czwartek, 26 czerwca 2014

Mistrzowie marketingu

W "osiedlowym" sklepiku spożywczym, w którym znajduje się również kolektura, pewien pan płaci za zakupy, a następnie podaje Pani sprzedawczyni kupon lotto do sprawdzenia... Pani po "przepuszczeniu" kuponu przez maszynę komentuje:

"Przepraszamy, brak wygranej..."

Toteż pan na te słowa zbiera resztę i już prawie ma się obracać na jednej nodze, kiedy pani z uśmiechem kończy myśl:

"...jednak zapraszają do dalszej gry :-)))"

No i kupił następny... ;-)

niedziela, 22 czerwca 2014

Gdzie się zaczyna skrajny optymizm?

Siostrzenica koleżanki (około 3 lat) wzięła udział w zawodach biegowych podczas pewnego rodzinnego pikniku. Na metę przybiegła ostatnia...

Po tym zdarzeniu chwali się babci:

"Babciu! Wygrałam wyścig... od końca!"

Tak trzymać! Z optymizmem żyje się zdecydowanie lepiej :)

A to pech!


W minioną sobotę wraz z koleżanką i moją siostrą wybrałyśmy się na spacer do Puszczy Niepołomickiej...

Spacerując zielonymi, choć monotonnymi ścieżkami, spotkałyśmy bardzo interesującego  pana z psem. Pan miał dwie pasje - astronomia (z racji wykonywanego zawodu) i rasa Alaskan malamute (z racji posiadanego cudownego czworonożnego przyjaciela).
Dodatkowo jego łatwość opowiadania / dzielenia się informacjami sprawiała, że szybko mijały kolejne odcinki zadrzewionych ścieżek.
Nagle, z racji otoczenia, temat zszedł na "kleszcze"...

Pan z psem: ...te kleszcze...Wszyscy mówią tyle o tym, że ta borelioza, zapalenie opon mózgowych... A to w sumie nie jest prawda... Mało gdzie te kleszcze przenoszą te choroby... Fakt faktem, jest ich dużo... A jak jest wysyp, to z psa takich kilkanaście można zebrać po spacerze... Ale ogólnie, raczej nie przenoszą chorób... Trzeba mieć naprawdę pecha, żeby się np. taką boreliozą od kleszcza zarazić...

Koleżanka: ...hmm to ja właśnie takiego pecha mam... od 10 lat się leczę.

Pan z psem [empatycznie]: Na boreliozę?

Koleżanka: Tak.

Pan z psem: Ja też. Od 30-stu...

Więc jeśli w grupie "4 osoby + 1 pies", zdrowe są nadal "2 osoby + 1 pies" to ja się trochę boję tego pecha... ;-)