wtorek, 15 października 2013

Wady i zalety różnych marek samochodów

Rozmowa z koleżanką z pracy:

Ja: A wiesz, dziś się spóźniłam, bo musiałam ładować akumulator... bo... wczoraj zostawiłam otwarty bagażnik!
Koleżanka: O popatrz, ja jak zostawię otwarty, to mi może tam najwyżej... kot wskoczyć ;-)

sobota, 14 września 2013

Ileż można...

Pilot wycieczki [po dłuuugim czasie wykładu o Sycylii]: ...To może ja teraz puszczę muzykę...
Jedna pani [po nosem]: No nareszcie... Ileż można gadać o tej Sycylii?? Przecież to jest mała wyspa!...

poniedziałek, 9 września 2013

Radosne cięcie ;-)

Tak dziś w temacie lekarzy - przypomniała mi się wizyta u jednego świetnego chirurga, którą znajoma popełniła w tym roku (taki tam mały zabieg ze znieczuleniem miejscowym). Okoliczności takie: ona na stole, nawet nie patrzy na to co on robi, wystarczająco jest zdenerwowana (bez sensu, ale tak już ma). W tle leci radio - wiadomości, ale oczywiście nawet nie słucha. Sytuacja zostaje "rozładowana" nieoczekiwanie i następująco:

Chirurg [nie przerywając swych poczynań z igłą i nitką ;-)]: Przepraszam... Zamyśliłem się... Pani tak krwawi... Jaka powiedzieli będzie jutro będzie pogoda?... Ile stopni?
Ona: ??

...po 10 minutach


Chirurg [z sarkazmem, nakazująco]: Proszę nie krwawić!
Ja: Inni pacjenci nie krwawią? ;-)
Chirurg: Krwawią. Ale kiedy mówię, żeby przestali, to przestają! :D

 

Okulista prorodzinny

Koleżanka: a pisałam Ci jaka mi się trafiła okulistka, taka starsza babcia...
Ja: tak :D
Koleżanka: Najpierw czytałam literki i coś mi tam nie szło (a byłam w soczewkach) i mówi: "No to dam pani -8, zobaczymy jak pójdzie". Założyła - ja widzę mgłę, a ona: "Ojej! jaka jestem zakręcona! Miałam pani dołożyć 1 dioptrie, a ja pani dałam 8!

Ja: czyli 15?
Koleżanka: tak :D
Ja: o matko :D
Koleżanka: A poźniej mi patrzy w dno oka i nagle: "A ktoś pani polecał laserowa korekcja? Tak? To ja pani odradzam... u pani się może gorzej goić, zababrze pani sobie oko... po co ryzykować? A dzieci pani ma? nie?? A może pani mieć. Może pani mieć! To dzieci pani doradzam, bo to w niczym nie przeszkadza." I wychodzę już, a ona: "No, to korekcji laserowej niech pani nie robi. ale dzieci niech pani ma!"

niedziela, 8 września 2013

Zakręcona, zakręcona...

Z rozmowy przy kolacji w grupie wycieczkowej ;-) Jest wśród nas pani (koło 50l.), która uwielbia tę wyspę tak bardzo, że jest tu już nie pierwszy raz. Stąd dzieli się różnymi ciekawostkami.

Pani: A minerały z Etny dobrze działają na kwiatki. Dlatego w zeszłym roku przywiozłam do domu całe reklamówki lawy stamtąd!
Koleżanka: I co, rosną te kwiatki?
Pani [mocno zdziwiona pytaniem]: Na Etnie?? Skąd! Tam nic nie rośnie. Przecież tam jest krajobraz księżycowy!


sobota, 7 września 2013

Wyjazd się musi opłacać ;-)

Nadal w klimacie wycieczki po Sycylii... Jedziemy autokarem do Syrakuz... Nagle autobus zjeżdża w wątpliwie wyglądającą drogę, co nie umyka uwadze pani siedzącej za nami (ok. 65 lat)...

Pani za nami: ...A gdzież ten autobus nas wiezie??
Koleżanka [z żartem]: Na manowce proszę Pani!
Pani za nami: Haha! Oj dziewczyny, no nie wiem - Wy to może byście jeszcze coś zarobiły, ale ja... to tragedia! :D

czwartek, 5 września 2013

Dosłowna interpretacja

I jeszcze jedna anegdota przewodnika...

Pilot wycieczki: Już nie pytam proszę państwa czy kogoś nie brakuje, ale czy kogoś w autobusie nie ma przed odjazdem. A to dlatego, że kiedyś miałem taką sytuację, że zapytałem "czy kogoś brakuje" i odpowiedź była przecząca. Więc ruszamy, a tu kierowca widzi w lusterku biegnącą kobietę. Zatrzymujemy się, pani wsiada zdyszana... Lekko mnie to podirytowało, więc pytam jej męża: "przecież pytałem, czy nikogo nie brakuje? i nic pan nie powiedział". Na to mąż ze stoickim spokojem: "bo pan pytał, czy kogoś nie brakuje, a mi jej wcale nie brakowało..."

To wyspa i to wyspa, i obie na "S" - kto by to ogarnął? :D

Z anegdot pilota wycieczki po Sycylii...

Pilot:  A raz miałem moi drodzy taką historię... że jadę sobie z wycieczką 3 dzień autobusem tak jak dziś... i opowiadam co dziś zobaczymy: "(...) i w dodatku tu na Sycylii zobaczyć możemy..." - i tu przerywa mi pewna pani z oburzeniem i dezorientacją ze środka autobusu wołając: "...zaraz, zaraz! jaka Sycylia?!?! przecież ja Sardynie kupiłam!"

czwartek, 9 maja 2013

Korek do otwartego wina


Na zakupach z koleżanką...

Koleżanka: Przeszukałam wszystkie sklepy, hipermarkety i nie znalazłam takiego korka co się używa do zatkania otwartego wina... W Polsce chyba jak się otworzy wino, to trzeba od razu wypić?
Ja: Ale zobacz, tu jest taki specjalny sklep z winami. Muszą mieć taki korek.
Koleżanka: O! Świetnie!

Wchodzimy...

Koleżanka: Czy są może takie korki do zatykania otwartego wina?
Ekspedientka: Oj nie mamy.... Tylko te co w buteleczkach...

I że też od razu na to nie wpadłyśmy, że po zakupie wina można zostawić korek i nim w razie czego zatkać otwartą butelkę... Ech, człowiek się uczy całe życie! ;-)

sobota, 4 maja 2013

Francuzi tak łatwo się irytują...

...zawsze to wiedziałam. Generalizując, uchodzą raczej za naród lubiący głównie siebie, co przejawia się m.in. w ignorancji na obce języki (może już mniej niż w przeszłości, ale nadal można w krajach innych niż Francja spotkać grupy Francuzów oburzone, że w muzeum nie ma broszur po francusku lub zszokowane, że przechodnie na ulicy nie mówią w ich języku). 

Moja znajoma opowiedziała mi historię, której akcja niejako potwierdza stereotyp o tym jak bardzo są oni "niekontaktowi" i aroganccy...

Koleżanka: A wiesz,  niedawno byłam z koleżanką Francji... i właściciel hostelu, w którym mieszkałyśmy strasznie się irytował jak Aśka z nim rozmawiała...

Ja: Taa... Francuzi... Oni się strasznie dziwią i szybko wkurzają jak ktoś nie mówi w ich języku....
Koleżanka: Ale wiesz, ona mówiła do niego m.in. po francusku!
Ja: Nie wiedziałam, że Aśka zna francuski?
Koleżanka: Nie zna, ale... bardzo lubi...


piątek, 3 maja 2013

Co dom, to obyczaj...

Może trochę przekręcę relacje między bohaterami poniższego dialogu, ale sęk tkwi w rozmowie...

Otóż w domu koleżanki mojej znajomej była taka tradycja Wielkanocna, że w Wielką Niedzielę mieszkańcy domu witali się słowami:

Osoba 1: Jezus zmartchwystwał!
Osoba 2: Alleluja!

Toteż koleżanka ta założyła, że tak jest wszędzie w Święta i kiedy pierwszy raz pojechała w czasie Wielkiej Nocy do rodziny swojego chłopaka, przywitała się w Wielko-Niedzielny poranek z jego wujkiem tymi samymi słowami:

Koleżanka: Jezus zmartwychwstał!
Wujek: ???... Amerykę odkryła!


niedziela, 17 lutego 2013

Dzieci lubią kąpiel, a dorośli mają pilne sprawy

Jestem już spóźniona na spotkanie, ale w pośpiechu oddzwaniam do Koleżanki...

Ja: Hej, przepraszam, że dopiero teraz...
Koleżanka: Luz, a powiedz... możemy za 10 min? Oddzwonie?
Ja: Uhm...
Koleżanka: Chyba, że nie możesz wtedy?
Ja: W sumie, szczerze mówiąc to właśnie jestem spóźniona na spotkanie i za 10 minut będę u Koleżanki i głupio mi wtedy będzie rozmawiać - zwłaszcza, że jestem spóźniona...
Koleżanka: Aha. To nic! To szybko to obgadajmy....
Ja: OK
Koleżanka: Co prawda kąpię dziecko, ale najwyżej posiedzi jeszcze w wannie 10 minut...


Brak podejścia do dzieci

Córka Koleżanki została na kilka dni u jej rodziców... Z rozmowy z mamą przez telefon...

Koleżanka: I jak się ma? Grzeczna jest?
Mama: Taaak, grzeczna... W sumie... raz tylko powiedziała do dziadka "Ty ch."...
Koleżanka: ...
Mama [podążając pośpiesznie z wytłumaczeniem, z pobłażaniem o mężu] Ale wiesz jaki on jest... Zupełnie nie ma podejścia do dzieci!


piątek, 8 lutego 2013

Kilka podstawowych PITań

Z opowieści Koleżanki księgowej w pewnej firmie. Rzecz dzieje się podczas wręczania PITa pracownikowi...

Pracownik: a ja mam to schować, czy mam z tym coś robić?
Księgowa:  do końca kwietnia musisz się rozliczyć w urzędzie skarbowym

Pracownik: aha... i mam im to zanieść?
Księgowa:  nie, na podstawie tego masz wypełnić pit-37 i wysłać albo zanieść do swojego urzędu skarbowego

Kolega: aha... ale oni mi dadzą ten papierek który mam wypełnić?

Szkoda, że Kolega nie poszedł z tym bezpośrednio pani Halinki w US... ;-)
 ( http://pani-halinka.pl/ )

wtorek, 5 lutego 2013

Dom nie do poznania

Cytat z dialogu z serialu "Black Books" :D (Uwielbiam :D, dzięki Ewa)

Fran: Jakie jest ich D-40?
Bernard: Co?
Fran: Czym się zajmują?
Bernard: Gerald pisze recenzje potraw. Miał przełom recenzując Podstawowe Posiłki Znanych i Bogatych. Sarah jest dekoratorką wnętrz.Bierze udział w tym programie "Zwierzęca Niespodzianka". 
Fran: Co to takiego?
Bernard: No wiesz. Biorą psa na spacer, on myśli, że to normalna przechadzka, ale kiedy wracają...buda ma taras i szklane drzwi.

Hej Kolęda, Kolęda!

[19:09:05] Koleżanka: nie chcę nic mowić, ale ksiadz bedzie chodzil u nas jutro
[19:09:05] Koleżanka: idziemy do kina? :D
[19:15:20] Ja: :D
[19:15:22] Ja: chętnie
[19:19:14] Ja: to na co chcecie isc?
[19:19:15] Ja: :D
[19:19:33] Koleżanka: a juz lookam
[19:19:34] Ja: wybierzcie
[19:19:40] Ja: ja mogę na wszystko
[19:19:48] Ja: (prawie)
[19:21:10] Koleżanka: ksiadz chodzi do 21.30...


Please don't judge me, ale muszę być wyrozumiała... Wkońcu jak u mnie chodził, poszłyśmy na Hobbita... :D

niedziela, 3 lutego 2013

O tym jak myślę "out of the box" ;-)

Impreza, na stoliku przede mną leży mój Samsung, którego mam już tak długo, że sama nie pamiętam - może 2 lata? A może 3?... Tym bardziej zaskakuje mnie jeszcze bardziej szczegółowe pytanie kolegi dotyczące wiedzy na temat mojego telefonu:

Kolega: A jaki to model?
Ja: Yyy... Nie pamiętam. Wiem, że mam w nazwie "monty" czy coś w tym stylu. Dokładnej nazwy Ci nie podam....
Kolega: Hmm... No to szkoda...

Kolega niepocieszony zajmuje się więc rozmową z innymi uczestnikami imprezy. I tu dostaję olśnienia, że przecież przy włączaniu telefonu na początku wyświetla się dokładna nazwa modelu. Więc podążając za przejawem swojej błyskotliwości wyłączam i włączam telefon. Kiedy pojawia się nazwa modelu, nie bacząc na temat i status rozmowy podsuwam w zasięg widzenia znajomemu telefon, pospieszając (bo przecież nie będzie się nazwa wyświetlała w nieskończoność)...

Ja: Patrz! Szybko! To jest model!
Kolega: Ahaaaa! No właśnie o to mi chodziło...

Zabieram telefon...

Kolega: Czekaj! Mogę spojrzeć jeszcze raz?
Ja: Oszalałeś? Za późno...
Kolega: ?...Czy Ty go może właśnie... res-tar-to-wa-łaś??
Ja: :-)

Szukał, szukał pan Hilary...

Tak sobie myślę, że gadatliwi taksówkarze trafiają się zawsze wtedy kiedy człowiek ma najmniejszą ochotę na rozmowę... Jednak wtedy jest czasami szansa, że trafimy chociaż na takiego, który sam ze sobą potrafi prowadzić monolog... np. o polityce:

Taksówkarz: I wie pani, bo był taki jeden polityk co wyglądał jak daun. Wyglądał? A może nawet był? Bo tak się przynajmniej zachowywał.... I miał okularki jak John Lenon... Może nawet to te??...


sobota, 2 lutego 2013

Taksówkarzowi naukowcy odkryli, że...

Jedziemy taksówką. Trafił się wyjątkowo gadatliwy kierowca. Gość dzieli się z nami jedną z wieli swoich oryginalnych teorii...

Kierowca: ...bo to tak jest, ze w przypadku bliźniaków jednojajowych, jedno jest w 90% gejem

Po części może "zaintrygowana" taką hipotezą, a po części z grzeczności postanowiłam odpowiedzieć:

Ja: A skąd pan ma taką teorię?

Kierowca [z oburzeniem]: Proszę pani, to nie jest teoria. To naukowo udowodnione.

Nie śmiałam dalej polemizować z takim argumentem...

Naklejka to nie wszystko

Po powrocie z imprezy koleżanka zamówiła taksówkę. Czekamy na srebrnego Opla. Coś w tym kolorze podjeżdża... Podchodzimy, ale koleżanka mija drzwi i idzie na tył samochodu mierząc go badawczo wzrokiem, po czym wraca i wsiada do środka.

Taksówkarz: A nie widziała pani naklejki sieci z przodu samochodu?
Koleżanka: Tak widziałam. Ale sprawdzałam czy pan jest Oplem.


Co podać?

Spotkanie z ludźmi z pracy... Przy stoliku siedzi kolo 10 osób, już dawno złożyliśmy zamówienie, które zresztą zostało zrealizowane. W trakcie spotkania dochodzi nagle koło 5 osób, które z trudem próbują sobie znaleźć miejsce siedzące przy stoliku... Podchodzi kelner.

Kelner: Dzień dobry, widzę, że dołączyli nowi goście. Czy coś podać?
Kolega: Ja panu powiem, że przede wszystkim... ze 2 krzesła?


sobota, 26 stycznia 2013

Limity w służbie zdrowia

Badnia krwi - moja kolej, więc wchodzę do gabinetu mijając się w drzwiach z około 20-letnim chłopakiem. Siadam na fotelu i wymieniam jakie potrzebuje badania... Pani pielęgniarka zapina mi opaskę na ręce...Otwierają się drzwi i wchodzi poprzedni pacjent...

Chłopak [ze śmiertelnie poważnym tonem]: Przepraszam, czy mógłbym się jednak położyć?
Pielęgniarka: Jasne, proszę proszę...
Chłopak [kładąc się]: Przepraszam, ale jakoś mi się jednak zrobiło słabo, nie wiem o chodzi... jakieś mroczki przed oczami... O Boże... O Boże...
Pielęgniarka: Nie ma problemu, naprawdę. Proszę sobie tu leżeć na kozetce, nikomu pan nie przeszkadza...
Wraca do mnie. W tle słychać co chwilę ciężki oddech na zmianę z "o Boże, Boże..."
Pielęgniarka [nie kryjąc uśmiechu]: Ale pani mam nadzieje, dobrze się czuje przy pobieraniu?
Ja: Tak :)
Pielęgniarka [szeptem]: Uhm, bo zwykle mężczyźni tak reagują... Kobietom się to raczej nie zdarza...
Ja: :) ....A gdyby nawet... to kozetka już zajęta! :D
Pięlęgniarka: No właśnie :D Więc musi pani być grzeczna! :)


Z dedykacją do św. Antoniego :-)

Tak sobie myślę, że św. Antonii musi być chyba moim osobistym patronem, bo nie wiem jak to się dzieje, że historie z zagubionymi przeze mnie rzeczami na ogół kończą się dobrze (odpukać!)
Po telefonie, kluczyku do samochodu i innych sensacjach przyszedł czas na... portfel, a w nim:
- cash w zł
- cash w euro (bo przecież miesiąc temu wróciłam z delegacji i nie zdążyłam wyjąć jeszcze...)
- karta kredytowa
- karta bankomatowa
- karta taksówkowa
- dowód osobisty
- prawo jazdy
- i pare innych ciekawych informacji etc.

"Winowajcą" tej sytuacji była karta do drzwi w pracy, którą chwilowo nosiłam... również w portfelu....

Toteż rano postanowiłam jej poszukać zanim wejdę na piętro, w którym mieści się firma, w której pracuję.
Usiadłam na ławce w holu, wyjęłam portfel... Nie było jej tam, ale znalazła się w kieszeni. Zadowolona ruszyłam do windy. 
Następnie spędziłam fantastyczny 8h czas na szkoleniu. W przerwie obiadowej nie miałam czasu jeść, więc nie miałam też potrzeby używania portfela. Poczucie niepokoju związane z jego brakiem przyszło około godz... 16.30 kiedy wychodząc z pracy postanowiłam znowu schować kartę wejściową do portfela...

Kolega: O co chodzi?
Ja: Chyba zgubiłam portfel?
Kolega: Jak to? Niemożliwe! Musi być gdzieś w Twojej torebce... 
Ja: Nie ma... Chyba... [tu przyszło olśnienie...] zostawiłam go na dole na ławce... rano!
Kolega [z niedowierzaniem]: To chodź, spytamy na dole w ochronie?
Ja: Głupio mi tam iść...
Kolega: Dlaczego?
Ja: Kiedyś już ich pytałam czy nie znaleźli kluczyka do samochodu...
Kolega: No... To już przynajmniej masz odpowiednią opinię...




Sama esencja dialogu

W drodze do domu tankuje na stacji i idę zapłacić...Ponieważ trochę mi się spieszy, postanawiam to załatwić jak najszybciej. Podchodzę do kasy:

Pan: Dobry wieczór.
Ja: Dobry wieczór.
Pan [wyprzedzając moje myśli]: Czwórka?
Ja: Tak! :)
Pan: Faktura?
Ja: Nie!
Pan: Punkty Witaj? :)
Ja: Tak.
Pan: Hehehe...
Ja: Czasem liczy się kwintesencja słów :)
Pan: :-)




Jak zrobić zdjęcie... aparatu?

Ponieważ obiecałam trzymać moją Drogą Koleżankę poinformowaną na temat statusu zakupu  nowego aparatu, po odbiorze tegoż sprzętu - wreszcie! :-) - od kuriera napisałam do niej SMSa o treści:

"Kupiłam aparat!!!"

Nie musiałam długo czekać na odpowiedź:

 "To zrób zdjęcie... komórką :D"