Od 3 tygodni siedzimy w jednym projekcie od rana do nocy (dosłownie), a w nocy o nim śnimy.
Nie ma czasu na nic innego jak jedzenie, spanie i co tam sobie można jeszcze wyobrazić...
Dołącza do nas kolega. Praca trwa...
Koleżanka [o innym koledze, którego dziś długo nie ma]: I gdzież on jest? Przecież nie mamy czasu!
Kolega: Akurat pójdę z nim na obiad to go zgarnę tu...
Koleżanka [nie kryjąc oburzenia]: Zwariowałeś?! Tu się nie je! Nie ma na to czasu!
Kolega [zszokowany i podirytowany równocześnie]: Ale przecież zjeść trzeba! Bez jaj.
Pracujemy, pracujemy, pracujemy... Mija z pół godziny...
Kolega [tonem pogodzonym z nową rzeczywistością]: No dobra, to ja zrobię sobie kawę... Zamiast obiadu...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz