niedziela, 27 czerwca 2010

Siła perswazji

Znajoma zostawiła swoją 3-miesięczną córkę na chwilę z 26-letnim bratem - tyle aby pójść dosłownie do kuchni.

Po powrocie zastaje następujący widok - Dziecię w łóżeczku zanosi się łzami, a nad nią stoi wujek i czule tłumaczy:

Wujek: Nie możesz płakać, bo... ja nie umiem Cię wziąść na ręce...

:-)))

Rysa w życiorysie

Na pierwszym wykładzie z przedmiotu X przedstawia się prowadząca o wysokich tytułach.
Wymawia po-woooo-li każdą sylabę, abyśmy usłyszeli i zapamiętali od razu jej tytuły, kaligrafując je równowcześnie także bardzo po-wooooli-li na tablicy:

Prowadząca: Na-zy-wam się: Pro-fee-sor zwy-czaaj-ny do-ktoor ha-bi-li-to-waany ma-gis-ter Ma-ry-joo-la X [obracając się do audytorium z pewnym zawstydzeniem w głosie, ale bardzo stanowczym tonem o niezmienionej prędkości]... Inżynieeera nieee mam, po-nieeeważ... studiowałam na Akademii E-ko-no-micznej...

Wykład zzA DARMO!

Wykłady z mikroekonomii na studiach były strrrasznie nudne! Choć w sumie nie wiem co było nudniejsze - prowadząca czy content. Za to obecność na auli - bliska 100%, ze względu na listę obecności, od której mógł w przyszłości zależeć los studenta.
Efekt - każdy przychodził, by przesiedzieć - z książką, z gazetą, słuchawkami, w celach towarzyskich etc.

Pewnego razu nerwy prowadzącej sięgnęły apogeum i postanowiła nam wygarnąć:

Prowadząca: Wy, wy... jesteście moją najgorszą grupą! Ja... ja nie rozumiem! Jakoś zaoczni jak przychodzą na wykład, to.... to słuchają, to notują! a Wy?! Czy ktoś mi powie skąd wynika ta różnica?!?!?!
Ktoś: Ponieważ zaoczni... płacą za studia. A MY tu jesteśmy zzZA DARMO! ]:-D

Przyszedłem netto na wykład

Z dedykacją dla jednego z najulubieńszych prowadzących z okresu studiów, o umyśle bardzo ścisłym i języku nieokiełznanym*

Ocenzurowane ;-)

PRZEDMIOT nr 1

1) Ludzie maja kamienie nerkowe. Dziekan tez ma kamienie, i nie tylko. Przerżną dziekana na pół i nie będzie już taki seksiarz! Potem można co najwyżej długośc łuku policzyć.
2) Funkcje złożone sa takie jak wy, dziewuszki. Ale jak się was rozłoży to jest cacy - jak tutaj!
3) [w deszczowy poranek] Już zaczynamy - witam nieprzemakalnych!
4) [przy ciągach] Badam, czy blondyna jest zbieżna k'mnie.
5) Ma pani jakis protest song? Niech pani napisze skargę do dziekana, to mnie wypieprzy. Ale nie może, bo ja mam juz okres ochronny. Jak na jelenie jest okres ochronny - no bo będzie mieć małe i nie można do niej strzelać. Ale ja nie jestem w ciąży.
6) Czy jest szefica roku? Jest czy w ciąży?
7) Dlaczego przyszedłem netto na wykład? Bo żona była tak uprzejma i schowała mi notatki.
8) Trzeba temu polu wektorowemu przywrócić potencjał... Wyobrażacie sobie mnie z przywróconym potencjałem? Rany boskie, jakie by wykłady były!
9) [gdy ktoś zauważył błąd na tablicy] Dzięki, Sokole Oko! Widzicie, że ja mam protezy na oczach.
10) Proszę panów - gdy idziemy na prywatkę, to się znajdujemy w polu wektorowym - a to seksia blond, a to seksia ruda, a to jakaś czarna - i to jaka!!! Ale nie rzucajmy się od razu z okrzykiem: "Zaludniać!"
11) Funkcja tg jest nieparzysta... jak ci smutni panowie w parkach. Podejdzie taki, rozchyli płaszcza i mówi: Spójrz, jaki jestem nieparzysty... Moją małżonkę raz taki jeden zaczepił w Parku Jordana, a ona spojrzała i mówi: Prosze pana, pan to jest prawie kaleką!

PRZEDMIOT nr 2

1) P - składka brutto pomniejszona o to co biorą panienki, które wklepują dane. Bo panienki biorą! Panowie nie biorą, jak dziewice.
2) Pudełko papierosów - z przodu jest napisane, że nas trafi, a z drugiej strony, na co nas trafi. Jeśli ja palę, mam zerową awersję do ryzyka - czytam i chichotam. (...) Mój dziadek całe życie palił... jeszcze przed śmiercią sobie zapalił.
3) Kiedyś pani z zaocznych przyszła do mnie i mówi, że będzie liczyć notowania ciągłe. To się jej zapytałem: "Czy pani ma ciągłą miesiączkę?"
4) Ale to jest ich sprawa i gajowego.
5) Skośność... jest u nas jeden pan, co lubi skośne oczy... więc często jeździ do Japoni, bo wie, że to będzie dobrze.
6) Ci, którzy mają z panią X, to ona z nich wypruje flaki.
7) To policzymy sobie, co by to nie było takie ple-ple. Bo nieraz sa książki i tam jest takie gadanie, co by było na przykład, gdyby Jasio miał biust. No... byłby seksowny.

* Spisała Patysio.

Być albo nie być

Prowadzący sprawdza obecność.

Niewyczytana osoba: Przepraszam, a czy ja jestem?
Prowadzący: Pytanie z rodzaju egzystencjalnych...

Podstawy Lean Management

Na studiach zdarzali się czasem i tacy prowadzący, którzy nie chcieli zbyt wysoko podnosić poprzeczki...

Prowadzący:
Lean Management... czy ktoś wie z jakiego to języka?
Osoby na sali w tym momencie zapewne podzieliły się na grupy:
A) zastanawiąjące się, czy może nie dosłyszały pytania
B) zastanawiające się nad drugim, a może nawet 3cim dnem tego pytania
C) które zdecydowanie dosłyszały pytanie i postanowiły wdać się z prowadzącym w kokieteryjno-lekko złośliwy dialog ;-)
Student X [ze znaną sobie iskrą w oku i szyderą w głosie;-)]: Z niemieckiego.
Prowadzący [z pełną powagą]: Nie, pan sie oczywiscie myli!
Studentka Y [dalej z przekorą]: Z japonskiego.
Prowadzący [słychać zawód w głosie]: Tym bardziej nie z japonskiego!
Na sali zapada cisza.
Ktoś [nie wytrzymał napięcia tego dialogu]: Z angielskiego!
Prowadzący: OCZYWISCIE, ŻE TAK! :]

niedziela, 13 czerwca 2010

Mleko firmowe


Definicji takiego mleka niestety brak na Wikipedii. Dlatego pozwolę sobie osobiście zdefiniować:

Mleko firmowe - produkt spożywczy w postaci KAŻDEGO rodzaju mleka (karton, kartonik, butelka szklana, plastikowa etc), które zostaje umieszczone w firmie w lodówce zlokalizowanej we wspólnej kuchni. W mniemaniu pewnej liczby populacji firmowej (nie określono dokładnie jeszcze % tej populacji, ale liczba jest odpowiednio duża, aby opróżnić karton o poj. 1 l w przeciągu 1-5 dni roboczych) kazde takie mleko jest mlekiem wspólnym.

Zanotowano wiele sposobów na zaznaczenie, że rzeczone mleko nie jest jednak mlekiem wspólnym jak:
1) podpisać (0% skuteczności)
2) odwołanie do 10 przykazań - np. napisać na mleku "Nie kradnij" (skuteczność wyższa niż 0%)
3) przeniknąć psychikę złodzieja - złodziej przeważnie musi działać szybko i w samotności - 1. zbadać teren, 2. otworzyć lodówkę, 3. wyciągnąć mleko, 4. nalać do kawy, 5. schować mleko, 6. zamknąć lodówkę. Gdy zapakujemy mleko w woreczek foliowy i do tego zawiążemy, zwiększa się ilość kroków - 3.1. rozwiązać woreczek, 3.2 nalać do kawy, 3.3. zawiązać woreczek (skuteczność prawie 100%)

Pewnego razu zrobiłam kawę i zabrakło mi mleka. Jednak w kuchni były koleżanki z innego działu:
Ja: Dziewczyny, macie może pożyczyć mleko?
K1: Nie, ale z lodówki sobie weź.
Ja: Hmmm, no nie dzięki to już czarną wypiję...
K1: No co Ty? Przecież tyle mleka w lodówce!
K2 [otwierając lodówkę]: Nalać Ci?... Co my tu mamy... o, np. podpisane "Maciek". Zobacz - prawie całe mleko ma!... Znasz Maćka?
Ja: No... nie...
K2: Ja tez nie, to co? Do pełna?!

Obrońcy tradycji

Reakcje rodziców na zostanie dziadkami bywaja rózne - od szoku, po natychmiastową euforię... Jednak zdarza się też stoicka analiza sytuacji:

Koleżanka: Mamo, jestem w ciąży (...) Rozwiązanie przypada mi na Wielki Czwartek, albo Piątek...
Mama: No to pięknie. Ciekawe kto w tym roku z koszykiem do święcenia pójdzie?...

Dziadostwo

Bal na zakończenie studiów, 4 rano. Siedzimy przy stoliku. Znajoma narzeka, że jedzenie nie było warte ceny, którą zapłaciła. Jest oburzona i wkurzona. Jej partner słucha z empatią...

Partner [podchodzi do szwedzkiego stołu]: Nie martw się, za to weźmiemy ten smalec!
I zabiera smalec w gliniaku wielkości średniego garnka i kładzie przed sobą na stoliku, wcześniej pakując go do przezroczystej reklamówki. Kelner sprząta ze stolika i sięga po smalec.
Partner: Ale to jest nasz smalec i bierzemy go do domu.
Kelner: Ktoś Państwu pozwolił wziąć ten smalec? w gliniaku?
Partner: Nie, ale to jest nasz smalec.
Kelner [przewracając oczami i sięgając po smalec]: Panie, niech Pan tu nie robi dziadostwa.
Patner [krzyczy w kierunku oddalającego się kelnera ze smalcem]: Dziadostwo, to tu było przez cały wieczór!!

Instynkt

Dwie kolezanki spacerują po parku. W oddali słychać głos płaczącego dziecka.
K1: Jak słyszę ten płacz, to włącza mi się instynkt...
K2: Macierzyński?
K1: Nie. Zabójcy...

mgr Misiu


Rozmowa telefoniczna pewnej pasazerki busa:

(...)
- ale zrobiłeś przypisy?
- (...)
- to prześlij mi tą pracę Misiu...
- (...)
- a zaznaczyłeś fragmenty, które przepisałeś słowo w słowo?
- (...)
- y?!
- (...)
- he?? (...)
- (...)
- ale czy fragmenty, które są przepisane zaznaczyłeś?
- (...)
- y???
- (...)
- ale to jak to ja mam całą pracę Ci zmienić? to nie są fragmenty tylko cała praca jest przepisana?
- (...)
- no ja nie jestem głupia i wiem jak to zrobić, ale pytam czy cała praca jest przepisana?
- (...)
- to ja nie wiem, czy mi się będzie chciało zmieniać Ci całą pracę...
- (...)
- no dobra, to prześlij mi to...
- (...)
- ale dziś wieczorem jak wrócę do domu, to wieczorem nie zdążę
- (...)
- no nie zdażę dziś wieczorem - jutro egzamin mam o 9.00
- (...)
- a na kiedy to masz mieć?
- (...)
- to jak na poniedziałek to w sobotę spojrzę wieczorem, a jak mi się nie uda w sobotę, to Ci napiszę, żebyś sobie w niedzielę sam zmienił (...)

Sentymentalnie przypomniał mi się 4-5 miesięczny okres (samodzielnego) pisania mojej pracy...
Moja naiwność? Czy zmieniły się czasy?

Podryw na żeglarza


Once upon a time (jeszcze za czasów studenkich) byłyśmy z koleginą w knajpie pod tyt. "Stary Port" (zapamiętajmy tę nazwę). Do stołu obok, przysiadł się pan w wieku średnim... Co chwilę rzucając niby to przypadkowe spojrzenie w naszym kierunku i... nerwowo na przemian podwijając i rozwijając rękawy... Trwało to z pół godziny... Wreszcie, kiedy zdecydowałyśmy, że już wychodzimy, gość przemówił:

Gość: .....Żżeglujecie cośś?
Koleżanka: Hmm... ja nie... Ania, a Ty, żeglujesz, coś?
Ja: Nie?... Wychodzimy.

Wyszłyśmy, ale trochę żal nam było potem pana, mogłyśmy chociaż zadać jakieś pytanie na pocieszenie w podobnym stylu, np. "A Ty, jesz szpinak?", albo rzucić "Ahoj marynarzu" na pożegnanie, ale nie... Zostawiłyśmy pana samego na bezkresnych wodach...

Dlugoterminowe aktywa


Innym razem po delegacji wsiadam do taxówki i trochę szok... Kierowca to nie przeciętny pan po 5otce, który pyta "dobry wieczór, gdzie jedziemy" ale gość, który wygląda - dosłownie - jak wokalista jakiegoś zespołu punkowego:
- farbowane blond włosy, po bokach wygolone, na środku wielki irokez
- kurtka wyszywana z tyłu cekinami i innymi "atrakacjami"
- przebite uszy z zestawem kolczyków
Taksówkarz: Czy ja dobrze stanąłem?!
Ja [na to pytanie chciałam odpowiedzieć "Czy ja dobrze wsiadłam?!", ale że, nie odpowiada się pytaniem na pytanie...]: Tak...
Taksówkarz: Ale czy ja napewno dobrze stanąłem?
Ja: No tak... rozmawiałam poprostu z koleżanką, dlatego nie stałam tu bezpośrednio...
(...)
Więc pierwsze koty za płoty. Postanawiam pana uprzedzić, że nie będę płacić gotówką, a kartą abonamentową (niektórzy chcą sobie sprawdzić ważność):
Ja: Będę płacić kartą.
Taksówkarz: Ależ proszę Panią! Nie ma najmniejszego problemu! Karta to też pieniądze, tylko jak ja to mówię, z dłuższym terminem realizacji, a to oznacza proszę Panią że ich od razu nie przepier**lę! :D
"Finansita" - pomyślałam... i pojechaliśmy...

Historia Złotego Bażanta


Bratysława, ostatni dzień delegacji. Rano trzeba się wymeldować z hotelu jeszcze przed pracą.
Pakowanie teoretycznie w stronę powrotną zawsze jest łatwiejsze - wymagana mniejsza dbałość o to co się zemnie, co się nie zemnie etc... I raczej mniejszy bagaż... Jednak mimo wszystko do swego bagażu głównego nie mogę wepchnąć Złotego Bażanta, który został mi z wczorajszego dnia... Torba z laptopem? - średnio - to miejsce też już wykorzystałam... Ale właściwie dochodzę do wniosku, że chodzi tylko o to, aby to piwo donieść do samochodu i wsadzić nawet luzem do bagażnika...

Jednak trzeba niestety po drodze zahaczyć o recepcję... i nie wyglądać przy tym jak nalogowy alkoholik, przed 8 rano w ręce z piwem. Toteż postanowiłam wziąć:
1) Prawa ręka - laptop na ramieniu + w ręce bagaż główny
2) Lewa ręka - Złoty Bażant... ale zawinięty w sweter, który jak gdyby nigdy nic frywolnie zwisa na przedramieniu (...)

Recepcja

Oddajemy karty do pokojów... Płacimy...
Kolega [do Pani]: of course the invoice should be issued for a company... [i zwracając się do mnie] a Ty już masz fakturę?
Ja: Tak, ja już na początku zapłaciłam i poprosiłam o fakturę
Kolega: ale na firmę masz fakturę?
Ja: yyy... no jasne, że tak.... choć... w sumie pamiętam, że moje nazwisko tam też widziałam...
Kolega: To sprawdź to lepiej, bo potem tego nie rozliczysz...
Ja [wizja w myślach, jak nie dostanę zwrotu za noclegi]: Sprawdzam!

Rzucam bagaż na podłogę, otwieram torbę z laptopem i szukam faktury... Jest... Co prawda moje nazwisko się tam też przewija, ale oczywiście faktura jest na firmę :-]...

Ja: Na firmę :-]

Chowam fakturę, zamykam torbę, biorę do prawej ręki bagaż, do lewej sweter... ale... czegoś mi brakuje... A tak! Złoty Bażant, który stoi gdzie? Na ladzie repcepcji bezpośrednią przed Panią z recepcji (!) Oczywiście byłam tak zaaferowana szukaniem faktury, że nawet nie pamiętam jak się tam znalazł... :D

Po pracy jedziemy do Polski...
W Krakowie, przesiadam się do taxówki. Na tylne siedzenie obok siebie rzucam bagaż, laptopa i sweter... Po czym moje "dobry wieczór" zagłusza dźwięk rozbitego szkła... To bażant - niestety, po 5 godzinach jazdy ta przesiadka go zabiła. Zginął śmiercią tragiczną na parkingu...
Taksówkarz [lekka konsternacja]: Co to było?
Ja: hm... nic, pamiątka z delegacji
Taksówkarz [ze współczuciem]: ojej... coś cennego?
Ja: nie... tylko piwo...

sobota, 12 czerwca 2010

Nie ma głupich pytań


Konkurs na stażystkę miesiąca wygrywa... stażystka mej znajomej, która zapytała ją ostatnio:


Stażystka: Słuchaj, szef prosił mnie o znalezienie faktury w tym zestawieniu faktur w pliku excelowym... To jak mam szukać? Po kolei?...

poniedziałek, 7 czerwca 2010

Business Trip - all inclusive


"po pracy. wszyscy (reszta doleciała wczoraj) mają hotel "A".
Tylko ja mam hotel "B".
no git bo w samy centrum AMS :D ba! nawet trafiłam!!!
ale...
facet chciał ode mnie zabezpieczenia, które ściągają z karty kredytowej. oczywiście laska z HR nie dopilnowała - bo normalnie przy rezerwacji firmowej nigdy nie płacimy tej kaucji.
wyprosiłam go, żebym mu dała w gotówce, bo nie mam kredytówki (wstydzior już przy recepcji w kolejce)...
wyprosiłam go, żebym mogła zostawić u niego bagaż (w ch*j bagażu miałam!)
poszłam szukać bankomatu...dobrze, że wypłata poszła w tym samy dniu rano (!!!)
bankomat znalazłam.
Drogi powrotnej nie bardzo. tzn znalazłam... wkońcu.
no więc już jestem w pokoju w hotelu to nie ruszam się już z miejsca. siedzę na dupie i korzystam z internetu za 10 euro... z mojej kasy (...)"

"a w ręku ściskam kamyk zielony" i jadę... do ch*j wie gdzie


"Moja opowieść zaczyna się od błędnej rezerwacji lotu - ale o tym już opowiadałam...
Co do lotu - to dodam, że trafiłam do odpowiedniego samolotu. I w kraku, i nawet o dziwo w wawie też...
BA! Siedziałam w business classie - nie cierpie tego, same zmanierowane bobki tam siedzą :/ jedyny plus to dostałam MLEKO do kawy (jak prosiłam) - a nie, że cztery śmietanki, tylko, że laska dała mi normalnie mleko w szklance:D

lot był opóźniony o 40 minut przez cytuję: "problemy techniczne" ...ale luz - no risk no fun:D

lotnisko w ams lubię i wszystko było okej :D nawet trafiłam na (raczej) właściwy pociąg.
Miałam wysiąść na Amsterdam CENTRAL.

no i zatrzymał się pociąg gdzieś tam - stał chyba z 10 minut - ale jakoś tak nie skojarzyłam, że to już central... no i pojechałam dalej.
bez biletu. i ch*j wie gdzie...

ale luz.
jak wysiadłam na kolejnej stacji, okazało się, że nawet lepiej, bo stamtąd jechało więcej pociągów do mojej pracy niż z central :D"

Lecz się sam


Nieszczęśliwie w tym roku zdarzyło mi się mieć zapalenie zatok kilka razy (dokładnie 3, ale pocieszam się, że do trzech razy sztuka). Przebieg leczenia w zależności od "zaawansowania" choroby był następujący:
1-szy raz - lekarz
2 -gi raz - lekarz + L4
Toteż zanim to się stało po raz trzeci, doskonale zdążyłam poznać objawy tejże egzotycznej choroby:
1) katar nr 1* (w pierwszym dniu)
2) katar nr 2* (w następnym dniu i dniach po następnym dniu)
3) ból głowy powodujący ogólnie przytępienie reakcji i możliwości koncentracji na czymkolwiek (szczególnie na początku choroby)
4) chrypka (spowodowana schodzeniem kataru na drogi oddechowe) + opcjonalnie towarzyszący kaszel

Mając zatem taką wiedzę, zadałam sobie pytanie, czy i tym razem potrzebuję lekarza?
Ja ["Jest 16 popołudniu, siły i tak mam tylko tyle, żeby dotrzeć albo do lekarza, albo do apteki. Objawy doskonale znam - sama dobiorę lekarstwa!"]

Ja [ochrypniętym głosem]: Dzień dobry... ekhem... czy ma pani coś może na chrypkę?
Farmaceutka: Oczywiście, "Homeoso....." [nazwy nie dosłyszałam]... na nadwerężenie strun głosowych długim mówieniem i śpiewaniem...
Ja ["Jesus Christ! Czy ja wyglądam na śpiewaczkę?! Ja tu mam problem, powazny, na tle zdrowotnym - przewlekłe zapalenie zatok. Nie śpiewam arii - ba! przecież ja nawet nie byłam w nowej operze jeszcze(...). No nic, zanim z moim głosem wytłumaczę pani, że "chrypka jest wynikiem schodzenia kataru nr 2 na drogi oddechowe w wyniku przewlekłego zapalenia zatok" - a ja z takim głosem mam ograniczoną liczbę słów, które mogę wypowiedzieć pod rząd bez chrząkania, postanawiam iść do bardziej rdzennego objawu, który jest przyczyną całego zamieszania; także chrypki"] Nie, dziękuję. A czy ma pani coś może... na katar zatokowy?
Farmaceutka: ?! a, yy... na katar zatokowy?... tak, oczywiście... Sinupret w tabletkach.
Ja: Świetnie... ["przeciwbóle mam, antybiotyku bez recepty nie dostanę..."] to ekhmkhm.... [pamiętając o ograniczonej liczbie słów, które mogę wypowiedzieć w tym stanie pod rząd] ekhm... to do tego jeszcze: amol, centrum, propolis, herbata miętowa i... spirytus salicylowy.
Farmaceutka: Oczywiście... [+ przenikliwe spojrzenie jak gdyby chciała znaleźć odpowiedź na nurtujące pytanie - dlaczego nie chciała "Homeocośtam"?]

Poznajcie Jeremiego


Naucza się powszechnie, że przedstawiając kogoś, powinno się dodać jedno zdanie opisujące przedstawianą osobę (np. czym się zajmuje, co lubi, kim jest dla nas etc.) - wtedy drugiej osobie ponoć łatwiej zapamiętać to nowe imię - np gdy zamiast "Poznaj Billa" powiemy "To jest Bill. Bill lubi grać w billarda", albo zamiast "To jest Cezar", "Poznaj Cezara, przywódcę Rzymu" to od razu łatwiej zapamiętać, prawda? :-)

I tak na skrzyżowaniu pod Ak. Rolniczą, stoi za mną jakaś para, a do nich dobiega jakiś jeszcze jeden gość i wita się z chłopakiem. Na co chłopak zwraca się do dziewczyny:

Chłopak: Kochanie, poznaj Jeremiego... Jeremi ma umysł ostry jak brzytwa!
Jeremi: :-] ...Na szczęście rzadko go używam.

Tu już przejawia się trochę nadgorliwości, ze strony osoby przedstawianej, która za wszelką cenę chcę być najwyraźniej zapamiętana, ale w myśl zasady "nie ważne jak mówią, ważne by mówili" przejawia się tu pewna zasadność tego zachowania ;-)

czwartek, 3 czerwca 2010

Tajemnica excela


Szkolenie - z excela. Co prawda poziom dla zaawansowanych, ale prowadzący bardzo się stara, aby wszyscy nadążali:

Prowadzący: (...) zatem nowa funkcja =wiersz() - wpiszmy ją w komórkę A7. I "enter". I co wyszło?
Uczestnik: 7!
Prowadzący: super! więc kto powie co ta funkcja zwraca? wartość wierrr...?
Uczestnik: wartość wiersza!
Prowadzący: dobrze! (...) to teraz następna funkcja =nr.kolumny()... Jak myślicie, co ona może zwracać?? :>:>
Uczestnik: wartość k...oolumny.......chy-yba?

Owocne szkolenie


Szkolenie "Trudne negocjacje"...

Prowadzący: ...i tak moi drodzy szkolenie dobiega ku końcowi... Czy ktoś ma może jeszcze jakieś uwagi, pytania?
Uczestnik: tak, ja chciałbym coś powiedzieć...
Prowadzący: super, słuchamy...
Uczestnik: Ekhm... W tym tygodniu miałem taką historię... Napisałem smsa do koleżanki "co tam słychać, kiedy się zobaczymy", na co dostałem odpowiedź: "nie za dobrze, zdechł mi pies". Zaskoczyło mnie to, ale odpisałem, że mi przykro z powodu psa i umówiliśmy się na za pare dni, żeby pogadać... Wtedy się dowiedziałem jak to się stało - wracała z pracy w poniedziałek, a jej pies (yorkshire) zobaczył ją jak była po drugiej stronie ulicy i tak się ucieszył, że zaczął do niej biec i wpadł na ulicę... Wtedy jadący samochód chciał go wyminąć, zrobiło się zamieszanie na jezdni i kierowca nie wjechał w psa, ale za to potrącił obok jadącego rowerzystę... I ten rowerzysta odbił się od samochodu i rower wpadł na psa i go tragicznie poturbował!... Tak...
Prowadzący:......hmm... Dziękuję. A jak to się ma do tematu "Trudne negocjacje?"
Uczestnik: ...W sumie nie wiem, ale chciałem się podzielić....

"They say I am a dreamer..."

Cóż... czasem nie stąpam twardo po ziemi - zwłaszcza o 7 rano w drodze do pracy ze słuchawkami na uszach i ulubioną muzyką na full ;-)

Zatem kiedyś tak jadę. Destynacja: przystanek bezpośrednio pod pracą. Autobus pełny, więc "męczeńsko" stoję. Ratują mnie jedynie jakieś akurat zapuszczane w radiu rockowe kawałki...
Więc tak jadę, stoję, słucham, oczy wbite gdzieś w bliżej nieokreśloność, myślę...

Nagle, widzę - dość spora część ludzi wysiada i... tyle miejsc siedzących :-]
Siadam! Drzwi się zamykają... Spoglądam przez okno... Odjeżdżam spod pracy... :D

Będzie? Nie będzie?

Kontrole biletów zdarzają w najbardziej niedogodnych momentach - najczęściej, gdy torebka wypchana po brzegi, a bilet, no cóż... na samym dole...

Once upon a time:

Kanary: Dzień dobry, proszę przygotować bilety do kontroli.

Zatem podejmuję następujące next stepy:
1. Otwieram torebkę ("wypchaną po brzegi") - biletu z góry ni widu - to by było zbyt proste
2. Wyciągam mleko łaciate 3,2%, poj. 1l (przecież nie zacznę dnia w pracy bez kawy :P)
3. Następnie kalendarz "podręczny" na cały rok - format A4
4. Następnie książkę kucharską 101 wypieków na Boże Narodzenie (akurat wiozłam na życzenie którejś z moich koleżanek w pracy)
5. Następnie tortownicę (ale spokojnie - taką mniejszego formatu :P)

To by było na tyle z grubszego asortymentu (też nie wiem jak to tam weszło, really)

Widzę, że jakiś gość, który siedzi obok z niemal wstrzymanym oddechem obserwuje moje poczynania w poszukiwaniu biletu. Jednak suspense jest zbyt duży i facet nie wytrzymuje:

Gość: I co? I co? Będzie? Będzie?
Ja: ?! Raczej...

Wyjmuję telefon, kartę magnetyczną, jakieś papiery (w tym o! niezapłacony rachunek za internet - "a tak szukałam...") - facet obok już prawie chwyta się za serce - tyle emocji wydają się go kosztować moje poszukiwania ;-)
Przeglądam przegródki... i oooo... cóż ja widzę? "Kolczyk, który już spisałam na straty! :-)))"

Gość [rozglądając się dookoła]: o! już kogoś złapali! wow! dwóch złapali!

No... to już nie muszę szukać... ;-)))

wtorek, 1 czerwca 2010

Instynkt macierzyński

Rzecz w autobusie w godzinach szczytu... Błoga cisza zostaje przerwana rykiem w niebogłosy.
Kilkumiesięczny bobas wnosi się na wyżyny swoich wysokich tonów przez dobre kilka przystanków, ku udręce pasażerów... Ciężko nawet usłyszec własne myśli ;-)

Wreszcie zbliza się przystanek mamy i bobasa - i kiedy tylko dosłownie przekraczają progi autobusu (dziecko nadal płacze), z głębi autobusu wydobywa się głos kobiecy:

Jakaś pani: Uff... Poszło sobie...