Lotnisko, spacerujemy w oczekiwaniu na samolot do Amsterdamu. Nagle zaczepia nas pan oferujący karty miles&more.
Pan: (...) i czy pani wie, że pani sobie może nabić na tej karcie mile do 12 miesięcy wstecz?
Ja: 12 miesięcy wstecz?
Pan: Tak - czy latała pani 12 miesięcy wstecz?
Ja: 12 miesięcy wstecz? [zamyślenie] Ależ NIE.
Pan: Aha, nie...
Ja: ale 12 miesięcy wstecz?
Pan: Tak, 12 miesięcy... :>
Ja: aaaa! to oczywiście, że TAK!
Pan: ...
P.S. Konkluzji brak :P
wtorek, 31 sierpnia 2010
Sprawiedliwie
Spotkanie statusowe ad. projektu X. Trwa dyskusja o tym jak to będzie po wdrożeniu systemu Y.
Uczestniczka 1: Więc jak to wdrożymy, dla grupy B, to oni będą już mieć tak jak ma grupa A. Czyli wszyscy będą mieli tak samo.
Uczestniczka 2: Czyli wszyscy będą mieli źle...
Uczestniczka 1: Ale wszyscy tak samo! - czyli dobrze.
Uczestniczka 1: Więc jak to wdrożymy, dla grupy B, to oni będą już mieć tak jak ma grupa A. Czyli wszyscy będą mieli tak samo.
Uczestniczka 2: Czyli wszyscy będą mieli źle...
Uczestniczka 1: Ale wszyscy tak samo! - czyli dobrze.
Kawał pasztetu
Kolejka w mięsnym - zakupów właśnie dokonuje para w średnim wieku; pani konkretnych rozmiarów, pan nie gorzej; oczywiście kupują mięsa w ilościach jak na rzymską orgię.
Pani: ...i jeszcze kawałeczek tego pasztetu poproszę!
Ekspedientka pokazuje nożem jak duży kawałeczek
Pani: nie, dalej! jeszcze trochę! o, tutaj!
Ekspedientka: Tyle? [pokazuje KAWAŁ pasztetu] Tak się upewniam, bo myślałam, że chciała pani kawałek...
Pani: No przecież to JEST kawałek.
Pan: Duża baba to duży kawałek!
Pani[urażona]: To dla mnie i dla psa!
Pan: Taaa... już widzę, że się psu coś dostanie...
Pani: ...i jeszcze kawałeczek tego pasztetu poproszę!
Ekspedientka pokazuje nożem jak duży kawałeczek
Pani: nie, dalej! jeszcze trochę! o, tutaj!
Ekspedientka: Tyle? [pokazuje KAWAŁ pasztetu] Tak się upewniam, bo myślałam, że chciała pani kawałek...
Pani: No przecież to JEST kawałek.
Pan: Duża baba to duży kawałek!
Pani[urażona]: To dla mnie i dla psa!
Pan: Taaa... już widzę, że się psu coś dostanie...
wtorek, 10 sierpnia 2010
Good mood
W pracy odrywamy się nagle od komputerów:
Ja [zwracając się do co-workera]: Jak tam?
Co-worker: Cudownie :))) A u Ciebie?
Ja: Fantastycznie :)))
Co-worker: Tak? No to błogo :)))
Ja [zwracając się do co-workera]: Jak tam?
Co-worker: Cudownie :))) A u Ciebie?
Ja: Fantastycznie :)))
Co-worker: Tak? No to błogo :)))
czwartek, 5 sierpnia 2010
Kalka językowa
W pewnej firmie w Krakowie jest wielu Amerykanów. Jednak uczą się oni polskiego z racji tego, że mieszkają i żyją w Polsce... Toteż koledzy Polacy pragnąc czasem s'challengować rozmowę, w prostych kwestiach zadają pytanie po polsku. I tak pewnego razu:
Koleżanka Roba: Rob, chcesz kawe z mlekiem czy bez?
Rob: Jebie mnie to
Koleżanka Roba: You know, we don't mind, cause we're colleagues... but someone else could've really be offended
Rob: but I was told that this means 'i don't care'
Koleżanka Roba: well, yes... but much closer translation of this would be 'I don't give a fuck'
Rob: oh, I'm really sorry! I didn't realize!
Komentarz Koleżanki Roba po: Dobrze, ze Rob nie poszedł do sklepu i na pytanie sprzedawczyni, czy chce dwa banany czy 2 jablka, nie odpowiedział: Jebie mnie to!']
Koleżanka Roba: Rob, chcesz kawe z mlekiem czy bez?
Rob: Jebie mnie to
Koleżanka Roba: You know, we don't mind, cause we're colleagues... but someone else could've really be offended
Rob: but I was told that this means 'i don't care'
Koleżanka Roba: well, yes... but much closer translation of this would be 'I don't give a fuck'
Rob: oh, I'm really sorry! I didn't realize!
Komentarz Koleżanki Roba po: Dobrze, ze Rob nie poszedł do sklepu i na pytanie sprzedawczyni, czy chce dwa banany czy 2 jablka, nie odpowiedział: Jebie mnie to!']
wtorek, 3 sierpnia 2010
Świetny przepis!
[16:02:04] Anna napisał(a): ja nie chwalę się, ale zrobiłam zajebisty obiad
[16:02:24] Anna napisał(a): spaghetti z łosiem i koperkiem itd
[16:02:27] Anna napisał(a): ehhh
[16:02:32] Anna napisał(a): nie starczy mi dokładki
[16:02:33] Anna napisał(a): :D
(...)
[16:03:07] Patysio napisał(a): spaghetti z łosiem?
[16:03:11] Anna napisał(a): tak
[16:03:14] Anna napisał(a): wędzonym
[16:03:19] Anna napisał(a): mogę dać Ci przepis
[16:03:22] Anna napisał(a): albo lepiej
[16:03:26] Anna napisał(a): przyjedź do mnie
[16:03:30] Anna napisał(a): to Ci zrobię
[16:03:32] Patysio napisał(a): ŁOSIEM?
[16:03:33] Patysio napisał(a): :D
[16:02:24] Anna napisał(a): spaghetti z łosiem i koperkiem itd
[16:02:27] Anna napisał(a): ehhh
[16:02:32] Anna napisał(a): nie starczy mi dokładki
[16:02:33] Anna napisał(a): :D
(...)
[16:03:07] Patysio napisał(a): spaghetti z łosiem?
[16:03:11] Anna napisał(a): tak
[16:03:14] Anna napisał(a): wędzonym
[16:03:19] Anna napisał(a): mogę dać Ci przepis
[16:03:22] Anna napisał(a): albo lepiej
[16:03:26] Anna napisał(a): przyjedź do mnie
[16:03:30] Anna napisał(a): to Ci zrobię
[16:03:32] Patysio napisał(a): ŁOSIEM?
[16:03:33] Patysio napisał(a): :D
Zawiść o buty
Nigdy nie lubiłam WF-u. Co ja mówię, nie znosiłam WF-u, a to dlatego, że zawsze trzeba było robić, to co Pani/Pan kazał - "biegnij", "machaj","zły strój", "odbijaj", "klaskaj", "nieodpowiednie buty", "wstawaj", "pompki", "przysiady"... etc etc....
Dziś pierwszy raz poszłam na pewne zajęcia ruchowe takie "na sali" od czasów ostatniego WF-u - a to już upłynęło "trochę";-). Ale, że tym razem było to pokierowane wewnętrzną potrzebą = bez zewnętrznego przymusu, to myślę - przecież teraz będzie zupełnie inaczej. Oczywiście, ktoś tym będzie kierował, ale bez presji itd. Będzie just fine!... ;-)
No to wchodzę na salę zadowolona z siebie, że taką chęć mam i taką decyzję podjęłam i czekam.
Pani prowadząca: Pierwszy raz?
Ja [myślę, hmmm cieeekawe po czym poznała, skoro nawet nie zaczęliśmy!]: Tak
Pani prowadząca: Na drugi raz w takich butach nie wpuszczam.
Ja [wróciło uczucie sprzed czasów i chęć dyskusji "na przekór" w takich sytacjach :P]: Ale ja mam przebrane buty.
Pani prowadząca: Ale niewygodne i nie trzymają stawu skokowego, a zobaczy pani ile się tu skacze.
Ja: Ech, no ok...
Już nie dyskutowałam, że moje baletki ze złotym połyskiem i zdobione złotą nitką połyskującą w sztucznym świetle sali tanecznej doskonale nadają się na Zumbę i już nie w takich butach tańczyłam/skakałam... :P
...Zresztą to są TAKIE ŁADNE BUTY!!! :D Wniosek: Zazdrość ją zżarła i już! :P
Dziś pierwszy raz poszłam na pewne zajęcia ruchowe takie "na sali" od czasów ostatniego WF-u - a to już upłynęło "trochę";-). Ale, że tym razem było to pokierowane wewnętrzną potrzebą = bez zewnętrznego przymusu, to myślę - przecież teraz będzie zupełnie inaczej. Oczywiście, ktoś tym będzie kierował, ale bez presji itd. Będzie just fine!... ;-)
No to wchodzę na salę zadowolona z siebie, że taką chęć mam i taką decyzję podjęłam i czekam.
Pani prowadząca: Pierwszy raz?
Ja [myślę, hmmm cieeekawe po czym poznała, skoro nawet nie zaczęliśmy!]: Tak
Pani prowadząca: Na drugi raz w takich butach nie wpuszczam.
Ja [wróciło uczucie sprzed czasów i chęć dyskusji "na przekór" w takich sytacjach :P]: Ale ja mam przebrane buty.
Pani prowadząca: Ale niewygodne i nie trzymają stawu skokowego, a zobaczy pani ile się tu skacze.
Ja: Ech, no ok...
Już nie dyskutowałam, że moje baletki ze złotym połyskiem i zdobione złotą nitką połyskującą w sztucznym świetle sali tanecznej doskonale nadają się na Zumbę i już nie w takich butach tańczyłam/skakałam... :P
...Zresztą to są TAKIE ŁADNE BUTY!!! :D Wniosek: Zazdrość ją zżarła i już! :P
Let's talk
W tramwaju facet 1 czyta książkę po angielsku; facet 2 siada koło niego i wpatruje sie z uporem w ksiażkę
f2: excuse me, what is the subject of this book?
f1: it's mathemathics
[temat treści ksiażki był dość obszernie zgłębiony, po czym: ]
f2: oh... are you studying math here in Cracov?
f1: yes
f2: on politechnic?
f1: no, on university of science and technology
f2: oh... (chwila zadumy) Where are you from?
f1: from here
f2: eee... you are Pole?
f1: yes
f2: ... a to ześmy się dogadali!
@ by Patysio
f2: excuse me, what is the subject of this book?
f1: it's mathemathics
[temat treści ksiażki był dość obszernie zgłębiony, po czym: ]
f2: oh... are you studying math here in Cracov?
f1: yes
f2: on politechnic?
f1: no, on university of science and technology
f2: oh... (chwila zadumy) Where are you from?
f1: from here
f2: eee... you are Pole?
f1: yes
f2: ... a to ześmy się dogadali!
@ by Patysio
niedziela, 1 sierpnia 2010
Miejsce jak z reklamy
Inna strefa czasu
Godzina 7:00 - jesteśmy w drodze na nasz przystanek kolejki - Stara Leśna. Droga trochę żmudna więc słuchamy muzyki... z komórki :D
L: Może trochę ciszej... Ludzie mogą jeszcze spać...
A: Biorąc pod uwagę o której wstawałyśmy ostatnio, to wcale tak wcześnie nie jest...
L: Fakt, wczoraj o tej porze to już byłyśmy na szlaku...
L: Może trochę ciszej... Ludzie mogą jeszcze spać...
A: Biorąc pod uwagę o której wstawałyśmy ostatnio, to wcale tak wcześnie nie jest...
L: Fakt, wczoraj o tej porze to już byłyśmy na szlaku...
Stanowczość
Wsiadamy na dworcu w Popradzie do kolejki i siadamy na przeciwko starszej pani.
Starsza Pani [przez chwilę nas obserwuje, po czym odzywa się]: Ale listki musicie se skasować.
L: Ale my już mamy bilety
Starsza Pani: To musicie je skasować
A: Ale my mamy bilety [szukam odpowiedniego słowa] okresowe, tygodniowe, na tydzień, 7 dniowe...
Starsza Pani: To i tak musicie je skasować.
Starsza Pani [przez chwilę nas obserwuje, po czym odzywa się]: Ale listki musicie se skasować.
L: Ale my już mamy bilety
Starsza Pani: To musicie je skasować
A: Ale my mamy bilety [szukam odpowiedniego słowa] okresowe, tygodniowe, na tydzień, 7 dniowe...
Starsza Pani: To i tak musicie je skasować.
Zawiedzenie
Wieczorem:
A: Więc jak zwykle. Jak rano pada, śpimy. Nie pada, wstajemy o 6:00.
Rano:
A: Nie pada. Wstajemy.
L: Ale jak to NIE pada?? :-( Jestem pewna, że słyszałam jak PADAŁO!
A: Więc jak zwykle. Jak rano pada, śpimy. Nie pada, wstajemy o 6:00.
Rano:
A: Nie pada. Wstajemy.
L: Ale jak to NIE pada?? :-( Jestem pewna, że słyszałam jak PADAŁO!
Samokrytka
Wieczorem...
A: Więc wstajemy 4:50 i jeśli pada, idziemy spać dalej. Jeśli nie pada, zbieramy się i wychodzimy.
4:50...
L: Ania wstajemy. Nie pada i nawet jest taka widoczność, że widać Księżyc na niebie.
A [mocno zaspana]: a..y... [wstaję i podchodzę do okna i faktycznie jest Księżyc, ale za małym obłoczkiem] Ale o co chodzi? Jaki Księżyc?! [ziewam i patrząc z tęsknotą w stronę łóżka] Gdzie Ty widzisz Księżyc?
L: No Ania, jak to? Jest Księżyc wstajemy!
A: No dość tego kombinowania! Wstajemy! Wstajemy!
Lucy stoi lekko osłupiona.
Wyjaśnienie przy śniadaniu:
A: Sorry, tak wcześnie rano nie myślę trzeźwo. Muszę się sama sprowadzić na ziemię...
A: Więc wstajemy 4:50 i jeśli pada, idziemy spać dalej. Jeśli nie pada, zbieramy się i wychodzimy.
4:50...
L: Ania wstajemy. Nie pada i nawet jest taka widoczność, że widać Księżyc na niebie.
A [mocno zaspana]: a..y... [wstaję i podchodzę do okna i faktycznie jest Księżyc, ale za małym obłoczkiem] Ale o co chodzi? Jaki Księżyc?! [ziewam i patrząc z tęsknotą w stronę łóżka] Gdzie Ty widzisz Księżyc?
L: No Ania, jak to? Jest Księżyc wstajemy!
A: No dość tego kombinowania! Wstajemy! Wstajemy!
Lucy stoi lekko osłupiona.
Wyjaśnienie przy śniadaniu:
A: Sorry, tak wcześnie rano nie myślę trzeźwo. Muszę się sama sprowadzić na ziemię...
Grunt to trzymać się oznaczeń
Pod chatą Zamkovskiego.
A: Więc idziemy czerwonym pod Łomnicky Stit. Tylko się nie zgubmy! Trzymajmy się czerwonego.
L: Uhm... Tylko, że... to jest zielony....
A: Więc idziemy czerwonym pod Łomnicky Stit. Tylko się nie zgubmy! Trzymajmy się czerwonego.
L: Uhm... Tylko, że... to jest zielony....
Zdjęcia w drodze powrotnej
Idziemy do Chaty Zamkovskiego. Piękna malownicza trasa. Idę pierwsza - za sobą słyszę tylko dźwięk obiektywu. Co chwilę obracam się i wypowiadam kwestię tp:
A: Lucy, daj spokój. Szkoda pogody - zdjęcia zrobimy w drodze powrotnej.
W Chacie Zamkowskiego, patrząc na mapę...
A: Wiesz co, właściwie bez sensu się wracać tą samą drogą. Przejdźmy teraz tą trasą pod Łomnicki Stit...
A: Lucy, daj spokój. Szkoda pogody - zdjęcia zrobimy w drodze powrotnej.
W Chacie Zamkowskiego, patrząc na mapę...
A: Wiesz co, właściwie bez sensu się wracać tą samą drogą. Przejdźmy teraz tą trasą pod Łomnicki Stit...
Bogactwo słownictwa
L [pisze sms-a]: Ania, to co mamy za oknem to jest STRUMIEŃ, czy RZEKA?
A: Zdecydowanie POTOK.
Chodzimy po górach
Wtorek. Wyjątkowo leje. Nie ma sensu nawet wychodzić na szlak, więc spacerujemy po miejscowościach...
L: Pada, a miałyśmy chodzić po górach...
A: Przecież cały czas chodzimy...
L: ?
A: No... Podnóża Tatr Wysokich są generalnie wysoko położone...
L: Pada, a miałyśmy chodzić po górach...
A: Przecież cały czas chodzimy...
L: ?
A: No... Podnóża Tatr Wysokich są generalnie wysoko położone...
Mierzyć wysoko
Wieczorem w pokoju półgłosem czytam przewodnik...
A: "(...) krótsza i prostsza orientacyjnie droga na najwyższy szczyt Tatr, nie łatwiejsza jednak od dr. 147, ale gdy w początku lata leżą śniegi niebezpieczna (wypadki śmiertelne)..."
Patrzę na Lucy - nic nie mówi...
A: No, ale to nie jest początek lata...... Tylko w sumie piszą, że z przewodnikiem... :/
L [mina bezcenna, próbująca wybadać, czy to już jest ta granica między żartem a powagą?...]
A: "(...) krótsza i prostsza orientacyjnie droga na najwyższy szczyt Tatr, nie łatwiejsza jednak od dr. 147, ale gdy w początku lata leżą śniegi niebezpieczna (wypadki śmiertelne)..."
Patrzę na Lucy - nic nie mówi...
A: No, ale to nie jest początek lata...... Tylko w sumie piszą, że z przewodnikiem... :/
L [mina bezcenna, próbująca wybadać, czy to już jest ta granica między żartem a powagą?...]
Oszukać naturę...
Ze względu na wyjątkowo humorzastą pogodę w Tatrach trzeba było niestety kombinować jak się da, aby przechytrzyć naturę i utrafić w najlepszy moment. Z naszych obserwacji wynikało, że najlepsza pogoda była z SAMEGO rano, wręcz tuż po wchodzie słońca. Popołudni już raczej mogło padać + burze itd... W związku z powyższym:
A: To idziemy spać wcześniej - i tak nie ma co robić. I wstajemy o 5:00.
Godz. 20, leżymy w łóżkach, na zewnątrz jeszcze widno, ledwo zmrok zapada...
L: Ania, przecież my nie zaśniemy!
Jednak, że byłyśmy lekko wykończone, około 21 się udało. 5:00 - dzwonią budziki
A: To "JUŻ" trzeba wstawać?...
A: To idziemy spać wcześniej - i tak nie ma co robić. I wstajemy o 5:00.
Godz. 20, leżymy w łóżkach, na zewnątrz jeszcze widno, ledwo zmrok zapada...
L: Ania, przecież my nie zaśniemy!
Jednak, że byłyśmy lekko wykończone, około 21 się udało. 5:00 - dzwonią budziki
A: To "JUŻ" trzeba wstawać?...
To nie może być takie proste.
Na dworcu w Smokovcu
A: Jedziemy do Popradu?
L: Tak...
Po 10 min...
L: Albo jedźmy do Łomnicy już...
A: OK
Po 10 min...
A: O, podjechała.
L: Ale to jedzie do Łomnicy...
A: Fakt...
Olśnienie.
A: Ale jak do Łomnicy, to nie nasza?
Bieg.
A: Jedziemy do Popradu?
L: Tak...
Po 10 min...
L: Albo jedźmy do Łomnicy już...
A: OK
Po 10 min...
A: O, podjechała.
L: Ale to jedzie do Łomnicy...
A: Fakt...
Olśnienie.
A: Ale jak do Łomnicy, to nie nasza?
Bieg.
TEŻ
Sprawdzamy jak wrócić z Popradu kolejką do naszej miejscowości. Trzeba jechać przez Stary Smokoviec w kierunku Tatrzańska Łomnica. Na rozkładzie czytamy: 17:23 POPRAD -> BRATYSLAVA peron 1 17:27 POPRAD -> TATRZAŃSKA ŁOMNICA peron 2 17:27 POPRAD -> STARY SMOKOVIEC TEZ Wniosek - lepiej jechać bezpośrednio do Tatrzańskiej Ł. skoro takie połączenie jest. Tylko trochę dziwne oznaczenie peronu, że niby 17:27 jedzie kolejka do Tarzańskiej Ł. z peronu 2 a o 17:27 do Smokovca z peronu 2 odjeżdża kolejka "też"? Ale jesteśmy zmęczone po całym dniu wcześniej w górach, jest wieczór, wakacje, nie przejmujemy się takimi "szczegółami", i idziemy na bezpośrednią kolejkę do Łomnicy, peron 2, 17:27 Na peronie siedzimy, bilety na kolejkę w ręce, czekamy, 17:10, 17:15, 17:20 - jeszcze pare zdjęć... 17:24... Coś nam jednak nie pasuje w całej tej "oprawie"... bo właściwie to co wjechało na peron przypomina bardziej...
L: To chyba jest pociąg...
A: Hmm... [olśnienie] TEŻ?... - Tatrzańska... Elektryczna... Zelaz........ Mamy 3 minuty, żeby zdążyć na kolejkę do Smokovca - biegniemy!
L: To chyba jest pociąg...
A: Hmm... [olśnienie] TEŻ?... - Tatrzańska... Elektryczna... Zelaz........ Mamy 3 minuty, żeby zdążyć na kolejkę do Smokovca - biegniemy!
Naprzeciw klientowi
Informacja turystyczna w Strbskie Pleso.
A: Czy są może mapy Tatr Wysokich?
Pani: Ale tylko turystyczne i tylko za 4,5 euro.
A: To świetnie, czy możemy zobaczyć taką turystyczną i za 4,5 euro?
A: Czy są może mapy Tatr Wysokich?
Pani: Ale tylko turystyczne i tylko za 4,5 euro.
A: To świetnie, czy możemy zobaczyć taką turystyczną i za 4,5 euro?
Zacznijmy od podstaw...
W tatrzańskiej kolejce spotykamy parę, którą wcześniej już spotkałyśmy w drodze z Krakowa do Zakopanego...
Chłopak: (...) A macie już wykupione ubezpieczenie?
L: Jeszcze nie...
Na końcu języka miałam, że nie mamy jeszcze nawet wykupionej mapy, ale są granice żartów...Zresztą wątpię, żeby zrozumiał...
Chłopak: (...) A macie już wykupione ubezpieczenie?
L: Jeszcze nie...
Na końcu języka miałam, że nie mamy jeszcze nawet wykupionej mapy, ale są granice żartów...Zresztą wątpię, żeby zrozumiał...
W mych oczach chęć odwrotu
Pierwsza wyprawa. Poniedziałek, 26 lipca. Godzina koło 6. Idziemy przez naszą miejscowość w kierunku kolejki tatrzańskiej, zachwycamy się widokami (na moje Imieniny:P). Mamy prowiant na czarną godzinę, krótkie spodnie jakby słońce przygrzało, ciemne okulary, chusteczki na głowę, kremy z filtrem i masę innych rzeczy...
W połowie drogi...
L [rzuca od niechcenia, jakby mimochodem]: Wzięłaś mapę i przewodnik?
Staję i robię krok do tyłu, boję się odpowiedzieć na to tak oczywiste pytanie. Wiem, że to co powiem może nie być satysfakcjonujące, a przynajmniej może nie być tym co pytająca chciałaby usłyszeć...
L: OK, i tak zamierzałam kupić jakąś drugą...
W połowie drogi...
L [rzuca od niechcenia, jakby mimochodem]: Wzięłaś mapę i przewodnik?
Staję i robię krok do tyłu, boję się odpowiedzieć na to tak oczywiste pytanie. Wiem, że to co powiem może nie być satysfakcjonujące, a przynajmniej może nie być tym co pytająca chciałaby usłyszeć...
L: OK, i tak zamierzałam kupić jakąś drugą...
Telefon do TOPR'u
Planujemy pierwszą trasę - cz.II
A: Masz telefon do TOPRu, jakby co?
L: Nie, ale jest na mapie.
A: O, to trzeba to spisać! [po czym szybka dedukcja] Ale przecież bierzemy mapę.
L: Tak.
A: To telefon też będziemy mieć - siłą rzeczy... :D
A: Masz telefon do TOPRu, jakby co?
L: Nie, ale jest na mapie.
A: O, to trzeba to spisać! [po czym szybka dedukcja] Ale przecież bierzemy mapę.
L: Tak.
A: To telefon też będziemy mieć - siłą rzeczy... :D
Rzut beretem do schroniska
Planujemy pierwszą trasę...
A: Wyjdziemy od Strbskiego Plesa, miniemy Vodospad Skok i Pleso nad Skokom, Kozie Plesa i jesteśmy u celu - Capie Pleso.
L: OK. Teoretycznie 1h 50 min. A czy po drodze jest jakieś schronisko jakby co?
A: Na szlaku nie, ale zaraz obok.
L: "obok"?
A: Chata pod Soliskom
L [śmiejąc się]: Faktycznie niedaleko, możemy skoczyć...
Subskrybuj:
Posty (Atom)