wtorek, 25 września 2012

Bo naprawdę jest piękna pogoda!

Wychodząc w pracy na spotkanie z uwagi, ze za oknem poprostu "rozpętało" się słońce nie omieszkam nadamienić:

Ja: Ale jest piękna pogoda!

Wracam ze spotkania, siedzimy pracujemy, mija chwila czasu... Jednak pogoda ta sama, toteż postanawiam to jeszcze raz skomentować:

Ja: Ależ jest piękna pogoda!

Kolega: Chyba mam deja vu...

Wartość odżywcza w cenie

Podczas obiadu w przerwie w pracy...

Kolega 1 [Do Kolegi 2]: A Ty co? Odchudzasz się?
Kolega 2: Dlaczego?
Kolega 1: Bo nie wziąłeś dziś zupy.
Kolega 2: Że nie wziąłem zupy, to znaczy, że się odchudzam?
Ja: Ale przecież wziął Pepsi!
Kolega 3: A w takiej Pepsi, to pewnie kalorii tyle co w 3 zupach!
Kolega 1: No właśnie. A cena ta sama.

Rozwód z powodu różnicy zdań o pięknie drzewa

Przerwa w drodze do Dubrownika. Oglądamy 100-letnie drzewo - Platan. Olbrzymi, robiący wrażenie, konary podparte betonowymi blokami, ponieważ są tak ciężkie, że mogłyby się złamać.
Każdy chce mieć zdjęcie platana, zdjęcie kory platana, zdjęcie gałązki platana, zdjęcie listka platana etc...
Wśród uczestników tego wydarzenia jest małżeństwo z dzieckiem...

Mąż: A mnie się to drzewo... w sumie... w ogóle nie podoba.
Żona [z niesmakiem do męża]: Proszę Cię. Nie mów nic. Nie mów już nic więcej, bo zmienię zdanie i się z Tobą rozwiodę...


Autorytet rodzicielski

Matka wsiada do autobusu z 8 letnią córką, która wyraźnie jest nadąsana i niepocieszona...

Matka: Oj... Słuchaj ojca. On dobrze mówi.

Dziecko jednak nadal wydaje się niepocieszone tym argumentem...


Matka [zrezygnowana]: Ależ musisz mu wybaczyć, bo on już jest staaaary...

Cyk cyk!

Podczas podróży autokarem do Bośni i Hercegowiny, siedzi przed nami małżeństwo - Polak, Czeszka, wiek ok. 60 (ona) - 70 (on) lat. On, mimo podeszłego wieku robi trzeba przyznać super zdjęcia (jak "nieopatrznie" :P udało mi się wcześniej podejrzeć przez ramie) małżonki je przeglądającej, na jak na moje amatorskie oko, aparacie...

Pilotka: Proszę Państwa, proszę teraz przygotować aparaty, ponieważ po prawej stronie pojawi się przed nami za chwilę wspaniały widok!

Nie minęły  2 min i faktycznie jak na zamówienie, pojawił się! Słychać cykanie aparatów jak na japońskiej wycieczce. Jest też ryzyko, że autokar za chwile przewróci się na prawą stronę z racji przeciążenia po tej stronie ilością ludzi ludzież aparatów...

Pani Żona [rozemocjonowana do męża] Cykaj! Cykajjj!... Foć chopie ile możesz! O! Cyk! Cyk! I teraz! Cyk!

Pan Mąż zwany wyżej "Chopem" posłusznie "cyka ile może"! Jednak Pani Żona nie daje za wygraną...

Pani Żona [cała a w emocjach i już lekko zniecierpliwiona]: Ja nie wiem na co tu czekać! Ty już masz mieć przyprawione ino cykać! I teraz o cyk! Cyk! Cyyyyykkkk!!! Therrraaaazzzzz!!!

I opad emocji bo Pan Mąż się spóźnił z cyknięciem o ułamek milisekundy, więc najwyraźniej nie "wyfocił" dokładnie tego widoku, o który chodziło Pani Żonie. Ale, ale..... nie wszystko stracone!

Pani Żona: O! Krowę tu mają! Jedną! Wyfoć ją!!!

Mężczyzna może i aparatem, ale kobieta obiektywem... :D



niedziela, 2 września 2012

A na drugie, kawa...

Od 3 tygodni siedzimy w jednym projekcie od rana do nocy (dosłownie), a w nocy o nim śnimy.
Nie ma czasu na nic innego jak jedzenie, spanie i co tam sobie można jeszcze wyobrazić...
Dołącza do nas kolega. Praca trwa...

Koleżanka [o innym koledze, którego dziś długo nie ma]: I gdzież on jest? Przecież nie mamy czasu!
Kolega: Akurat pójdę z nim na obiad to go zgarnę tu...
Koleżanka [nie kryjąc oburzenia]: Zwariowałeś?! Tu się nie je! Nie ma na to czasu!
Kolega [zszokowany i podirytowany równocześnie]: Ale przecież zjeść trzeba! Bez jaj.

Pracujemy, pracujemy, pracujemy... Mija z pół godziny...

Kolega [tonem pogodzonym z nową rzeczywistością]: No dobra, to ja zrobię sobie kawę... Zamiast obiadu...