I że dzisiaj niedziela, to jeszcze jeden post dotyczący kazania dla dzieci ;-)
- "definicja wroga" c.d.
Ksiądz: Kto lubi swoją siostrę, albo brata? Wszyscy?
Dzieci kiwają znacząco głowami i podnoszą w górę ręce...
Ksiądz [kontynuuje]: A jak brat albo siostra są niedobrzy dla Was, to też ich lubicie?...
Dzieci przytakują.
Ksiądz: Zawsze? Nawet jak Wam... zajmują komputer, albo są złośliwi dla Was?
Dzieci konsekwentnie się zgadzają...
Ksiądz [lekka dezorientacja i jakby "pod nosem" do siebie]: yyy... sami jedynacy?
niedziela, 20 lutego 2011
Strzeżcie się złodzieje złota!
Z serii "słowo na niedzielę" ksiądz stara się, aby poprzez jak zwykle odpowiedzi na jego pytania, dzieci same zdefiniowały pojęcie - tym razem słowo "WRÓG"
Ksiądz: Kto to jest wróg?
Chłopczyk: Nieprzyjaciel.
Ksiądz: No bardzo ładnie, a kto to jest "nieprzyjaciel"?
Dziewczynka [lat około 4, bardzo zaaferowana pytaniem, odpowiada szybko "połykając" słowa]: ...toch y, jest ktoś takich, ktoch nam ukradnie, yyy złotooo!
Ksiądz: Kto to jest wróg?
Chłopczyk: Nieprzyjaciel.
Ksiądz: No bardzo ładnie, a kto to jest "nieprzyjaciel"?
Dziewczynka [lat około 4, bardzo zaaferowana pytaniem, odpowiada szybko "połykając" słowa]: ...toch y, jest ktoś takich, ktoch nam ukradnie, yyy złotooo!
Lekcja rachunkowości
Z cyklu "Złote myśli wykładowcy" na pewnych studiach podyplomowych:
1)
"- Mówię do tych osób, które pierwszy raz mają rachunkowość. Są takie osoby pewnie? Ee, chyba nie ma.
- Są!
- Nie ma?
- SĄ!!!
- Nie rozumiem... przerwa?"
2)
"wartości niematerialne i prawne mają charakter niematerialny - nie można ich dotknąć, pomacać ani przytulić"
3)
(a propos okresów amortyzacji) "każdy szanujący się mężczyzna co 5 lat zmienia nie tylko żonę, ale i samochód"
4)
"bilans to 2 szale wagi - chodzicie czasem po targach i tam panie maja wagi. Na jednej szali kładą odważnik 1 kilo, a na drugiej tak kombinują jabłuszkami, pomidorkami, aby to się zbilansowało"
5)
"konto umorzenie nie ma racji bytu bez konta zasadniczego 9tj. środki trwałe) - to takie dzieciątko, co się porusza za tatusiem. nie ma tatusia - nie ma dzieciątka"
6)
"weźmy hurtownię kosmetyków - kosmetyki możemy podzielić na męskie i żeńskie; męskimi się nie zajmujemy bo tu prawie nic nie ma"
7)
"Dziś do wieczora będziecie rozpamiętywać konta. Tak jak królowa brytyjska powiedziała swojej córce gdy ta się zapytała, jak się ma zachować podczas nocy poślubnej: 'Masz leżeć spokojnie i myśleć o imperium.' - Wy też tak macie myśleć o kontach"
8)
"Proszę nie posyłać smsów bo smsy są przyczynami rozpadów związków małżeńskich. Dostanie się komóreczka w niepowołane ręce i gotowe"
9)
"Listy płac muszą być przechowywane 50 lat celem ustalenia godziwej emerytury. Napisali 'godziwej' ale co to dokładnie znaczy to nie wiadomo. I tak wszyscy wiemy jak to się skończy... tak jak za czasów PZPR było takie hasło: Emeryci i renciści - popierajcie partię czynem, umierajcie przed terminem!"
10)
(gość przy tablicy robi zadanie, a panie z ławki mu podpowiadają co na jakie konta księgować) "Ale drogie panie, proszę pana nie przestawiać! Przecież to jest cudzy mąż, nie własny! To nie jest dom!"
11)
(dygresja odnośnie okładki notatnika jakiejś pani) "miałam kiedyś takie radzieckie perfumy, bielaja sirien - biały bez. Nie wiem z czego to było, ale trzymało się 2 tygodnie jak nic. A jeśli się trochę rozlało na ubranie - no to już do wyrzucenia!"
1)
"- Mówię do tych osób, które pierwszy raz mają rachunkowość. Są takie osoby pewnie? Ee, chyba nie ma.
- Są!
- Nie ma?
- SĄ!!!
- Nie rozumiem... przerwa?"
2)
"wartości niematerialne i prawne mają charakter niematerialny - nie można ich dotknąć, pomacać ani przytulić"
3)
(a propos okresów amortyzacji) "każdy szanujący się mężczyzna co 5 lat zmienia nie tylko żonę, ale i samochód"
4)
"bilans to 2 szale wagi - chodzicie czasem po targach i tam panie maja wagi. Na jednej szali kładą odważnik 1 kilo, a na drugiej tak kombinują jabłuszkami, pomidorkami, aby to się zbilansowało"
5)
"konto umorzenie nie ma racji bytu bez konta zasadniczego 9tj. środki trwałe) - to takie dzieciątko, co się porusza za tatusiem. nie ma tatusia - nie ma dzieciątka"
6)
"weźmy hurtownię kosmetyków - kosmetyki możemy podzielić na męskie i żeńskie; męskimi się nie zajmujemy bo tu prawie nic nie ma"
7)
"Dziś do wieczora będziecie rozpamiętywać konta. Tak jak królowa brytyjska powiedziała swojej córce gdy ta się zapytała, jak się ma zachować podczas nocy poślubnej: 'Masz leżeć spokojnie i myśleć o imperium.' -
8)
"Proszę nie posyłać smsów bo smsy są przyczynami rozpadów związków małżeńskich. Dostanie się komóreczka w niepowołane ręce i gotowe"
9)
"Listy płac muszą być przechowywane 50 lat celem ustalenia godziwej emerytury. Napisali 'godziwej' ale co to dokładnie znaczy to nie wiadomo. I tak wszyscy wiemy jak to się skończy... tak jak za czasów PZPR było takie hasło: Emeryci i renciści - popierajcie partię czynem, umierajcie przed terminem!"
10)
(gość przy tablicy robi zadanie, a panie z ławki mu podpowiadają co na jakie konta księgować) "Ale drogie panie, proszę pana nie przestawiać! Przecież to jest cudzy mąż, nie własny! To nie jest dom!"
11)
(dygresja odnośnie okładki notatnika jakiejś pani) "miałam kiedyś takie radzieckie perfumy, bielaja sirien - biały bez. Nie wiem z czego to było, ale trzymało się 2 tygodnie jak nic. A jeśli się trochę rozlało na ubranie - no to już do wyrzucenia!"
wtorek, 15 lutego 2011
Kawa się nadawa
Kawa jest w życiu bardzo ważna. Rozbudzający smak, kojący zmysły aromat, endorfiny wydzielające się podczas rytuału parzenia... ZAWSZE zaczynam dzień od kawy. Generalnie to co przed kawą się nie liczy - Nie ma życia przed kawą!...
Toteż dziś rano zrobiłam sobie kawę po to, aby ją następnie wylać na biurku po pierwszym łyku. Uczona doświadczeniem jak postępować w takich sytuacjach szybko uniosłam laptopa ku górze (skapło kilka niegroźnych kropelek). Niestety nie dało rado w tym samym czasie podnieść manuala, który wydrukowałam. Jednak w ogóle się tym nie przejęłam (wkońcu to tylko 100 kartek, każda kartka po 20 sekund druku). "Akurat sobie zrobię nową kawę" - pomyślałam.
Po czym uświadomiłam sobie, że już nie ma czasu, bo za 5 min trzeba było jechać do klienta, a jeszcze przecież biurko wytrzeć, buty wypastować, taksówkę zamówić... Jestem wydajna, ale nie jak Chuck Norris...
W taksówce wszystko gładko, obeszło się nawet bez zapinania pasów, za to cały czas z zegarkiem w ręku i napięciem "czy zdążymy być na tyle wcześnie, żeby sobie zrobić kawę?"
Na szczęście zajechałyśmy kwadrans przed czasem, toteż udałyśmy się do kuchni. A tam... kolejna przygoda... Podstawiam kubek, niby ekspres, wydawałoby się nacisnąć przycisk, ale nie... Trzeba wcześniej dolać wody... Toteż uczyniłam, więc naciskam przycisk "espresso" i... w ostatniej chwili podstawiam kubek, który przed chwilą z "wszechświat tylko wie" jakich powodów na bok, dolewając wody do ekspresu. Na szczęście udało się ocalić sytuację...
A wtedy wychodzimy z kuchni i z również "wszechświat tylko wie dlaczego" robię krok w tył, aby... potrącić idącą za mną z kawą koleżankę. Na szczęście kawa wylała się na podłogę, a nie np. na ubranie.
Tym sposobem czas przed spotkaniem jakoś upływa (w końcu robienie kawy, wycieranie po kawie itd czasochłonne jest)
Na spotkanie wchodzimy już dumne dzierżąc w ręce po kawie.
Przedstawiamy się, klient daje nam wizytówki...
Koleżanka [do mnie]: tylko nie zgub jej jak ostatnio na schodach? :P
Nie zgubiłam! Oczywiście, że nie! Człowiek przecież uczy się na błędach... Tym razem jedynie...
zalałam ją swoją trzecią już dziś kawą...
Toteż dziś rano zrobiłam sobie kawę po to, aby ją następnie wylać na biurku po pierwszym łyku. Uczona doświadczeniem jak postępować w takich sytuacjach szybko uniosłam laptopa ku górze (skapło kilka niegroźnych kropelek). Niestety nie dało rado w tym samym czasie podnieść manuala, który wydrukowałam. Jednak w ogóle się tym nie przejęłam (wkońcu to tylko 100 kartek, każda kartka po 20 sekund druku). "Akurat sobie zrobię nową kawę" - pomyślałam.
Po czym uświadomiłam sobie, że już nie ma czasu, bo za 5 min trzeba było jechać do klienta, a jeszcze przecież biurko wytrzeć, buty wypastować, taksówkę zamówić... Jestem wydajna, ale nie jak Chuck Norris...
W taksówce wszystko gładko, obeszło się nawet bez zapinania pasów, za to cały czas z zegarkiem w ręku i napięciem "czy zdążymy być na tyle wcześnie, żeby sobie zrobić kawę?"
Na szczęście zajechałyśmy kwadrans przed czasem, toteż udałyśmy się do kuchni. A tam... kolejna przygoda... Podstawiam kubek, niby ekspres, wydawałoby się nacisnąć przycisk, ale nie... Trzeba wcześniej dolać wody... Toteż uczyniłam, więc naciskam przycisk "espresso" i... w ostatniej chwili podstawiam kubek, który przed chwilą z "wszechświat tylko wie" jakich powodów na bok, dolewając wody do ekspresu. Na szczęście udało się ocalić sytuację...
A wtedy wychodzimy z kuchni i z również "wszechświat tylko wie dlaczego" robię krok w tył, aby... potrącić idącą za mną z kawą koleżankę. Na szczęście kawa wylała się na podłogę, a nie np. na ubranie.
Tym sposobem czas przed spotkaniem jakoś upływa (w końcu robienie kawy, wycieranie po kawie itd czasochłonne jest)
Na spotkanie wchodzimy już dumne dzierżąc w ręce po kawie.
Przedstawiamy się, klient daje nam wizytówki...
Koleżanka [do mnie]: tylko nie zgub jej jak ostatnio na schodach? :P
Nie zgubiłam! Oczywiście, że nie! Człowiek przecież uczy się na błędach... Tym razem jedynie...
zalałam ją swoją trzecią już dziś kawą...
Konto studenckie
Student [w autobusie żali się koledze]: I wiesz, nie miałem kiedyś kasy na koncie, a musiałem przelew za książkę zrobić.
Więc pojechałem do banku i wpłaciłem sobie na konto 30 zł.
Potem wracam do domu, loguję się na konto i...
30 zł mi za*ebało na jakieś ubezpieczenie!
Więc pojechałem do banku i wpłaciłem sobie na konto 30 zł.
Potem wracam do domu, loguję się na konto i...
30 zł mi za*ebało na jakieś ubezpieczenie!
Różnice temperatur
Pracownik pewnej firmy dystrybuującej mrożony towar:
"... a wczoraj wychodzimy z chłodni, a tu na zewnątrz wieje i z -12 stopni... i ku naszemu zdziwieniu, okazuje się, że (bez sensu było wychodzić, bo) na polu zimniej niż w chłodni!..."
poniedziałek, 14 lutego 2011
Ptaki nieroby!
Podczas pracowego lunchu...
Kolega [z tęsknotą w głosie]: (...) pomyśleć, że wczoraj jeszcze o tej porze byłem na desce... a wiecie, jest coś fajnego w obserwowaniu snowboardzistów, którzy stoją rano na stoku... przymierzają te deski...(...) [tu prezentacja z udziałem krzesła jako deski] jedni w tę stronę, drudzy w tę stronę... jak takie ptaki co wstają rano i stają koło siebie i g*wno im się chce robić(...)
Kolega [z tęsknotą w głosie]: (...) pomyśleć, że wczoraj jeszcze o tej porze byłem na desce... a wiecie, jest coś fajnego w obserwowaniu snowboardzistów, którzy stoją rano na stoku... przymierzają te deski...(...) [tu prezentacja z udziałem krzesła jako deski] jedni w tę stronę, drudzy w tę stronę... jak takie ptaki co wstają rano i stają koło siebie i g*wno im się chce robić(...)
Generation gap
Taka historia oczywiście na faktach, choć stara mi się ze studiów przypomniała ;-)
Kolega informatyk chwali się mamie telefonicznie:
Kolega: Mamo! Wyobraź sobie, że dostałem pracę! Będę brał udział przy tworzeniu Zumi!
Mama: Zumi??
Kolega: Hmm... no wiesz, mamo nie kojarzysz tej reklamy, lokalizator internetowy.... no wiesz ta co oni tam na dachu stoją?? w tej reklamie?....
Mama [po chwili ciszy z zatroskaniem w głosie]: ...no dobrze synu... tylko tam nie spadnij z tego dachu...
Kolega informatyk chwali się mamie telefonicznie:
Kolega: Mamo! Wyobraź sobie, że dostałem pracę! Będę brał udział przy tworzeniu Zumi!
Mama: Zumi??
Kolega: Hmm... no wiesz, mamo nie kojarzysz tej reklamy, lokalizator internetowy.... no wiesz ta co oni tam na dachu stoją?? w tej reklamie?....
Mama [po chwili ciszy z zatroskaniem w głosie]: ...no dobrze synu... tylko tam nie spadnij z tego dachu...
środa, 9 lutego 2011
Dedukcja
Stoimy pod recepcją z koleżanką w firmie X oczekując na umówione spotkanie z klientem.
Dodam, że ze względu na to samo imię, nie kojarzą nas tu indywidualnie, tzn, że jak ktoś np. dzwoni, to nigdy nie wie czy rozmawia ze mną czy z koleżanką.
Nagle koleżanka pokazuje mi swój wyświetlacz w telefonie, na którym widnieje nazwisko gościa, z którym ma być spotkanie. Odbiera...
Koleżanka: Tak tak, już jesteśmy przy recepcji.
W międzyczasie wyciągam telefon. Widzę, że do mnie też już dzwonił, ale miałam sciszony.
Mija chwila i ukazuje się uśmiechnięty klient...
My: Dzień dobry!
Klient: Dzień dobry! [patrząc na koleżankę niepewnie] Czyli to z panią rozmawiałem?
Koleżanka kiwa twierdząco głową.
Klient [patrząc z kolei na mnie]: Czyli to pani nie odbiera ode mnie telefonu! :P
I pierwsze wrażenie za nami...
Dodam, że ze względu na to samo imię, nie kojarzą nas tu indywidualnie, tzn, że jak ktoś np. dzwoni, to nigdy nie wie czy rozmawia ze mną czy z koleżanką.
Nagle koleżanka pokazuje mi swój wyświetlacz w telefonie, na którym widnieje nazwisko gościa, z którym ma być spotkanie. Odbiera...
Koleżanka: Tak tak, już jesteśmy przy recepcji.
W międzyczasie wyciągam telefon. Widzę, że do mnie też już dzwonił, ale miałam sciszony.
Mija chwila i ukazuje się uśmiechnięty klient...
My: Dzień dobry!
Klient: Dzień dobry! [patrząc na koleżankę niepewnie] Czyli to z panią rozmawiałem?
Koleżanka kiwa twierdząco głową.
Klient [patrząc z kolei na mnie]: Czyli to pani nie odbiera ode mnie telefonu! :P
I pierwsze wrażenie za nami...
Niekończąca się opowieść
W równym pośpiechu jak w poście poniżej pracuję nad jakimś tam tematem w pracy.
Nagle wyrywa mnie z "amoku" telefon. Dzwoni ktoś w zupełnie innej sprawie:
Ktoś: Hello Anna! Jan's speaking.
Ja: Hello Jan. How're you?
Ktoś: I'm fine. Thanks. And you?
Ja: Quite good, but also busy...... And you?
Ktoś: Hmm...
Nagle wyrywa mnie z "amoku" telefon. Dzwoni ktoś w zupełnie innej sprawie:
Ktoś: Hello Anna! Jan's speaking.
Ja: Hello Jan. How're you?
Ktoś: I'm fine. Thanks. And you?
Ja: Quite good, but also busy...... And you?
Ktoś: Hmm...
Mały szczegół
W przerwie pracy w pośpiechu umawiam się telefonicznie do lekarza...
Ja: Chciałabym się umówić na wizytę do p. doktor X na piątek, ale nie ten najbliższy, tylko następny.
Recepcjonistka: Prywatnie?
Ja: Nie, przez firmę ABC
Recepcjonistka: Jak do pani X to poniedziałek lub czwartek
Ja: Trudno, niech będzie czwartek!
Recepcjonistka: 17:45
Ja: A wcześniej?
Recepcjonistka: Nie ma wcześniej.
Ja: Aha, to ok - niech będzie czwartek, 17:45
Recepcjonistka: Dobrze, zapisuję.
Ja: Dziękuję, do widzenia...
Tu odkładam słuchawkę od ucha, ale wydaje mi się, że pani coś mówi jeszcze... nawet lekko krzyczy? Przykładam słuchawkę do ucha i słyszę głos zadyszanej recepcjonistki...
Recepcjonistka: NAZWISKOOO!
Ja: Chciałabym się umówić na wizytę do p. doktor X na piątek, ale nie ten najbliższy, tylko następny.
Recepcjonistka: Prywatnie?
Ja: Nie, przez firmę ABC
Recepcjonistka: Jak do pani X to poniedziałek lub czwartek
Ja: Trudno, niech będzie czwartek!
Recepcjonistka: 17:45
Ja: A wcześniej?
Recepcjonistka: Nie ma wcześniej.
Ja: Aha, to ok - niech będzie czwartek, 17:45
Recepcjonistka: Dobrze, zapisuję.
Ja: Dziękuję, do widzenia...
Tu odkładam słuchawkę od ucha, ale wydaje mi się, że pani coś mówi jeszcze... nawet lekko krzyczy? Przykładam słuchawkę do ucha i słyszę głos zadyszanej recepcjonistki...
Recepcjonistka: NAZWISKOOO!
piątek, 4 lutego 2011
Wysiadasz czy jesz?
Wychodzimy z pracy...
Ja: To gdzie jedziesz? Mogę z Tobą się zabrać do Grzegórzeckiego?
Koleżanka: Pewnie
W drodze zagorzale rozmawiamy o dzisiejszym dniu w pracy. Zatrzymujemy się na rondzie.
Jak to na rondzie, spodziewam się, że muszę szybko "wyskoczyć", ale zatrzymuje mnie pytanie koleżanki w tym samym temacie. Odpowiadam, ona znowu pyta. Wywiązuje się (dłuższa) jak na stanie w tej lokalizacji rozmowa. Po 15 min orientuję się, że właściwie drzwi są przez cały ten czas otwarte, a ja stoję jedną nogą na zewnątrz...
Ja: OK, dzięki za podwiezienie, już Ci tu nie wietrzę. To wysiadam... Chyba nie jadę do domu, muszę najpierw coś zjeść. Chyba, że masz ochotę gdzieś pojechać na obiad?
Koleżanka: A z tym obiadem... to wcale nie jest taki głupi pomysł...
Ja: ?
Koleżanka: ...No to zamknij te drzwi :D
Ja: To gdzie jedziesz? Mogę z Tobą się zabrać do Grzegórzeckiego?
Koleżanka: Pewnie
W drodze zagorzale rozmawiamy o dzisiejszym dniu w pracy. Zatrzymujemy się na rondzie.
Jak to na rondzie, spodziewam się, że muszę szybko "wyskoczyć", ale zatrzymuje mnie pytanie koleżanki w tym samym temacie. Odpowiadam, ona znowu pyta. Wywiązuje się (dłuższa) jak na stanie w tej lokalizacji rozmowa. Po 15 min orientuję się, że właściwie drzwi są przez cały ten czas otwarte, a ja stoję jedną nogą na zewnątrz...
Ja: OK, dzięki za podwiezienie, już Ci tu nie wietrzę. To wysiadam... Chyba nie jadę do domu, muszę najpierw coś zjeść. Chyba, że masz ochotę gdzieś pojechać na obiad?
Koleżanka: A z tym obiadem... to wcale nie jest taki głupi pomysł...
Ja: ?
Koleżanka: ...No to zamknij te drzwi :D
Za często nie jemy
Robimy kawę w pracy w kuchni i opowiadamy o tym jak emocje pracowe wpływają na sposób odżywiania:
Ja: ...cały dzień wczoraj jeść nie mogłam, ale wieczorem mi się włączył apetyt...
Koleżanka: ...a ja nawet Ci powiem, że zatkałam się tą rybą co wczoraj po pracy jadłyśmy - pyszna była, nie?
Ja: hmm... no tak, pyszna... [niepewnie] ...ale czy tej ryby nie jadłyśmy przedwczoraj?...
Ja: ...cały dzień wczoraj jeść nie mogłam, ale wieczorem mi się włączył apetyt...
Koleżanka: ...a ja nawet Ci powiem, że zatkałam się tą rybą co wczoraj po pracy jadłyśmy - pyszna była, nie?
Ja: hmm... no tak, pyszna... [niepewnie] ...ale czy tej ryby nie jadłyśmy przedwczoraj?...
Subskrybuj:
Posty (Atom)