środa, 29 grudnia 2010

Pogodynka - Czarna robota?

Zamieszczam artykuł z pewnej książki, którą właśnie czytam, a który rozbawił mnie do łez.
Odnosi się do tematu opisującego jak to osoby przekazujące złe wieści są z nimi utożsamiane, nawet jeśli nie mają z nimi nic wspólnego. Żywy przykład? - Progności pogody.
Nie pomyślałabym, że mogą mieć taki problemy... :D



wtorek, 28 grudnia 2010

Opowiem Wam to śpiewająco...

Tak się czasem zastanawiam czy ktoś mi nie podstawia tych ludzi w autobusach, tramwajach etc...
Na dowód historia...
Wsiadam pod Galerią Krakowską do autobusu 304. Ponieważ to "pętla" autobus czeka jeszcze te 5 min do odjazdu... W międzyczasie przychodzi młody pan (lat koło 30) i siada przede mną tyłem do mnie. Nagle odwraca się z zapytaniem:

Pan: Czy pani wie o której on odjeżdża?
Ja: 21:25
Pan: Aha.
Ja:...
Pan: A dawno przyjechał?
Ja:...dopiero co
Pan: Aha... [potakując głową] bo on tu ma krótkie postoje. Dłuższe ma w Wieliczce. Ale za to tu stoi zwykle tak z 10 min.
Ja:...
Pan: ...O tak. Zdecydowanie 10 min. Krótki tu stoi. W Wieliczce zdecydowanie dłużej.
Temat jest dla mnie niezmiernie nurtujący. Jednak bezczelnie udaję, że piszę smsa. Nie komentuję. Toteż i pan po pewnym czasie się "uspokaja", by powrócić z pytaniem:
Pan: A gdzie on się zatrzymuje na końcu w Wieliczce?
Ja: Nie wiem...
Pan: No gdzie ta pętla jest? Na Asnyka?
Ja: Szczerze? Nie mam POJĘCIA.
Pan [do siebie]: Raczej na Asnyka... Chyba, że to Gdowska... Nie raczej Asnyka...
Ja: NIE WIEM.... Na pewno za rynkiem
Pan: To oczywiste, że za rynkiem.
Ja:...
Po kliku minutach odzywa się automat...
Automat: "Linia 304. Kierunek Wieliczka..."
Pan: To znaczy, że jest 25 po.
Myślę, "uff, bez tej informacji mogłabym się nie odnaleźć i nie wiedzieć czemu autobus rusza".
Jedziemy. Udaję, że piszę smsa za smsem (zresztą 3 już i tak zdążyłam wysłać do Patysio z zapytaniem czy ten film - Mr Nobody - z którego wydawało mi się, że wracam, nadal trwa, ponieważ wydaje mi się, że w tej chwili rzeczywistość mi najbliższa odznacza się równym brakiem logiki).
Mijamy kilka przystanków. Teoretycznie w ciszy. Choć widzę, że pan ma jakieś nerwowe odruchy i ledwo może usiedzieć.... I faktycznie nie wytrzymuje, odwracając się w tył i że to niby przyglądając raz i drugi i trzeci pięknemu krajobrazowi miasta Kraków....
Udaję, że piszę smsa... (ale też ileż można pisać smsa?) Jednak małoskuteczny sposób. Pan odwraca się po raz trzeci aby zapytać:
Pan: Czy chciałaby pani śpiewać w chórze?
Ja: ?! [let me think...] Nie?...
Pan: Alt? Sopran?
Ja: ?!
Pan: Czyli nic z tych rzeczy...
Jednak chyba śnię... Niech mnie ktoś uszczypnie...
Pan: Nie śpiewała kiedyś pani w chórze, scholi, kościele??
Ja: NIE.
Pan: I nie chciałaby pani?
Ja: NIE. NIE MAM GŁOSU!
Pan: A pani studiuje?
Ja: Nie
Pan: Jeszcze nie, czy już nie?
Ja: Już nie
Pan: To w takim razie chór dla absolwentów...
Ja: Przecież mówię, że... NIE MAM GŁOSU.
Pan:Uhm... Tam nie ma przesłuchań!
Ja: Nie DZIĘKUJĘ.
Pan: Ten chór jest mieszany. Jest tam wiele pań. Wszystkie są śliczne... A i pani by nie odbiegała...
Ja: [w myślach chwytam się za głowę]

Przez kolejne przystanki nasłuchałam się jeszcze wielu innych wspaniałych argumentów nt tego dlaczego warto śpiewać w chórze m.in:
1. Bo pan był w Schanghaju
2. Bo pan w tym roku leci do Mechico city
3. Bo pan był w Madrycie...

Znam też dokładne godziny prób chóru. Jakie dni, kiedy sami mężczyźni, kiedy same kobiety, kiedy wszyscy razem...

Miałam też lekcję geografii i kulturoznawstwa.

Film, z którego wracałam mówił o wyborach. Pomijam oczywiście ocenę tego filmu, jednak generalne przesłanie dot. tego, że zależności od tego jakiego wyboru dokonasz będziesz wieść inne życie. Toteż teraz teraz jak mi się coś nie uda pomyślę z wyrzutem: "a mogłam być teraz w Schanghaju!"

czwartek, 23 grudnia 2010

Zabiorę Cię windą w empiku

Rzadko jeżdżę windą w empiku... A tym razem coś mnie podkusiło... Bo akurat byłam na 1szym piętrze. Zrobiłam już zakupy i przechodziłam koło windy, kiedy akurat się otworzyła. Myślę - "1 piętro... ale jak już jest to zjadę". Wsiadam ja i pewna dziewczyna w moim wieku, która pierwsza wciska "0"... Jednak okazuje, że 2 osoby, które już tam były jada na 3cie. "No trudno, to przecież winda - wyjedziemy, zjedziemy..."

Na 3cim wysiadają wspomniane 2 osoby, a wsiada jeszcze pewna para - również w moim wieku oraz babcia. Każdy z nas pokolei wciska "0"... Pokolei? Bo przycisk się nie zaświeca i winda stoi...
Wciskamy, wciskamy (nikomu nie przychodzi nawet do głowy, żeby wysiąść). Komentarze: "a może się zaświeci?", "spróbuj jeszcze raz"... Upływają tak z 2 min, na co odzywa się:
Babcia: ale może trzeba coś.... wcisnąć?
My: cały czas wciskamy...

I wciskamy dalej. Nic nie działa:
Dziewczyna nr 1: ewentualnie... jest też dzwonek :D
Jednak nikt nie wydał na ten pomysł żadnych oznak entuzjazmu... Więc wciskamy dalej...
Dziewczyna nr 2 [do chłopaka nieśmiało...]: a może... schody?
Dziewczyna nr 1: E, może ktoś ściągnie windę z dołu...
Chłopak: Tak, tak, ktoś ściągnie windę...

Babcia: Proszę otworzyć, ja sobie pójdę schodami...
Dziewczyna nr 1 [po tym jak babcia wysiada]: No, może ona nas ściągnie... (:D:D:D)
Stoimy tak jeszcze z minutę, ale nic się nie dzieje.

Dziewczyna nr 1: Ech, przepraszam bardzo - ja się jednak przejdę...
Więc uznajemy, że trudno - wszyscy się przejdziemy.
Wychodząc z windy, mijamy się z pewną Panią, która wsiada. O dziwo, nikomu nie przychodzi do glowy zwrócenie uwagi na "awarię", a wręcz przeciwnie słyszę za sobą głosy:
Dziewczyna zatrzymuje chłopaka wskazając na osobę, która właśnie wsiadła i drzwi się za nią zamknęły:
Dziewczyna nr 2: Zaczekaj! Ja muszę to zobaczyć...

A co Ty tu chcesz "chłopczyku"?

W pewnej firmie, w pokoju nowego dyrektora działu x odbywa się spotkanie projektowe.
W pewnym momencie pan w wieku starszym otwiera drzwi, w ręku trzyma stertę papierów. Jednak zmieszany najwyraźniej faktem przerwania spotkania, zamyka szybko drzwi bez słowa.
Kontynuujemy.
Po około 0,5 h sytuacja się potwrza. Jednak przed zamknięciem drzwi powstrzymuje starszego pana uwaga:
Dyrektor: Pan do mnie?
Starszy pan: Tak.
Dyrektor: W jakiej sprawie?
Starszy pan: ...mam w zasadzie wiele "spraw".
Dyrektor: Ale o co chodzi?
Starszy pan: ...delegacja
Dyrektor: Ale jaka delegacja?
Starszy pan: y, bo.. o ten Poznań chodzi. Musi mi pan do tego zrobić delegację.
Dyrektor [z lekką pretensją]: Panie, ja 20 lat nie robiłem delegacji!
Starszy pan: ?!
Dyrektor: Ale pan wie o co chodzi?
Starszy pan [ nie rozumie toru rozmowy]: ?!
Dyrektor: To niechże się pan dowie i pan przyjdzie.
Starszy pan ["otrzeźwiały"]: ale JA WIEM o co chodzi
Dyrektor: no to JA do PANA przyjdę!

niedziela, 5 grudnia 2010

Spienione mleko było

Impreza urodzinowa Koleżanki.
Koleżanka jest zajęta przyjmowaniem gości, więc postanawiamy poprosić Gospodarza domu o 2 kawy ;-). Oczywiście nie ma problemu i Gospodarz znika w kuchni... Po około 15 min, wbiega (dosłownie) do pokoju niosąc 2 filiżanki i krzyczy na Wspólokatora, który akurat stoi mu na drodze między drzwiami a stołem:
Gospodarz: Odsuń się!!!
Następnie w mgnieniu oka kładzie przed nami 2 kawy ze... spienionym mlekiem! I wskazując na zanikającą już w połowie piankę w mojej filiżance podkreśla szybko:
Gospodarz: Ale widzisz?? BYŁA!! :]