "pozwolenie na picie wina i piwa, a zakaz picia wódki bo cytując "od wódki rozum krótki"). Trwało to tyle, że za oknem się zdążyła rozpocząć ulewa i grzmoty, co zostało skwitowane troską "ojej, jak pani teraz wróci" itd.
Po tym wszystkim mogłam wreszcie opowiedzieć co mi dolega. Moja wypowiedź zajęła z pół minuty.
Potem lekarz otworzył jakąś dziwną książeczkę - jak obczaiłam z kodami chorób... i kolejny czas spędził na szukaniu właściwego kodu choroby... No nic. Byłam oazą spokoju, choć zaczęło się już we mnie powoli gotować...
I wtedy wśród złowieszczych grzmotów za oknem rozległa się wypowiedź przeszywającego wzrokiem lekarza.
Lekarz [biorąc do ręki bloczek z receptami i przeszywając mnie wzrokiem]: Będzie to panią drogo kosztowało...
Ja: Hmm... No trudno... A ile mniej więcej?
Lekarz: Oj... W sumie... Nie wiem dokładnie. Ale muszę pani przepisać dwa opakowania. Jedno nie wystarczy w mojej ocenie.
Ja: ...
Lekarz: Ewentualnie mogę np. wypisać 2, a pani sobie wykupi 1 i zrobi odpis z recepty i zrealizuje 2 jak braknie...
Ja: OK
Lekarz: Ale... Będzie to panią drogo kosztowało...

(...)

Wychodzę z gabinetu prosto do apteki. Podaję farmaceucie receptę...
Ja: A może mi pan powiedzieć, jaki jest mniej więcej koszt tego leku?
Farmaceuta: Jasne, już sprawdzam.... 16 zł... Za dwa opakowania łącznie.

Myślę... Nie chcę się chyba nad tym zastanawiać...


Uciążliwy pacjent

Wizyta u internisty na 17:30. Jestem niestety pół godziny wcześniej, ale... okazuje się, że przede mną 2 osoby, ale to para więc tak jakby jedna... "A to luz, zejdzie z 15 min" myślę. Zwłaszcza, że już otwierają się drzwi gabinetu i wyłania się lekarz w wieku starszym...

Lekarz [zwracając się do pary]: Zapraszam państwa.
Myślę: "Para? Do internisty?... A zresztą, cóż mnie to..."
Czekam. 5 min... 10 min... 15 min... 20 min... 25 min... (Ech, dłużej niż przewidziałam, ale nie ma się co denerwować. Jestem umówiona na 17.30. A oni są tam razem, może każde z nich się bada...) 30 min... 35 min... No dobra - wkurzyłam się! Ale otwierają się drzwi gabinetu. Jednak para nie wychodzi, a w drzwiach pojawia się znowu dziadek w kitlu z oszołomieniem w oczach:
Lekarz: Pani do mnie?
Ja: Tak.
Lekarz: Proszę poczekać, bo ja tam mam..... Hiszpana!
I pobiegł do recepcji. Po 5 minutach wraca. Zatrzymuje się jeszcze żeby mi powiedzieć:
Lekarz: Bardzo panią przepraszam! Ale tam jest... Hiszpan! I ja mu muszę wypisać zwolnienie!... POLSKIE zwolnienie HISZPANOWI???
Tu złapał się za głowę z miną "jak pracuję 50 lat, coś takiego mi się w mojej karierze nie zdarzyło!" i wpadł z powrotem do gabinetu...

niedziela, 17 lipca 2011

Taki psikus

W busie z Kuźnic do Zakopanego dwóch mężczyzn siedzących z tyłu wyrazie zajętych jest rozmową ja jakieś swoje tematy... W pewnym momencie, gdy pani Kierowca staje na skrzyżowaniu w oczekiwaniu na zielone światło, jeden z nic ockniewa się...

Mężczyzna_1: A gdzie ona teraz jedzie??
Mężczyzna_2: Hmm... Jak jedzie w prawo, to jesteśmy w d*pie...
Mężczyzna_1: Ona na pewno jedzie w prawo!
Mężczyzna_2: O nie! Szefowo! Czy możemy to wyskoczyć?!
Pani Kierowca: Nie można.
Mężczyzna_1 [z wyrzutem]: ALE nas zrobiła...

Przecież ja nie będę... KRZYYYYCZEEEĆ!!!

Nad Czarny staw gąsienicowy w niedzielne południe przybywa kolonia wraz z opiekunami i przewodnikiem - wyraźnie już "rozgorycznym dotychczasową wędrówką:

Przewodnik: ale proszę schodzić szybciej pod staw! Torujecie ludziom szlak!... No schodzić siadać! Ja nie rozumiem! Jak idziemy to chcecie siedzieć, jak mówię "siadamy" to wy stoicie!
CHODŹCIE TU!.............. Przecież ja nie będę krzyczeć na całą dolinę!!!

Jakiś turysta [spokojnie pijący piwo i przyglądający się sytuacji, z szyderą]: Za późno! :D

wtorek, 5 lipca 2011

Nie moja wina, że bułki dziś nieświeże...

Pewien "osiedlowy" sklepik tuż przy mojej pracy słynie z tego, że Właścicielka - starsza Pani,
przygotowuje b. dobre, zawsze świeże, zawsze urozmaicone, często nawet na specjalne życzenie klienta "kanapki". Dziś Pani mnie rozbroiła następującym stwierdzeniem...

Ja: "Dzień dobry! Poproszę kanapkę z tą bułką z ziarnami...
Pani [jak zwykle z uśmiechem podaje kanapkę]: Bardzo proszę. 3,2 zł...
Ja [szukam w portfelu]
Pani [z zamyśleniem]: Taka jasna ta bułeczka... Ale tak... Dziś takie jest niskie ciśnienie... To i bułki takie... niechrupiące... :-(

niedziela, 12 czerwca 2011

Stoicyzm ponad wszystko

A ta historia mi się przypomniała jako anegdota z pewnego szkolenia opowiedziana przez prowadzącą w kontekście rozróżniania rzeczy na które mamy i nie mamy wpływu...

Opowieść prowadzącej:

""Mój ojciec jest z natury strasznie nerwowy. Jednak kiedy przeszedł zawał, lekarz kazał mu się uspokoić i uczyć opanowania nawet w trudnych sytuacjach. Wiedział, że przestrzeganie tej zasady nie będzie dla niego łatwe, ale za jej załamanie mógł słono zapłacić. Z tego też względu postanowił się wziąć mocno za siebie.

Pewnego dnia, jechałam z nim samochodem. Zatrzymaliśmy się na skrzyżowaniu i czekaliśmy aż przejadą samochody mające pierwszeństwo. Jakoś nikt się nie palił, aby nas przepuścić. Za to zaczął się "palić" gość za nami, który po chwili czekania ostro na ojca zatrąbił.

W tym momencie, wiedziałam, znając go, że ta sytuacja skończy się marnie. Jednak postanowiłam się nie odzywać, a może poprostu nie odzywałam się z niepokoju co do tego co się zaraz wydarzy... Ojciec bez słowa zaciągnął ręczny i otworzył drzwi. Następnie patrzyłam z osłupieniem jak wysiada z samochodu i udaje się w stronę pojazdu stojącego za nami...

Kiedy podszedł do kierowcy tamtego samochodu zapukał w szybkę. Tamten otworzył okno, aby w rezultacie usłyszeć pytanie mojego ojca:

"Przepraszam, czy coś się stało? Bo pan trąbił?..."

I tak pozostawił tamtego z otwartymi ustami i szeroko otwartymi oczami na środku skrzyżowania...""

Good looking c.d.

Naprawdę niezmiernie mi jest miło tak szerokim echem przyjęcie posta poniżej,
aczkolwiek zastanawiam się, czy jednak nie powinnam się tu zacząć martwić doświadczając sytuacji jak ta poniżej :P

Kolega: A wiesz, czytałem wczoraj Twojego bloga (...) Podobał mi się post o bluzce...
Ja: Fajnie ;-)
Kolega: A tak mi się skojarzyło jak Cię w tej bluzce zobaczyłem...
Ja: ...

Normalnie... Męska części - niektóre bluzki poprostu MAJĄ wyglądać jak zmięte... :D

środa, 1 czerwca 2011

Good looking

Mam taką jedną bluzkę, w której rzadko chodzę, ze względu na skomplikowane jej prasowanie... ;-)
Pewnego dnia stojąc w niej na przystanku, spotykam koleżankę:

Koleżanka: O, jaka ładna bluzka!
Ja: A dziękuję, rzadko w niej chodzę.
Koleżanka: Bo pewnie wymaga długiego prasowania?
Ja: Niestety właśnie tak...:)
Koleżanka [mierząc wzrokiem, ze współczuciem]: Ech, a i tak się od razu mnie, nie?...

Wszystko co pan ma, jest nieważne.

Mężczyzna okazuje bilet podczas kontroli.

Kontroler: Hmm... Ależ to jest bilet rodzinny. Czy ma pan jakiś inny bilet?
Mężczyzna: A co jest nie tak z tym biletem?
Kontroler: Pan jedzie bez rodziny.
Mężczyzna: Słucham? To jest bilet rodzinny całodniowy. Odwoziłem właśnie córkę na dworzec i teraz wracam sam...
Kontroler: To jak pan wraca BEZ córki, to trzeba było już skasować normalny.
Mężczyzna: ?!
Kontroler: Poproszę dowód osobisty.
Mężczyzna [z niedowierzaniem]: Mam tylko prawo jazdy.
Kontroler: Dobrze.
Mężczyzna podaje prawo jazdy.
Kontroler: Hmm... Poproszę jakiś AKTUALNY dowód tożsamości.
Mężczyzna: Słuchammm???
Kontroler: To prawo jazdy jest sprzed 8 lat.
Mężczyzna [z oburzeniem]: Nie wierzę! To są jakieś jaja! Nic panu nie pokażę! Proszę sobie dzwonić po policję nawet! Ja nie będę z panem rozmawiać!

Kontroler dzwoni po policję...

C.D.N. w wariatkowie.

niedziela, 29 maja 2011

Nie chce mi się z Tobą gadać!

Pewien pasażer przerywa standardowo przebiegającą kontrolę biletów, okazując niestandardowy "bilet" będący jedynie potwierdzeniem zakupu właściwego biletu w automacie na przystanku.

Kanar: Bilet poproszę.
Pasażer: Mam tylko to.
Kanar: To poproszę dokument tożsamości.
Pasażer: Ale dlaczego?
Kanar: A co to niby jest? Skąd ja mam wiedzieć czy ty tego na przystanku nie znalazłeś?
Pasażer: Nie mam dokumentów.
Kanar: Lepiej pokaż dokument, bo zadzwonię po policję.
Pasażer: ?? Ale nie mam nic.
Kanar: No przykro mi, to zaraz zadzwonimy. Zastanów się, czy nie masz nic na sumieniu, bo jak tak, to wiesz... Oni zaraz wezwą takie służby specjalne...
Pasażer [z miną "WTF?!"]: ???
Kanar: No co? Miałeś kiedyś z nimi do czynienia? Miałeś? Zobaczysz jak to jest...
Pasażer: ...
Autobus zatrzymuje się na przystanku.
Kanar [rzuca w eter, jakby od niechcenia]: Chcesz to wysiądź...
Pasażer: Proszę??
Kanar: Chcesz to idź...

Po czym sam wysiada...


środa, 25 maja 2011

Sprzedaż wirtualna

Zza kulis Allegro...

[Komentarz Kupującego]
czekalam miesiac na przesylke,puzzle fatalnej jakosci,niczym nie zabezpieczone, zrobione na zwyklej kartce papieru! skandal i granda! nie warte ani grosza! doliczyl sobie tez za przesylke!

[Odpowiedź Sprzedawcy] To jakieś nieporozumienie. Nie sprzedajemy puzzli. Nie wiem co to za allegrowicz, który przed wystawieniem negatywnego komentarza nie sprawdzi komu i za co wystawia. To ktoś totalnie nieodpowiedzialny.

poniedziałek, 23 maja 2011

Zakochany kundel ;-)

Wzdłuż ogrodzenia domu wychodzącego na ulicę biegnie spaniel, który wyraźnie został zafascynowany idącą na smyczy suczką spanielką. Suczka znika z pola widzenia, mija około 3 minut i do domu wraca właściciel. Otwiera furtkę i "zawiadcko" zwraca się do czekającego nań spaniela:

Mężczyzna: Czy ty widziałeś tę suczkę?! Ja się ciebie pytam! Czy ty ją widziałeś?! :D

Pies: Macha ogonem na 360 st. Ciekawe jak wyglądałaby ich dalsza konwersacja, gdyby pies umiał mówić... :]

Tak niewiele do szczęścia potrzeba...

Na przystanku śpi pijak. Ludzie przechodzą, siadają - traktują widok jakoby chleb powszedni, rzecz naturalną... Jednak kierowca busa nie chce okazać się również nieczułym przypadkiem, który przechodzi obojętnie, o którym tyle się mówi... Podchodzi... Pochyla się nad człowiekiem pytając:

Kierowca: Halo człowieku! Może się źle czujesz? Może boli Cię serce? Może zadzwonić po pogotowie? Może Ci jakoś pomóc?

Pijak [prawie nie otwierając oczu]: Spier**laj!

sobota, 21 maja 2011

Karygodna nieoszczędność

Grono kibiców wraca z meczu autobusem. Wsiada pani, która nie ma szans dostać się przez to towarzystwo do kasownika. Toteż prosi jednego z nich:

Pani: Czy mogę prosić o skasowanie?
Kibic [szczerze zdziwiony]: Ale po co pani chce kasować?
Pani: Bardzo proszę...
Kibic [wyjmując bilet z kasownika, przewracając oczami i pouczająco-zrezygnowanym tonem, kręcąc głową]: Właśnie... Straciła Pani... 3 złote.

Płynność komunikacji

Stoimy ze znajomymi przy barze. Barman nalewa nam piwo. W tym czasie do baru podchodzą 2 kolejne klientki.

Barman [nalewając piwo zwraca się do klientek]: Pada na polu?
Klientka: Poczekamy...
Barman: e, pytałem czy-pa-da?
Klientka [wskazując na swoją koleżankę]: Dla pani Żywca.
Barman [prawie się krztusząc ze śmiechu]: A myślałem, że to ja mam problemy z komunikacją...
Ja [też ze śmiechem, odbierając swoje piwo]: Nie pada ;-)
Barman: Kilo czego? :D

Kierowcy na traktory!

Babcia oburza się na kierowcę autobusu, który podczas jazdy szarpie pasażerami:

Babcia: Jak pan jeździ?!
Kierowca: To nie moja wina!
Babcia [z jeszcze większym oburzeniem]: Nie jego wina! A niby CZYJA?!..... Na traktor taki kierowca!!!

niedziela, 8 maja 2011

Sobotnie zajęcia

Po meczu pewnej znanej drużyny piłkarskiej do autobusu 304 wsiada grono kibiców.
Jednak widać był to wygrany mecz, ponieważ są w "wybornym" humorze wzmocnionym zapewne dodatkowo %.

Kibic [zwraca się do Babci, która wsiadła razem z nimi i ze względu na zgiełk w autobusie zajęła miejsce siedzące]: Może pani chce sobie usiąść [sam również stoi, ale mówi to wskazując na młodych ludzi zajmujących 2 miejsca siedzące]?
Babcia [z pełną kulturą]: Nie, dziękuję.
Kibic [z zatroskaniem]: Napewno? Ale wygodnie pani?
Babcia: Tak, wygodnie. Zaraz wysiadam.
Kibic: No to dobrze. Mnie też wygodnie. Czuję się jak lord Vader.
Babcia [z pełną powagą]: Cieszę się.
Kibic: A skąd pani wraca? Napewno z działki!
Babcia: Nie.
Kibic [zaskoczony]: Jak to? Przecież dziś o tej porze można wracać TYLKO z MECZU albo z DZIAŁKI!
Babcia: Ja nie mam działki... Przepraszam, wysiadam.
Kibic [z zatroskaniem]: Do widzenia! To niech się pani dziś WINKA napije!

wtorek, 3 maja 2011

Bezbłędny namiar

Po wyjściu na Gubałówkę chcemy się znaleźć z Koleżanką, która już tam jest.
Ponieważ już się szukamy dłuższą chwilę, postanawiam zadzwonić jeszcze raz i podać "dokładniejszy" na siebie namiar:

Koleżanka: No gdzie jesteś?
Ja: Koło takiego pomnika pani z ptakiem w ręce...
Koleżanka: Nie widzę tego pomnika...
Ja: A widzisz może niedźwiedzia?
Koleżanka: To raczej nie jest charakterystyczne, ja tu widzę 15 niedźwiedzi!

NIE SIADAĆ!


Tak mi się przypomniało ad. śmiesznych napisów z zeszłego roku ze Starego Smokovca...

Się strzeż co jesz!

Wpis w menu w pewnej restauracji na Krupówkach (na czerwono, wyboldowane i co ciekawe tylko pod sekcją "zestawy obiadowe za 15 zł" - widać z założenia, że takie zestawy tylko dla "oszczędnych", którzy muszę ukradkiem pod stołem dojadać swoje :P

"Prosimy, aby nie spożywać własnych produktów na terenie restauracji. Za spożywanie produktów własnych, klient zostanie obciążony marżą doliczaną do rachunku w wysokości 10 zł"

Strach się bać...

Nie ma równych i równiejszych

Napis przed wejściem do toalety w pewnej restauracji w Zakopanem...

WC płatne 1,5 zł
KONSUMENCI TEŻ

środa, 30 marca 2011

Nie tylko dla orłów ;-)

Szkolenie z VBA. Dawno to było na studiach, ale metodą prób i błędów, na zasadzie "wzajemnej współpracy" i "wspólności monitorów" dajemy radę... ;-)
Prowadzący objaśnia kolejne zadanie. Skończył. Zapada cisza...
Każdy myśli jak się za to zabrać...
Aż tu nagle Koleżanka siedząca obok nagle - dosłownie - rzuca się na klawiaturę i pisze coś strasznie dynamicznie i szybko, niczym z prędkością światła ;-)

Odwracam głowę i patrzę z niedowierzaniem (czyżby nagle opanowała tajniki programowania??? Czy może to zadanie jest tak banalne, tylko ja nie jarzę? Niedobrze)...

Ja [z podziwem zdałam wykrztusić]: Szalllonaaa...
Ona: Co mówisz?
Ja: ?
Ona:
Bo treść zadania pisałam...

:D

środa, 23 marca 2011

Żart na wysokim poziomie intelektualnym

Oczekując na obiad w pracowej stołówce, spotykamy Kolegę. Że czas się w kolejce wydłuża, silę się na tzw. żart sytuacyjny :P

Kolega [grał główną rolę w moim żarcie :P]: Hmm... Nie wiem czy wiesz, ale muszę Cię zmartwić...
Otóż przykro mi, że to ja Ci to muszę akurat powiedzieć, ale... Wiesz, rodzaj humoru jaki uskuteczniasz, nie jest wysokim poziomie intelektualnym...
Ja: Nie wiem jak Ci to powiedzieć delikatnie, ale... NIE KAŻDEGO opinia mnie rusza...
Kolega: A to ja Ci na to powiem, że... pocałuj mnie w d.

Inna sytuacja i realia, ale łudząco podobne do:

http://www.youtube.com/watch?v=i53C7uQkpig&feature=related

czwartek, 17 marca 2011

Pełen profesjonalizm

Przedłużałam ostatnio telefonicznie abonament w sieci, w której jestem.
Pani zapewniła mnie, że kurier przyjdzie do mnie Sobotę, bo wtedy będę w domu - w tygodniu ciężko mi zaplanować gdzie będę w danej chwili.
Toteż w dniu wczorajszym będąc w pracy otrzymuję telefon:

Ja: Hallo?
Kurier: Witam, Kurier z sieci Orange.
Ja: ?
Kurier: Jestem u Pani w domu pod drzwiami.
Ja: Cóż... ale ja się umawiałam z Państwem na sobotę.
Kurier: Ale my nie jeździmy w sobotę.
Ja: Przykro, mi ja jestem w pracy.
Kurier: Ech. A gdzie pani jest?

Tu podaje adres pracy i mówię, że będę do 16-17:00. Żegnamy się. Około godz. 11.30 dostaję telefon. Nie zdążam odebrać, ponieważ zagaduje mnie koleżanka. Nasza rozmowa nie trwa dłużej niż z 2 minuty. Po tym czasie dzwonię oddzwaniam...

Ja: Witam, ktoś do mnie dzwonił z tego telefonu.
Kurier: Ja jestem kurierem z Orange.
Ja: I jest pan w budynku na dole?
Kurier: Byłem jak dzwoniłem. A teraz to będę po 16:00.

Nic nie powiedziałam. Pozostało mi się z tym pogodzić.
..

Fussy eater

Pewnego dnia w drodze do domu, dostaję smsa od siostry:

Siostra: "Jeśli będziesz dziś w domu, to kup coś do jedzenia"
Ja: "Właśnie jadę. Co kupić?"
Siostra: "Cokolwiek. Tylko nie pasztet."
Ja: "A co już jest?"
Siostra: "Pasztetu w cholerę."

Wrodzona kreatywność

Byłam kiedyś na szkoleniu dot. tematyki kreatywności, w którym prowadząca przekonywała, że zawsze z danej sytuacji jest co najmniej jedno wyjście więcej niż Ci się wydaje, możliwe jedno wykorzystanie więcej jakiegoś przedmiotu, niż myślisz itd...

To też, biorąc pod uwagę pewną sytuację rodzinną, myślę, że niepotrzebne mi było to szkolenie, ponieważ kreatywność mam we krwi.

Był to czas, kiedy była w domu robiona elewacja. Nastał weekend i robotnicy mieli akurat wolne. Nagle koło południa zaczęło kropić na zewnątrz. Słyszę mamę:

Mama: Idę po narzuty. Powiesiłam je na polu.
Ja [ze zdziwieniem]: Ale... jak na polu?? Przecież my nie mamy sznurków.
Tata [nie odrywając się od TV z pełnym spokojem, jakby mówił najnormalniejszą rzecz na świecie]: Mama powiesiła je na rusztowaniu.

niedziela, 20 lutego 2011

Bezgraniczna miłość bliźniego, albo...

I że dzisiaj niedziela, to jeszcze jeden post dotyczący kazania dla dzieci ;-)
- "definicja wroga" c.d.

Ksiądz: Kto lubi swoją siostrę, albo brata? Wszyscy?
Dzieci kiwają znacząco głowami i podnoszą w górę ręce...
Ksiądz [kontynuuje]: A jak brat albo siostra są niedobrzy dla Was, to też ich lubicie?...
Dzieci przytakują.
Ksiądz: Zawsze? Nawet jak Wam... zajmują komputer, albo są złośliwi dla Was?
Dzieci konsekwentnie się zgadzają...
Ksiądz [lekka dezorientacja i jakby "pod nosem" do siebie]: yyy... sami jedynacy?

Strzeżcie się złodzieje złota!

Z serii "słowo na niedzielę" ksiądz stara się, aby poprzez jak zwykle odpowiedzi na jego pytania, dzieci same zdefiniowały pojęcie - tym razem słowo "WRÓG"

Ksiądz: Kto to jest wróg?
Chłopczyk: Nieprzyjaciel.
Ksiądz: No bardzo ładnie, a kto to jest "nieprzyjaciel"?
Dziewczynka [lat około 4, bardzo zaaferowana pytaniem, odpowiada szybko "połykając" słowa]: ...toch y, jest ktoś takich, ktoch nam ukradnie, yyy złotooo!

Lekcja rachunkowości

Z cyklu "Złote myśli wykładowcy" na pewnych studiach podyplomowych:

1)
"- Mówię do tych osób, które pierwszy raz mają rachunkowość. Są takie osoby pewnie? Ee, chyba nie ma.
- Są!
- Nie ma?
- SĄ!!!
- Nie rozumiem... przerwa?"

2)
"wartości niematerialne i prawne mają charakter niematerialny - nie można ich dotknąć, pomacać ani przytulić"

3)
(a propos okresów amortyzacji) "każdy szanujący się mężczyzna co 5 lat zmienia nie tylko żonę, ale i samochód"

4)
"bilans to 2 szale wagi - chodzicie czasem po targach i tam panie maja wagi. Na jednej szali kładą odważnik 1 kilo, a na drugiej tak kombinują jabłuszkami, pomidorkami, aby to się zbilansowało"

5)
"konto umorzenie nie ma racji bytu bez konta zasadniczego 9tj. środki trwałe) - to takie dzieciątko, co się porusza za tatusiem. nie ma tatusia - nie ma dzieciątka"

6)
"weźmy hurtownię kosmetyków - kosmetyki możemy podzielić na męskie i żeńskie; męskimi się nie zajmujemy bo tu prawie nic nie ma"

7)
"Dziś do wieczora będziecie rozpamiętywać konta. Tak jak królowa brytyjska powiedziała swojej córce gdy ta się zapytała, jak się ma zachować podczas nocy poślubnej: 'Masz leżeć spokojnie i myśleć o imperium.' - Wy też tak macie myśleć o kontach"

8)
"Proszę nie posyłać smsów bo smsy są przyczynami rozpadów związków małżeńskich. Dostanie się komóreczka w niepowołane ręce i gotowe"

9)
"Listy płac muszą być przechowywane 50 lat celem ustalenia godziwej emerytury. Napisali 'godziwej' ale co to dokładnie znaczy to nie wiadomo. I tak wszyscy wiemy jak to się skończy... tak jak za czasów PZPR było takie hasło: Emeryci i renciści - popierajcie partię czynem, umierajcie przed terminem!"

10)
(gość przy tablicy robi zadanie, a panie z ławki mu podpowiadają co na jakie konta księgować) "Ale drogie panie, proszę pana nie przestawiać! Przecież to jest cudzy mąż, nie własny! To nie jest dom!"

11)
(dygresja odnośnie okładki notatnika jakiejś pani) "miałam kiedyś takie radzieckie perfumy, bielaja sirien - biały bez. Nie wiem z czego to było, ale trzymało się 2 tygodnie jak nic. A jeśli się trochę rozlało na ubranie - no to już do wyrzucenia!"

wtorek, 15 lutego 2011

Kawa się nadawa

Kawa jest w życiu bardzo ważna. Rozbudzający smak, kojący zmysły aromat, endorfiny wydzielające się podczas rytuału parzenia... ZAWSZE zaczynam dzień od kawy. Generalnie to co przed kawą się nie liczy - Nie ma życia przed kawą!...

Toteż dziś rano zrobiłam sobie kawę po to, aby ją następnie wylać na biurku po pierwszym łyku. Uczona doświadczeniem jak postępować w takich sytuacjach szybko uniosłam laptopa ku górze (skapło kilka niegroźnych kropelek). Niestety nie dało rado w tym samym czasie podnieść manuala, który wydrukowałam. Jednak w ogóle się tym nie przejęłam (wkońcu to tylko 100 kartek, każda kartka po 20 sekund druku). "Akurat sobie zrobię nową kawę" - pomyślałam.

Po czym uświadomiłam sobie, że już nie ma czasu, bo za 5 min trzeba było jechać do klienta, a jeszcze przecież biurko wytrzeć, buty wypastować, taksówkę zamówić... Jestem wydajna, ale nie jak Chuck Norris...

W taksówce wszystko gładko, obeszło się nawet bez zapinania pasów, za to cały czas z zegarkiem w ręku i napięciem "czy zdążymy być na tyle wcześnie, żeby sobie zrobić kawę?"

Na szczęście zajechałyśmy kwadrans przed czasem, toteż udałyśmy się do kuchni. A tam... kolejna przygoda... Podstawiam kubek, niby ekspres, wydawałoby się nacisnąć przycisk, ale nie... Trzeba wcześniej dolać wody... Toteż uczyniłam, więc naciskam przycisk "espresso" i... w ostatniej chwili podstawiam kubek, który przed chwilą z "wszechświat tylko wie" jakich powodów na bok, dolewając wody do ekspresu. Na szczęście udało się ocalić sytuację...

A wtedy wychodzimy z kuchni i z również "wszechświat tylko wie dlaczego" robię krok w tył, aby... potrącić idącą za mną z kawą koleżankę. Na szczęście kawa wylała się na podłogę, a nie np. na ubranie.

Tym sposobem czas przed spotkaniem jakoś upływa (w końcu robienie kawy, wycieranie po kawie itd czasochłonne jest)

Na spotkanie wchodzimy już dumne dzierżąc w ręce po kawie.

Przedstawiamy się, klient daje nam wizytówki...

Koleżanka [do mnie]: tylko nie zgub jej jak ostatnio na schodach? :P

Nie zgubiłam! Oczywiście, że nie! Człowiek przecież uczy się na błędach... Tym razem jedynie...
zalałam ją swoją trzecią już dziś kawą...

Konto studenckie

Student [w autobusie żali się koledze]: I wiesz, nie miałem kiedyś kasy na koncie, a musiałem przelew za książkę zrobić.
Więc pojechałem do banku i wpłaciłem sobie na konto 30 zł.
Potem wracam do domu, loguję się na konto i...
30 zł mi za*ebało na jakieś ubezpieczenie!

Różnice temperatur


Pracownik pewnej firmy dystrybuującej mrożony towar:


"... a wczoraj wychodzimy z chłodni, a tu na zewnątrz wieje i z -12 stopni... i ku naszemu zdziwieniu, okazuje się, że (bez sensu było wychodzić, bo) na polu zimniej niż w chłodni!..."

poniedziałek, 14 lutego 2011

Ptaki nieroby!

Podczas pracowego lunchu...

Kolega [z tęsknotą w głosie]: (...) pomyśleć, że wczoraj jeszcze o tej porze byłem na desce... a wiecie, jest coś fajnego w obserwowaniu snowboardzistów, którzy stoją rano na stoku... przymierzają te deski...(...) [tu prezentacja z udziałem krzesła jako deski] jedni w tę stronę, drudzy w tę stronę... jak takie ptaki co wstają rano i stają koło siebie i g*wno im się chce robić(...)

Generation gap

Taka historia oczywiście na faktach, choć stara mi się ze studiów przypomniała ;-)
Kolega informatyk chwali się mamie telefonicznie:
Kolega: Mamo! Wyobraź sobie, że dostałem pracę! Będę brał udział przy tworzeniu Zumi!
Mama: Zumi??
Kolega: Hmm... no wiesz, mamo nie kojarzysz tej reklamy, lokalizator internetowy.... no wiesz ta co oni tam na dachu stoją?? w tej reklamie?....
Mama [po chwili ciszy z zatroskaniem w głosie]: ...no dobrze synu... tylko tam nie spadnij z tego dachu...