niedziela, 14 grudnia 2014

Znać umiar

Kolega z innego działu wpada do naszego działu z zapytaniem:

Kolega: Hej, idziecie na imprezę firmową w piątek?
Wszyscy [zgodnie tak jak by to było oczywiste]: Nie, nie... Nie idziemy.
Kolega [zdziwiony]: Dlaczego??
Koleżanka: Mamy już plany na sobotę.

Co za dużo to nie zdrowo!

W odpowiedzi na pytanie "Jak było na imprezie firmowej"...

Kolega: "Pani lała takie drinki, że 3/4 szklanki wódki i 1/4 soku... Zmartwiło mnie to. Postanowiłem wyjść..."

niedziela, 3 sierpnia 2014

Nic nie robić

Rozmawiamy z Koleżanką o pracoholizmie w kontekście wakacji... Czyli innymi słowy, jak nadmiar pracy i ciągłe życie w biegu wpływa na wypoczynek...

Koleżanka: W tym roku byłam w Turcji... Cały czas na początku myślałam o tym, że może powinnam była wziąć jakieś książki, żeby się pouczyć na kurs, albo nadrobić naukę języka, albo jeszcze o innych paru sprawach, które powinnam robić, podczas gdy beztrosko pojechałam sobie na wakacje...

Jednego wieczoru przechadzałam się po porcie i na jednym ze statków zobaczyłam kobietę, która po prostu leżała i opalała się... I wtedy zapaliła mi się lampka i pomyślałam: "To tak można??... Nic nie robić?!..."

W związku z powyższym następnego dzień spędziłam w następujący sposób:
1) śniadanie
2) wodny aerobik
3) opalanie przy basenie
4) obiad
5) plotki ze znajomymi
6) spacer po plaży
7) pływanie
8) czytanie
9) kolacja
10) i jakaś tam wieczorna wycieczka ze znajomymi...

... I NIC nie robiłam!

Ktoś przecież musi pracować...

Na spotkaniu z klientem ustalamy kto idzie na urlop i kiedy, żeby odpowiednio uwzględnić to w planie projektu:

Ja: Well, I am in the office for the next 2 weeks and then come back on 1st of September
Koleżanka: This is my last day today...
Klient: OK, and you Maciek?
Kolega: Hmm, I thought I would go at the beginning of September,but actually I have not planned yet...
Klient: Good! Keep it that way!

czwartek, 26 czerwca 2014

Mistrzowie marketingu

W "osiedlowym" sklepiku spożywczym, w którym znajduje się również kolektura, pewien pan płaci za zakupy, a następnie podaje Pani sprzedawczyni kupon lotto do sprawdzenia... Pani po "przepuszczeniu" kuponu przez maszynę komentuje:

"Przepraszamy, brak wygranej..."

Toteż pan na te słowa zbiera resztę i już prawie ma się obracać na jednej nodze, kiedy pani z uśmiechem kończy myśl:

"...jednak zapraszają do dalszej gry :-)))"

No i kupił następny... ;-)

niedziela, 22 czerwca 2014

Gdzie się zaczyna skrajny optymizm?

Siostrzenica koleżanki (około 3 lat) wzięła udział w zawodach biegowych podczas pewnego rodzinnego pikniku. Na metę przybiegła ostatnia...

Po tym zdarzeniu chwali się babci:

"Babciu! Wygrałam wyścig... od końca!"

Tak trzymać! Z optymizmem żyje się zdecydowanie lepiej :)

A to pech!


W minioną sobotę wraz z koleżanką i moją siostrą wybrałyśmy się na spacer do Puszczy Niepołomickiej...

Spacerując zielonymi, choć monotonnymi ścieżkami, spotkałyśmy bardzo interesującego  pana z psem. Pan miał dwie pasje - astronomia (z racji wykonywanego zawodu) i rasa Alaskan malamute (z racji posiadanego cudownego czworonożnego przyjaciela).
Dodatkowo jego łatwość opowiadania / dzielenia się informacjami sprawiała, że szybko mijały kolejne odcinki zadrzewionych ścieżek.
Nagle, z racji otoczenia, temat zszedł na "kleszcze"...

Pan z psem: ...te kleszcze...Wszyscy mówią tyle o tym, że ta borelioza, zapalenie opon mózgowych... A to w sumie nie jest prawda... Mało gdzie te kleszcze przenoszą te choroby... Fakt faktem, jest ich dużo... A jak jest wysyp, to z psa takich kilkanaście można zebrać po spacerze... Ale ogólnie, raczej nie przenoszą chorób... Trzeba mieć naprawdę pecha, żeby się np. taką boreliozą od kleszcza zarazić...

Koleżanka: ...hmm to ja właśnie takiego pecha mam... od 10 lat się leczę.

Pan z psem [empatycznie]: Na boreliozę?

Koleżanka: Tak.

Pan z psem: Ja też. Od 30-stu...

Więc jeśli w grupie "4 osoby + 1 pies", zdrowe są nadal "2 osoby + 1 pies" to ja się trochę boję tego pecha... ;-)

niedziela, 9 marca 2014

Za wysokie progi...

W pewnym szpitalu, do którego trafiła 4-letnia siostrzenica koleżanki z powodu rota wirusa, rządy sprawowała nie grzesząca empatią pani ordynator...
 
Na tym samym oddziale znalazły się również inne dzieci z podobną przypadłością. Wymóg do wyjścia do domu w tej "bajce" był natomiast taki, że szczęśliwe zakończenie gwarantowała "zdrowa" kupa... :D W praktyce wyglądało to tak, że panie pielęgniarki miały za zadanie monitorować codziennie ten stan i zdawać relacje "wyżej"...
 
Pewnego dnia pani ordynator na obchodzie zwróciła uwagę jednej z mam...

Pani ordynator [wskazując na podwinięte prześcieradło na łóżeczku jej córki, pretensjonalnym tonem]: Ależ proszę poprawić to prześcieradło! Ta ceratka pod nim ma służyć jeszcze wielu dzieciom!....

Mama [nie mając zapewne może nawet na uwadze chęci odgryzienia się, choć podświadomie może marząc już o wyjściu ze szpitala, informuje panią ordynator stoickim, rzeczowym tonem]: Dobrze... A tam w łazience, czeka na panią kupa.

...pani ordynator była O-BRA-ŻO-NA. :D

czwartek, 27 lutego 2014

A ile Wam zajmuje parkowanie? ;-)

Koleżanka przychodzi ze zniesmaczoną miną do pracy...

Koleżanka: Wyobraźcie sobie, że parkowałam dziś 20 minut!!!

Kolega [z pełną powagą]: A wydawało mi się, że raczej dobrze jeździsz?...

niedziela, 23 lutego 2014

Rota wirus oczami dziecka

Siostrzenica koleżanki po tygodniu pobytu w szpitalu z powodu rota wirusa, po tym jak już przeszły chwile kryzysowe, zostaje zastana jak siedzi na łóżeczku i bawi się zabawkami - szczur, lalka i coś tam jeszcze... Wszystkie po kolei przykłada do miseczki i mówi:

Siostrzenica koleżanki: Spokojnie... Wymiotujcie sobie... Ja wyleję..

czwartek, 20 lutego 2014

Dziecko prawdę Ci powie...

Siostra koleżanki wybierała się na coroczny pracowy bal. Przymierzała różne zestawy typu sukienka + biżuteria, aż w wybranym takim zestawie postanowiła zejść na dół, aby się przejrzeć w lustrze...
Na dole jednak zamiast lustra ujrzała swoją 4-letnią córkę stojącą w bezruchu i wpatrzoną w nią jak w obrazek. Pierwsza słowna natomiast reakcja dziecka była następująca:
 
"Wow."
 
 
Nie wiem co zrobiła dalej siostra koleżanki, ale myślę, że w takim układzie lustro mogło iść się paść... ;-)

poniedziałek, 17 lutego 2014

Słodka niespodzianka

Stoję za na stacji Orlen za ojcem z małym chłopczykiem (może 2-3 letnim). Na wysokości chłopca wyłożone są przed ladą Kinder niespodzianki:

Chłopiec [pokazując palcem na Kinder niespodziankę i patrząc równocześnie w górę na ojca]: A może to?
Ojciec: Oj nie. To na pewno nie... Ale mam dla Ciebie w samochodzie niespodziankę.
Chłopiec: Tak?
Ojciec: Tak, słodką niespodziankę.
Chłopiec [patrząc już przed siebie, tęsknym wzrokiem, stwierdza poważnym tonem]: Byle była DUŻA...