Tak się czasem zastanawiam czy ktoś mi nie podstawia tych ludzi w autobusach, tramwajach etc...
Na dowód historia...
Wsiadam pod Galerią Krakowską do autobusu 304. Ponieważ to "pętla" autobus czeka jeszcze te 5 min do odjazdu... W międzyczasie przychodzi młody pan (lat koło 30) i siada przede mną tyłem do mnie. Nagle odwraca się z zapytaniem:
Pan: Czy pani wie o której on odjeżdża?
Ja: 21:25
Pan: Aha.
Ja:...
Pan: A dawno przyjechał?
Ja:...dopiero co
Pan: Aha... [potakując głową] bo on tu ma krótkie postoje. Dłuższe ma w Wieliczce. Ale za to tu stoi zwykle tak z 10 min.
Ja:...
Pan: ...O tak. Zdecydowanie 10 min. Krótki tu stoi. W Wieliczce zdecydowanie dłużej.
Temat jest dla mnie niezmiernie nurtujący. Jednak bezczelnie udaję, że piszę smsa. Nie komentuję. Toteż i pan po pewnym czasie się "uspokaja", by powrócić z pytaniem:
Pan: A gdzie on się zatrzymuje na końcu w Wieliczce?
Ja: Nie wiem...
Pan: No gdzie ta pętla jest? Na Asnyka?
Ja: Szczerze? Nie mam POJĘCIA.
Pan [do siebie]: Raczej na Asnyka... Chyba, że to Gdowska... Nie raczej Asnyka...
Ja: NIE WIEM.... Na pewno za rynkiem
Pan: To oczywiste, że za rynkiem.
Ja:...
Po kliku minutach odzywa się automat...
Automat: "Linia 304. Kierunek Wieliczka..."
Pan: To znaczy, że jest 25 po.
Myślę, "uff, bez tej informacji mogłabym się nie odnaleźć i nie wiedzieć czemu autobus rusza".
Jedziemy. Udaję, że piszę smsa za smsem (zresztą 3 już i tak zdążyłam wysłać do Patysio z zapytaniem czy ten film - Mr Nobody - z którego wydawało mi się, że wracam, nadal trwa, ponieważ wydaje mi się, że w tej chwili rzeczywistość mi najbliższa odznacza się równym brakiem logiki).
Mijamy kilka przystanków. Teoretycznie w ciszy. Choć widzę, że pan ma jakieś nerwowe odruchy i ledwo może usiedzieć.... I faktycznie nie wytrzymuje, odwracając się w tył i że to niby przyglądając raz i drugi i trzeci pięknemu krajobrazowi miasta Kraków....
Udaję, że piszę smsa... (ale też ileż można pisać smsa?) Jednak małoskuteczny sposób. Pan odwraca się po raz trzeci aby zapytać:
Pan: Czy chciałaby pani śpiewać w chórze?
Ja: ?! [let me think...] Nie?...
Pan: Alt? Sopran?
Ja: ?!
Pan: Czyli nic z tych rzeczy...
Jednak chyba śnię... Niech mnie ktoś uszczypnie...
Pan: Nie śpiewała kiedyś pani w chórze, scholi, kościele??
Ja: NIE.
Pan: I nie chciałaby pani?
Ja: NIE. NIE MAM GŁOSU!
Pan: A pani studiuje?
Ja: Nie
Pan: Jeszcze nie, czy już nie?
Ja: Już nie
Pan: To w takim razie chór dla absolwentów...
Ja: Przecież mówię, że... NIE MAM GŁOSU.
Pan:Uhm... Tam nie ma przesłuchań!
Ja: Nie DZIĘKUJĘ.
Pan: Ten chór jest mieszany. Jest tam wiele pań. Wszystkie są śliczne... A i pani by nie odbiegała...
Ja: [w myślach chwytam się za głowę]
Przez kolejne przystanki nasłuchałam się jeszcze wielu innych wspaniałych argumentów nt tego dlaczego warto śpiewać w chórze m.in:
1. Bo pan był w Schanghaju
2. Bo pan w tym roku leci do Mechico city
3. Bo pan był w Madrycie...
Znam też dokładne godziny prób chóru. Jakie dni, kiedy sami mężczyźni, kiedy same kobiety, kiedy wszyscy razem...
Miałam też lekcję geografii i kulturoznawstwa.
Film, z którego wracałam mówił o wyborach. Pomijam oczywiście ocenę tego filmu, jednak generalne przesłanie dot. tego, że zależności od tego jakiego wyboru dokonasz będziesz wieść inne życie. Toteż teraz teraz jak mi się coś nie uda pomyślę z wyrzutem: "a mogłam być teraz w Schanghaju!"
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz