Nadesłane przez Koleżankę z czasów, kiedy człowiek jeszcze młody był ;-)
"Wchodzę do sklepu. Rodzinie zachciało się ciastek, więc kroki kieruję na stoisko cukiernicze. Decyduję sie na kruche ciastka z dziurką.
-Co podać? [pyta całkiem przystojny młody ekspedient].
-Poproszę 30 deko ciastek... tych... takich... [W porę gryzę się w język i nie mówię że 'tych z dziurką'. W rezultacie zatyka mnie i nic nie mówię.]
-Mam dużo ciastek... [pan sie uśmiecha].
-Tak, widzę... [ja się czerwienię].
-To które mają być? [pan jednak jest trochę za niski].
-O te! [pokazuję palcem jak głupia, bo ponoć inteligencja to umiejętność wytłumaczenia czegoś drugiej osobie bez użycia rąk]."
poniedziałek, 19 marca 2012
niedziela, 18 marca 2012
Nieobliczalny klient
W sklepie przy kasie moja kolej. Pani ekspedientka kasuje moje zakupy...
Gdzieś tak w połowie moich produktów, odzywa się stojący z jednym piwem klient (l. ok 50),
poważnym, stanowczym tonem (do ekspedientki):
Klient: A czy pani wie, co ja teraz zrobię?
W tym momencie pani przestaje kasować, a ja pakować zakupy do reklamówki. Obie spoglądamy jakby "wyrwanym z kontekstu" wzrokiem na pana, który przerwał naszą transakcję kupna-sprzedaży dziwnym zapytaniem. Patrzymy oczekująco, klient nic nie mówi oczekując odpowiedzi.
Ekspedientka [z miną jakby nieznajomością odpowiedzi przegrała rundę w teleturnieju]: Nie wiem co pan teraz zrobi.
Klient [wskazując na piwo trzymane w ręce]: Wyjdę, wypiję to i wrócę zapłacić.
I wyszedł.
Gdzieś tak w połowie moich produktów, odzywa się stojący z jednym piwem klient (l. ok 50),
poważnym, stanowczym tonem (do ekspedientki):
Klient: A czy pani wie, co ja teraz zrobię?
W tym momencie pani przestaje kasować, a ja pakować zakupy do reklamówki. Obie spoglądamy jakby "wyrwanym z kontekstu" wzrokiem na pana, który przerwał naszą transakcję kupna-sprzedaży dziwnym zapytaniem. Patrzymy oczekująco, klient nic nie mówi oczekując odpowiedzi.
Ekspedientka [z miną jakby nieznajomością odpowiedzi przegrała rundę w teleturnieju]: Nie wiem co pan teraz zrobi.
Klient [wskazując na piwo trzymane w ręce]: Wyjdę, wypiję to i wrócę zapłacić.
I wyszedł.
W szponach nieokreśloności
Z rozmów na Skypie:
Koleżanka: Aniu, to zdecydowałaś się? Idziesz na koncert Smolika? Bo właśnie bilety kupuję. :>
Ja: A kiedy to?
Koleżanka: Pod koniec marca...
Przerwa na zastanowienie z mojej strony...
Ja: A, może bym i poszła...
Koleżanka: A to MOŻE Ci kupię bilet... :P
Koleżanka: Aniu, to zdecydowałaś się? Idziesz na koncert Smolika? Bo właśnie bilety kupuję. :>
Ja: A kiedy to?
Koleżanka: Pod koniec marca...
Przerwa na zastanowienie z mojej strony...
Ja: A, może bym i poszła...
Koleżanka: A to MOŻE Ci kupię bilet... :P
piątek, 16 marca 2012
Na zasadzie przeciwieństw
Zakupy to czasem nie tak prosta rzecz jak by się wydawało. Nawet te spożywcze...
Koleżanka: Dzień dobry, czy jest chleb krojony?
Ekspedientka: Tak.
Koleżanka: Uhm.. To ja poproszę... niekrojony.
Koleżanka: Dzień dobry, czy jest chleb krojony?
Ekspedientka: Tak.
Koleżanka: Uhm.. To ja poproszę... niekrojony.
Nić porozumienia...
Ostatnio przesilenie źle wpływa na sporą część ludzkości... Toteż pewnego wieczoru jadę do domu samochodem z moją Mamą. Nic nie mówimy, więc włączam radio. Jednak mimo ogarniającej mnie ogólnej apatii postanawiam się podzielić błyskotliwym spostrzeżeniem...
Ja [zamyślona] : Coś jestem głodna...
Mama [zamyślona]: No wiesz, marzec, wieczór i już ciemno jest...
Ja: Ale ja mówię, że jestem głodna :>
Mama: A... Myślałam, że Ci zimno.
Ja [zamyślona] : Coś jestem głodna...
Mama [zamyślona]: No wiesz, marzec, wieczór i już ciemno jest...
Ja: Ale ja mówię, że jestem głodna :>
Mama: A... Myślałam, że Ci zimno.
czwartek, 15 marca 2012
One way ticket...
(Z serii "Nadesłane"... ;-))
Umówiłam się z koleżanką w Alchemii na koncert. Koleżanka się spóźni, więc usiłuję zostawić jej bilet do odbioru w barze. Barmanka odsyła mnie do ochroniarza.
Ja: Dzień dobry. Ja bym chciała zostawić bilet dla koleżanki, bo ona się spóźni. U pana mogę?
Ochroniarz: Nie, proszę zostawić u kasjerki.
Ja: ...w barze?
Ochroniarz: Nie, na dole.
Ja: Aha... no ale jak zostawię koleżance bilet w kasie na dole, to pan jej przecież nie wpuści na dół bez biletu.
Ochroniarz: ...aha.....
Umówiłam się z koleżanką w Alchemii na koncert. Koleżanka się spóźni, więc usiłuję zostawić jej bilet do odbioru w barze. Barmanka odsyła mnie do ochroniarza.
Ja: Dzień dobry. Ja bym chciała zostawić bilet dla koleżanki, bo ona się spóźni. U pana mogę?
Ochroniarz: Nie, proszę zostawić u kasjerki.
Ja: ...w barze?
Ochroniarz: Nie, na dole.
Ja: Aha... no ale jak zostawię koleżance bilet w kasie na dole, to pan jej przecież nie wpuści na dół bez biletu.
Ochroniarz: ...aha.....
Kwestia dodatków...
Koleżanka z pracy przygotowała pyszny obiad, którym zechciała mnie poczęstować ;-)
Mamy go zjeść w towarzystwie drugiej koleżanki, która dziś ma zupę brokułową.
Koleżanka1 [do Koleżanki2]: Może chcesz ryżu? Mam za dużo...
Koleżanka2: Do zupy brokułowej? :D Nie bardzo!... Raczej nie pasuje ryż do zupy brokułowej...
Koleżanka1: A, to wyłowisz sobie.
Mamy go zjeść w towarzystwie drugiej koleżanki, która dziś ma zupę brokułową.
Koleżanka1 [do Koleżanki2]: Może chcesz ryżu? Mam za dużo...
Koleżanka2: Do zupy brokułowej? :D Nie bardzo!... Raczej nie pasuje ryż do zupy brokułowej...
Koleżanka1: A, to wyłowisz sobie.
Najtrudniejszy pierwszy dzień...
Do pracy przychodzi nowy kolega. Tuż po przyjściu, kolega mający go oprowadzać przedstawia go osobom obecnym w pokoju...
Następnie rozpoczyna wdrażanie nowego kolegi:
Kolega: OK, pokażę Ci na początek może takie podstawy tzn. gdzie jest kibelek i kuchnia...
;-)
Następnie rozpoczyna wdrażanie nowego kolegi:
Kolega: OK, pokażę Ci na początek może takie podstawy tzn. gdzie jest kibelek i kuchnia...
;-)
Subskrybuj:
Posty (Atom)