A w gabinecie, do którego udało mi się dostać po wypisywaniu "polskiego zwolnienia Hiszpanowi" po 15 min, lekarz tuż po pogawędce jakie języki zna, jakich nie, narzekaniu jak to się nie mógł dogadać z Hiszpanem, rozpoczął dogłębny wywiad o przebytych chorobach w rodzinie, nałogach (tu otrzymałam nawet "pozwolenie na picie wina i piwa, a zakaz picia wódki bo cytując "od wódki rozum krótki"). Trwało to tyle, że za oknem się zdążyła rozpocząć ulewa i grzmoty, co zostało skwitowane troską "ojej, jak pani teraz wróci" itd.
Po tym wszystkim mogłam wreszcie opowiedzieć co mi dolega. Moja wypowiedź zajęła z pół minuty.
Potem lekarz otworzył jakąś dziwną książeczkę - jak obczaiłam z kodami chorób... i kolejny czas spędził na szukaniu właściwego kodu choroby... No nic. Byłam oazą spokoju, choć zaczęło się już we mnie powoli gotować...
I wtedy wśród złowieszczych grzmotów za oknem rozległa się wypowiedź przeszywającego wzrokiem lekarza.
Lekarz [biorąc do ręki bloczek z receptami i przeszywając mnie wzrokiem]: Będzie to panią drogo kosztowało...
Ja: Hmm... No trudno... A ile mniej więcej?
Lekarz: Oj... W sumie... Nie wiem dokładnie. Ale muszę pani przepisać dwa opakowania. Jedno nie wystarczy w mojej ocenie.
Ja: ...
Lekarz: Ewentualnie mogę np. wypisać 2, a pani sobie wykupi 1 i zrobi odpis z recepty i zrealizuje 2 jak braknie...
Ja: OK
Lekarz: Ale... Będzie to panią drogo kosztowało...
(...)
Wychodzę z gabinetu prosto do apteki. Podaję farmaceucie receptę...
Ja: A może mi pan powiedzieć, jaki jest mniej więcej koszt tego leku?
Farmaceuta: Jasne, już sprawdzam.... 16 zł... Za dwa opakowania łącznie.
Myślę... Nie chcę się chyba nad tym zastanawiać...
wtorek, 19 lipca 2011
Uciążliwy pacjent
Wizyta u internisty na 17:30. Jestem niestety pół godziny wcześniej, ale... okazuje się, że przede mną 2 osoby, ale to para więc tak jakby jedna... "A to luz, zejdzie z 15 min" myślę. Zwłaszcza, że już otwierają się drzwi gabinetu i wyłania się lekarz w wieku starszym...
Lekarz [zwracając się do pary]: Zapraszam państwa.
Myślę: "Para? Do internisty?... A zresztą, cóż mnie to..."
Czekam. 5 min... 10 min... 15 min... 20 min... 25 min... (Ech, dłużej niż przewidziałam, ale nie ma się co denerwować. Jestem umówiona na 17.30. A oni są tam razem, może każde z nich się bada...) 30 min... 35 min... No dobra - wkurzyłam się! Ale otwierają się drzwi gabinetu. Jednak para nie wychodzi, a w drzwiach pojawia się znowu dziadek w kitlu z oszołomieniem w oczach:
Lekarz: Pani do mnie?
Ja: Tak.
Lekarz: Proszę poczekać, bo ja tam mam..... Hiszpana!
I pobiegł do recepcji. Po 5 minutach wraca. Zatrzymuje się jeszcze żeby mi powiedzieć:
Lekarz: Bardzo panią przepraszam! Ale tam jest... Hiszpan! I ja mu muszę wypisać zwolnienie!... POLSKIE zwolnienie HISZPANOWI???
Tu złapał się za głowę z miną "jak pracuję 50 lat, coś takiego mi się w mojej karierze nie zdarzyło!" i wpadł z powrotem do gabinetu...
Lekarz [zwracając się do pary]: Zapraszam państwa.
Myślę: "Para? Do internisty?... A zresztą, cóż mnie to..."
Czekam. 5 min... 10 min... 15 min... 20 min... 25 min... (Ech, dłużej niż przewidziałam, ale nie ma się co denerwować. Jestem umówiona na 17.30. A oni są tam razem, może każde z nich się bada...) 30 min... 35 min... No dobra - wkurzyłam się! Ale otwierają się drzwi gabinetu. Jednak para nie wychodzi, a w drzwiach pojawia się znowu dziadek w kitlu z oszołomieniem w oczach:
Lekarz: Pani do mnie?
Ja: Tak.
Lekarz: Proszę poczekać, bo ja tam mam..... Hiszpana!
I pobiegł do recepcji. Po 5 minutach wraca. Zatrzymuje się jeszcze żeby mi powiedzieć:
Lekarz: Bardzo panią przepraszam! Ale tam jest... Hiszpan! I ja mu muszę wypisać zwolnienie!... POLSKIE zwolnienie HISZPANOWI???
Tu złapał się za głowę z miną "jak pracuję 50 lat, coś takiego mi się w mojej karierze nie zdarzyło!" i wpadł z powrotem do gabinetu...
niedziela, 17 lipca 2011
Taki psikus
W busie z Kuźnic do Zakopanego dwóch mężczyzn siedzących z tyłu wyrazie zajętych jest rozmową ja jakieś swoje tematy... W pewnym momencie, gdy pani Kierowca staje na skrzyżowaniu w oczekiwaniu na zielone światło, jeden z nic ockniewa się...
Mężczyzna_1: A gdzie ona teraz jedzie??
Mężczyzna_2: Hmm... Jak jedzie w prawo, to jesteśmy w d*pie...
Mężczyzna_1: Ona na pewno jedzie w prawo!
Mężczyzna_2: O nie! Szefowo! Czy możemy to wyskoczyć?!
Pani Kierowca: Nie można.
Mężczyzna_1 [z wyrzutem]: ALE nas zrobiła...
Mężczyzna_1: A gdzie ona teraz jedzie??
Mężczyzna_2: Hmm... Jak jedzie w prawo, to jesteśmy w d*pie...
Mężczyzna_1: Ona na pewno jedzie w prawo!
Mężczyzna_2: O nie! Szefowo! Czy możemy to wyskoczyć?!
Pani Kierowca: Nie można.
Mężczyzna_1 [z wyrzutem]: ALE nas zrobiła...
Przecież ja nie będę... KRZYYYYCZEEEĆ!!!
Nad Czarny staw gąsienicowy w niedzielne południe przybywa kolonia wraz z opiekunami i przewodnikiem - wyraźnie już "rozgorycznym dotychczasową wędrówką:
Przewodnik: ale proszę schodzić szybciej pod staw! Torujecie ludziom szlak!... No schodzić siadać! Ja nie rozumiem! Jak idziemy to chcecie siedzieć, jak mówię "siadamy" to wy stoicie!
CHODŹCIE TU!.............. Przecież ja nie będę krzyczeć na całą dolinę!!!
Jakiś turysta [spokojnie pijący piwo i przyglądający się sytuacji, z szyderą]: Za późno! :D
Przewodnik: ale proszę schodzić szybciej pod staw! Torujecie ludziom szlak!... No schodzić siadać! Ja nie rozumiem! Jak idziemy to chcecie siedzieć, jak mówię "siadamy" to wy stoicie!
CHODŹCIE TU!.............. Przecież ja nie będę krzyczeć na całą dolinę!!!
Jakiś turysta [spokojnie pijący piwo i przyglądający się sytuacji, z szyderą]: Za późno! :D
wtorek, 5 lipca 2011
Nie moja wina, że bułki dziś nieświeże...
Pewien "osiedlowy" sklepik tuż przy mojej pracy słynie z tego, że Właścicielka - starsza Pani,
przygotowuje b. dobre, zawsze świeże, zawsze urozmaicone, często nawet na specjalne życzenie klienta "kanapki". Dziś Pani mnie rozbroiła następującym stwierdzeniem...
Ja: "Dzień dobry! Poproszę kanapkę z tą bułką z ziarnami...
Pani [jak zwykle z uśmiechem podaje kanapkę]: Bardzo proszę. 3,2 zł...
Ja [szukam w portfelu]
Pani [z zamyśleniem]: Taka jasna ta bułeczka... Ale tak... Dziś takie jest niskie ciśnienie... To i bułki takie... niechrupiące... :-(
przygotowuje b. dobre, zawsze świeże, zawsze urozmaicone, często nawet na specjalne życzenie klienta "kanapki". Dziś Pani mnie rozbroiła następującym stwierdzeniem...
Ja: "Dzień dobry! Poproszę kanapkę z tą bułką z ziarnami...
Pani [jak zwykle z uśmiechem podaje kanapkę]: Bardzo proszę. 3,2 zł...
Ja [szukam w portfelu]
Pani [z zamyśleniem]: Taka jasna ta bułeczka... Ale tak... Dziś takie jest niskie ciśnienie... To i bułki takie... niechrupiące... :-(
Subskrybuj:
Posty (Atom)