wtorek, 13 września 2011

Jak zostałam bohaterką...

W pracy dzwoni do mnie współpracownik z Holandii i dość nieśmiało pyta:

Kolega: I was wondering if you could transfer models I described on AS database to the database you created for me" [co zaznaczę naprawdę NIE BYŁO skomplikowanym zadaniem]
Ja: Yes, no problem. I can do it in... 10 mins?
Kolega: whha?? [wzdychnięcie, cisza, z radością w głosie]... I didn't expect that!

No to się zaśmiałam, powiedziałam, że jak zrobię to dam znać. Zrobiłam, dzwonie, że gotowe. Pod drugiej stronie cisza, po czym:

Kolega: VERY! VERY! NICE!!!.... Thank you!
Ja [z rozbawieniem]: You're welcome :D
Kolega: I would like to meet you one day!

poniedziałek, 12 września 2011

"Weź tabletkę!"

Rozmowa zasłyszana w poczekalni u pani dietetyk z panem (lat ok. 60)

Pan cukrzyk: widzisz pani, tu przed miałem 90, a tu 2 godziny później miałem 200! i skąd to się wzięło - nie wiem!
Pani dietetyczka: a jadł pan coś?
Pan cukrzyk: tylko zupkę!
Pani: chudą?
Pan cukrzyk: chudą! to znaczy nie wiem na ile żurek jest chudy
Pani: [błysk w oku] z ziemniaczkami!?
Pan cukrzyk: nieeee, z jajeczkiem
Pan cukrzyk: aha... [myśli] to pewnie dlatego - białko pan zjadł i skoczyło
Pan siada w poczekalni i kontempluje swoje wyniki; minęło pol godziny, pana olśniło]
Pan cukrzyk:[do dietetyczki] już wiem skąd to! bo ja rano zapomniałem zjeść tabletkę!


środa, 7 września 2011

Pogoda na jutro

Robimy w kuchni pracowej herbatę/kawę...

Koleżanka z innego działu: A na polu znowu pada!
Ja: I co z tego, że pada ;-)
Kolega: A niech pada. Jak jestem w pracy to się z tego bardzo cieszę!
Koleżanka z innego działu: Ale wiecie, jak teraz już zacznie, to już do zimy tak będzie padać.
Ja: A niech pada... [myślę: "są gorsze problemy, poza tym i tak zamierzam dziś jesienne buty kupić - uśmiecham się na tę myśl...:P]
Kolega [z pełną powagą]: I co z tego. Niech pada. A ja to bym wolał, żeby najlepiej od razu śnieg już zaczął padać.
Koleżanka z innego działu porywa swój kubek z herbatą i wychodzi z miną "pracuję z kretynami"...

:D


Priorytety tuż po urlopie

Koleżanka zjawiła się pierwszy dzień w pracy po dość dłuuugim urlopie. Zwykle się witamy rano na skypie - ja ze swej pracy, ona ze swojej. Tym razem cisza. 8, 9, 10 cisza - myślę, nie zagaduję, pewnie zajęta. Godzina 11 - zaświeciła się:

Koleżanka: (...) Sorry, ale mam dużo maili. Przegryzam się od rana przez skrzynkę.

Kilka zdań, potem cisza. Ni widu ni słychu. Koło 15 zagaduję...

Ja: Jak tam? Odrobiłaś się już trochę?
Koleżanka: No co Ty?? Dopiero na 2 maile odpowiedziałam. Reszta jutro.

Myślę: "od rana? no to "grubo"... niezłe maile dostaje..."

Koleżanka [dodaje]: ...bo póki co to się przecież z PRIV się muszę odrobić.

Windą do nieba... prawie...

Po rozdaniu kluczy do pokoi nasza wesoła wycieczka ustawia się do windy, która zmieścić może tylko 4 osoby z bagażami za jednym razem. Z Patysiem jesteśmy na końcu kolejki... Ale... wpadamy na genialny pomysł!

Patysiok [olśniona]: Ania! Mamy pokój na 5-tym? To może... podejdziemy z walizkami na 1-sze i przechwycimy windę? :D
Ja: Dobra! :D

Wychodzimy, mijamy dłuuugą kolejkę naszej wycieczki z bagażami pod windą i słaniając się ze śmiechu dochodzimy na 1-sze i przechwytujemy windę. Wsiadamy! Wciskamy "5" a winda.....
Jedzie na PARTER! NIE MA ODWROTU! :D

Otwierają się drzwi i widzimy naszą kolejkę, tym razem od przodu z minami przemieszanymi ze zmęczeniem/głębokim zdziwieniem i wk....niem :D Matka z córką stojące na samym przodzie nie wytrzymują:

Matka z córką: Co WY tu robicie?!

Ja [Ze łzami w oczach ze śmiechu jak gdyby nigdy nic]: aaa... potrzebujemy jeszcze coś z recepcji!

Patysio kieruje się na schody...

Ja [Na głos ostentacyjnie przy całej kolejce]: Ewaaa! Przecież jeszcze idziemy do re-cep-cji! :>