niedziela, 6 maja 2012

Byle do celu... Ale gdzie jest cel?

W drodze z Wisły do Cieszyna, zatrzymujemy się na przystanku, aby zapytać w którą stronę do centrum, oczekującego tam pana.
Ja: Przepraszam! Którędy dojedziemy do centrum?
Pan: Do centrum?! To tak: pojedziecie prosto, w lewo, prosto, łukiem w prawo, na skrzyżowaniu do góry, w prawo, na rondzie... raz... dwa... trzy... trzecia w prawo, potem na skrzyżowaniu w lewo i już...
Że nie miałyśmy dyktafonu, ani kartki żeby zapisać... :P
Ja: Yyy czy może pan powtórzyć?
Pan: Tak....
W tym momencie na przystanek wjeżdża samochód - jak się okazuje po naszego "instruktora".
Kierowca tamtego samochodu: A dokąd jadą?
Pan: Do centrum.
Kierowca tamtego samochodu: Niech jadą za mną!
My: Dziękujemy!

Jedziemy, jedziemy, jedziemy.....

Ja: A właściwie? Ile mamy za nim jechać? Skąd będziemy wiedzieć, że TO jest CENTRUM?

P.S. Na szczęście nie zajechałyśmy za panem pod dom, pan zczaił problem i w pewnym momencie zatrzymał przed parkingiem i pomachał ręką nakazująco "wjedźcie tu i odczepcie się" :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz