Wracając z festiwalu filmowego wczoraj w Krakowie, wpadłam na genialny w swej istocie pomysł powrotu "inną drogą niż tu przyjechałyśmy" (w domyśle: skrótem), który to uzyskał 100% poparcie moich drogich Koleżanek... "Skrót" ten wcześniej przeanalizowałam na mapie będąc jeszcze w pracy, więc drogę "kojarzyłam", a poza tym spisałam jeszcze nazwy ulic i ew. kilka znaków rozpoznawczych tp. rondo.
Generalnie cała zabawa zaczynała się od tego, że trzeba było skręcić w Kocmyrzowską w lewo, a dalej już tylko przez Kocmyrzowską, Bieńczycką prosto prosto prosto... aż do 3go na naszej drodze ronda, które miało być rondem Mogilskim :> Czy można się zgubić, na prawie prostej drodze? Teoretycznie nie.
Jednak nie wzięłyśmy pod uwagę, że w piątek, po dniu pracy, festiwalu i godzinie prawie 00.00 w nocy, powiedzenie (w tym przypadku) "co trzy głowy to nie jedna" absolutnie - nie sprawdza się! :D
No to jedziemy...
Ja: Kocmyrzowską w lewo....
J: O jest!
Ja: Ok! To skręcam...
I jedziemy.... Kocmyrzowska na mapie była bardzo długa, więc nie dziwi nas to, że ciągnie się i ciągnie... Jednak nasza "kobieca intuicja" zaczyna zwąchiwać swego rodzaju nieprawidłowość kiedy droga staje się coraz ciemniejsza (totalny brak oświetlenia) a wokół jakoś tak pusto... Wymieniamy się spostrzeżeniami, ale jedziemy dalej...
Ja: Jest rondo! To pewnie to Kocmyrzowskie... Choć... jakieś dziwne... małe...
E: A na rondzie jak?
Ja: Prosto!...
(...)
My [z niedowierzaniem patrząc na znak]: PRUSY?!
J: Wyjeżdżamy z Krakowa...
Ja: Ale to jest niemożliwe...
J: Ale tak mówi znak!
Ja: Hmmm... Zawrócić? Może pojedźmy jeszcze kawałek...
(...)
Ja: O! Drugie rondo... Trzecie to ma być niby Mogilskie....
Wypowiadając te słowa mijamy znak z napisem "Dojazdów". Zresztą wokół ciemno, ni żywej duszy tudzież "żywego" samochodu i w najśmielszych oczekiwaniach nie można się było spodziewać, że trzecie rondo to będzie wielkie, ruchliwe, krakowskie rondo Mogilskie...
Ja: Hmmm... No dobra, może jednak zawróćmy do miejsca, z którego wyjeżdżałyśmy i wróćmy normalną drogą, tą którą przyjechałyśmy?
Dziewczyny się zgodziły, więc jedziemy... Rondo drugie, pierwsze... Kocmyrzowska i...w pewnym momencie doznajemy olśnienia:
J: Ale już mijałyśmy dziś ten przystanek?
Ja: Racja! Coś tu jest nie tak! Trzeba zawrócić!
Po krótkim postoju, przeanalizowaniu mapy i stwierdzeniu "trzeba się trzymać drogi 776, bo prowadzi na Kraków" jedziemy...
J: A nie jedziemy tą samą drogą co przed chwilą?
Ja: Yyy...
J: A ten kościół już mijałyśmy?
Ja: Niestety chyba tak...
I znowu rondo... Prusy?!...rondo...Dojazdów?! Zawracamy!
I tu zmęczenie dało się na chwilę pokonać niesfornej, atakującej nas swą istotą przestrzeni i zgodnie doszłyśmy do wspólnego wniosku, że:
1. Skoro zawróciłyśmy, to oczywiste, że mijamy te same ronda i miejscowości
2. Nie powinnyśmy były ten drugi raz z Kocmyrzowskiej w ogóle przecież zawracać
3. Powinnyśmy były jak już pierwszy raz zawróciłyśmy jechać prosto Kocmyrzowską i faktycznie trzymać się drogi 776, ale w drugą stronę!
P.S. Nic nie piłyśmy, mamy raczej IQ na satysfakcjonującym poziomie... Myślę, że coś musiało być w powietrzu na tej Hucie.... :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz