sobota, 26 maja 2012

Nieugięta czasoprzestrzeń

Będąc w Wiśle, chcemy samochodem dotrzeć do pobliskiej miejscowości... Koleżanka pilotuje na podstawie mapy wydrukowanej z googli...

Pilotka: Teraz na rondzie w lewo, potem prosto i w prawo....
I tak jedziemy...
Kierowca [oczekując na dalsze wskazówki]: A teraz jak?
Pilotka: A teraz to nie wiem
My: ???
Pilotka: Bo wiecie teraz, to my jesteśmy poza mapą...

Kiedy ulotkarz przestaje grzecznie prosić...

Z rozmów na skypie...

[17:46:47] E: piekę sobie i nagle dzwoni domofon
[17:46:54] E: my z J. zdziwione kogo licho niesie
[17:47:00] E: podnoszę słuchawkę
[17:48:37] E: ja:  słucham?
facet (tonem kategorycznym): Ulotki, proszę otworzyć!
ja (z niedowierzaniem): Przepraszam, co?
facet (takim samym tonem): Ulotki! proszę otworzyć!!
ja: ale my nie chcemy ulotek!
[17:48:37] E: :D
[17:48:41] E:nie wpuściłam go
[17:48:44] E:bo mnie zbulwersował

Nocne "jazdy"

Wracając z festiwalu filmowego wczoraj w Krakowie, wpadłam na genialny w swej istocie pomysł powrotu "inną drogą niż tu przyjechałyśmy" (w domyśle: skrótem), który to uzyskał 100% poparcie moich drogich Koleżanek... "Skrót" ten wcześniej przeanalizowałam na mapie będąc jeszcze w pracy, więc drogę "kojarzyłam", a poza tym spisałam jeszcze nazwy ulic i ew. kilka znaków rozpoznawczych tp. rondo.

Generalnie cała zabawa zaczynała się od tego, że trzeba było skręcić w Kocmyrzowską w lewo, a dalej już tylko przez Kocmyrzowską, Bieńczycką prosto prosto prosto... aż do 3go na naszej drodze ronda, które miało być rondem Mogilskim :> Czy można się zgubić, na prawie prostej drodze? Teoretycznie nie.

Jednak nie wzięłyśmy pod uwagę, że w piątek, po dniu pracy, festiwalu i godzinie prawie 00.00 w nocy, powiedzenie (w tym przypadku) "co trzy głowy to nie jedna" absolutnie - nie sprawdza się! :D

No to jedziemy...

Ja: Kocmyrzowską w lewo....
J: O jest!
Ja: Ok! To skręcam...

I jedziemy.... Kocmyrzowska na mapie była bardzo długa, więc nie dziwi nas to, że ciągnie się i ciągnie... Jednak nasza "kobieca intuicja" zaczyna zwąchiwać swego rodzaju nieprawidłowość kiedy droga staje się coraz ciemniejsza (totalny brak oświetlenia) a wokół jakoś tak pusto... Wymieniamy się spostrzeżeniami, ale jedziemy dalej... 

Ja: Jest rondo! To pewnie to Kocmyrzowskie... Choć... jakieś dziwne... małe...
E: A na rondzie jak?
Ja: Prosto!...
(...)
My [z niedowierzaniem patrząc na znak]: PRUSY?! 
J: Wyjeżdżamy z Krakowa...
Ja: Ale to jest niemożliwe...
J: Ale tak mówi znak!
Ja: Hmmm... Zawrócić? Może pojedźmy jeszcze kawałek...
(...)
Ja: O! Drugie rondo... Trzecie to ma być niby Mogilskie....

Wypowiadając te słowa mijamy znak z napisem "Dojazdów". Zresztą wokół ciemno, ni żywej duszy tudzież "żywego" samochodu i w najśmielszych oczekiwaniach nie można się było spodziewać, że trzecie rondo to będzie wielkie, ruchliwe, krakowskie rondo Mogilskie...

Ja: Hmmm... No dobra, może jednak zawróćmy do miejsca, z którego wyjeżdżałyśmy i wróćmy normalną drogą, tą którą przyjechałyśmy?

Dziewczyny się zgodziły, więc jedziemy... Rondo drugie, pierwsze... Kocmyrzowska i...w pewnym momencie doznajemy olśnienia:

J: Ale już mijałyśmy dziś ten przystanek?
Ja: Racja! Coś tu jest nie tak! Trzeba zawrócić!

Po krótkim postoju, przeanalizowaniu mapy i stwierdzeniu "trzeba się trzymać drogi 776, bo prowadzi na Kraków" jedziemy...

J: A nie jedziemy tą samą drogą co przed chwilą?
Ja: Yyy...
J: A ten kościół już mijałyśmy?
Ja: Niestety chyba tak...

I znowu rondo... Prusy?!...rondo...Dojazdów?! Zawracamy!

I tu zmęczenie dało się na chwilę pokonać niesfornej, atakującej nas swą istotą przestrzeni i zgodnie doszłyśmy do wspólnego wniosku, że:
1. Skoro zawróciłyśmy, to oczywiste, że mijamy te same ronda i miejscowości
2. Nie powinnyśmy były ten drugi raz z Kocmyrzowskiej w ogóle przecież zawracać
3. Powinnyśmy były jak już pierwszy raz zawróciłyśmy jechać prosto Kocmyrzowską i faktycznie trzymać się drogi 776, ale w drugą stronę!

P.S. Nic nie piłyśmy, mamy raczej IQ na satysfakcjonującym poziomie... Myślę, że coś musiało być w powietrzu na tej Hucie.... :D



niedziela, 6 maja 2012

Szukajcie a znajdziecie

Otóż polowałam na tę siatkę do prania bielizny, wiec wchodzę do Leroya, ażeby się zapytać, czy mają - podchodzę do punktu informacyjnego...

ja: dzień dobry, czy dostane u państwa takie siateczki do prania bielizny?
pani: yyyy.... proszę zapytać na dziale farb lub na dekoracjach
ja (patrząc w głąb sklepu i czytając nazwy działów): a może... na łazienkach?
pani: no, tam tez mogą być
ja: (dziękuję i idę w stronę działu łazienek - tam podchodzę do punktu obsługi) Dzień dobry, czy dostane u państwa takie siatki do prania bielizny?
pani 1: nie....
pani 2: tak! (do pozostałej dwójki) widzieliście gdzieś takie siatki?
pan: tak - w Auchan na dole!
pani 2: ale u nas
pan (do mnie): proszę spytać na dziale metalowym
ja: METALOWYM?
pan: tak, oni tam mają wszystko
pani 2(dzwoni gdzieś): słuchaj, nie wiesz gdzie na sklepie są siatki do pralki do prania? przy kasach? aha.... a na dziale? aha... (do mnie) Generalnie te siatki przejął dział kuchenny, ale proszę poszukać przy kasach - powinny być wystawione.
(to idę do kas - przy trzeciej mijanej ujrzałam siatki. Idę do kasy) 
kasjerka: O, to gdzie pani znalazła te worki?
ja: tu, przy kasie 
kasjerka: O, nawet nie wiedziałam, że my takie coś mamy!


Byle do celu... Ale gdzie jest cel?

W drodze z Wisły do Cieszyna, zatrzymujemy się na przystanku, aby zapytać w którą stronę do centrum, oczekującego tam pana.
Ja: Przepraszam! Którędy dojedziemy do centrum?
Pan: Do centrum?! To tak: pojedziecie prosto, w lewo, prosto, łukiem w prawo, na skrzyżowaniu do góry, w prawo, na rondzie... raz... dwa... trzy... trzecia w prawo, potem na skrzyżowaniu w lewo i już...
Że nie miałyśmy dyktafonu, ani kartki żeby zapisać... :P
Ja: Yyy czy może pan powtórzyć?
Pan: Tak....
W tym momencie na przystanek wjeżdża samochód - jak się okazuje po naszego "instruktora".
Kierowca tamtego samochodu: A dokąd jadą?
Pan: Do centrum.
Kierowca tamtego samochodu: Niech jadą za mną!
My: Dziękujemy!

Jedziemy, jedziemy, jedziemy.....

Ja: A właściwie? Ile mamy za nim jechać? Skąd będziemy wiedzieć, że TO jest CENTRUM?

P.S. Na szczęście nie zajechałyśmy za panem pod dom, pan zczaił problem i w pewnym momencie zatrzymał przed parkingiem i pomachał ręką nakazująco "wjedźcie tu i odczepcie się" :D

Prawo, lewo...

Jedziemy na majówkę... 

Koleżanka (kierowca) [wskazując na skrzyżowanie]: Hmmm.... a teraz jak mam jechać?
Koleżanka (pilotka): Tam!
Koleżanka (kierowca): W ostatniej chwili skręca w prawo...
Koleżanka (pilotka): Ale mówiłam, że w lewo!
Koleżanka (kierowca): A skąd miałam wiedzieć, że "tam" to znaczy "w lewo"?
Koleżanka (pilotka): (...) ja rozpoznaje po pierścionku - mam go na prawej ręce.
Ja: A jak przełożysz?
Koleżanka (pilotka): Hmm.... ;-)

Trochę później...

Koleżanka (pasażerka): A czekajcie, a teraz jak jedziemy?
Koleżanka (pilotka): Teraz w... prraaawo, potem w lewo [wskazuje rękami odpowiednie kierunki], prawo... lewo...
Koleżanka (pasażerka): Ale nie ucz mnie, ja wiem jak są kierunki :>
Koleżanka (pilotka): Nie nie, ja SOBIE przypominam...