sobota, 31 lipca 2010

Na skróty

Dzięki uprzejmości kierowcy, wysiadamy na przystanku Stara Leśna. Jednak tylko przystanku, bo w rzeczywistości miejscowość jest oddalona o około 1 km. Niby nic, ale biorąc pod uwagę:
- duży plecak (nie ważyłam, ale czułam się tak jakbym niosła na plecach dorosłego człowieka)
- mały plecak (w sensie mniejszy od dużego, ale ważący też sporo)
- deszcz
"1 km" zostaje s'challengowany.
Jednak komu w drogę, temu czas. Zakładamy peleryny. Duży plecak na plecy, mały z przodu i ruszamy...

Po 20 minutach takiego marszu...

A: Wiem, że to nie może być daleko... Ale, czy Ty może kojarzysz jak ten pension wygląda?
L: Hmm... Tak... Taki... Zielony. I ma być nad rzeką.
A: Aha.
L [badawczo]: Przecież wysłałam Ci stronkę. Mówiłaś, że widziałaś :>
A: Może bardziej skupiłam się nad wnętrzem... Sorry :-))

Po kolejnych 20 minutach marszu... wyłania się zielony budynek mało widoczny z drogi, za drzewami i szczerym polem.

L: To musi być to. W dodatku słychać szum wody, jakby rzeka.
A [biorąc pod uwagę plecak nr 1+ plecak nr 2 + kapiący na to deszcz] No ja myślę! Tylko czy tam można przejść, przez to szczerze pole?
L [pokazując na ukrytą wśród wysokiej trawy ścieżkę jakby wyjeżdżoną samochodem]: Jest.

Przechodzimy przez pole z minami na twarzy jak byśmy zbliżały się właśnie do Ziemi Obiecanej i... dochodzimy do zielonego budynku, ale dzieli nas od niego... rzeka.

L: Eh... Musimy zawrócić i to obejść.
Kalkuluję ciężar każdego metra/kilometra, który trzeba będzie jeszcze przejść aby dostać się do pensiona, którego właśnie mam na wyciągnięcie ręki, ale jest oddzielony rzeką.
A: Ale czekaj... Jesteś pewna, że miał być zielony?
L: Tak
A: I miał być nad rzeką?
L: Tak.
A: No to zobacz, przejdziemy przez rzekę...
L: Ania, wracamy!
A [desperacja w oczach]: ale tym pniem przejdziemy [drzewo wywrócone przez rzekę tak, że łączyło 2 brzegi]
L [Patrzy na mnie z niedowierzaniem. Ona nigdy się na mnie nie denerwuje, jednak teraz jej głos przyjmuje stanowczy, sprowadzający na ziemię ton.] Ania. Nie denerwuj mnie!


Kto pyta nie błądzi

Jedziemy pierwszy raz w Tatry Wysokie SK - me and Lucy. Oczywiście droga jak i okolice w które mamy dotrzeć nie są nam znane - nie odważę się na stwierdzenie, że jedziemy w ciemno, bo jednak mapy mamy, przewodnik mamy, nocleg zarezerwowany mamy. Wiemy, że z autobusu z Zakopanego mamy wysiąść na przystanku Tatrzańska Łomnica (Zakopane - T.Ł. to trasa, którą obejmuje nasz bilet), a stamtąd dostać się (jeszcze nie wiemy jak) do Starej Leśnej... Jedziemy już tak z półtorej godziny, a miałyśmy 1,15 więc naturalnie zaczynamy się zastanawiać...

L: Hmm... Żebyśmy tylko nie przegapiły
A: Coś Ty. To jedna z głównych miejscowości. NAPEWNO zauważymy!

Po 5 min od tego wjeżdżamy na drewniany, niepozorny przystaneczek podpisany... "Tatrzańska Łomnica"

A: ?
L [do kierowcy]: Czy to Łomnica?
Kierowca: Tak, Łomnica.
A i L [razem]: ale... Tatrzańska??
Kierowca: ? Tak, Łomnica. Tatrzańska.

Nie ruszamy się z miejsc patrząc na zmianę na przystanek i na kierowcę.

Kierowca: Hmm... No dobrze, to podwieźć Was do przystanku Stara Leśna?
A i L [razem]: Takkk! Prosimy!

piątek, 23 lipca 2010

Praca za jeden uśmiech

Koleżanka ma chwilowe wypalenie i staramy się coś z tym zrobić.

Koleżanka: (...) no zupełnie nie mam motywacji do tej roboty
Ja: hmm... to może to nie jest praca dla Ciebie?
Koleżanka: nie wiem...
Ja: To zastanówmy się co Ty jeszcze mogłabyś robić...
Koleżanka: hmm...
Ja: Może chciałabyś być... PRowcem
Koleżanka: No trochę jakby jestem już więc nie...
Ja: To może chciałabyć być... Nauczycielem?
Koleżanka: Nie
Ja: Tłumaczem?
Koleżanka [chwila zastanowienia]: yy... nnnie....
Ja: Przewodnikiem?
Koleżanka: Nie.
Ja: Ale mogłabyś ich oprowadzać np. po angielsku, to by było fajne, nie? Lubisz mieć kontakt z ludźmi itd.
Koleżanka: No niby tak, kiedyś o tym myślałam, a musiałabym się znowu uczyć o tym o czym chcę im mówić, a nie chce mi się.
Ja: Ech... To nie wiem... A może jest coś innego co chciałabyś robić... Wiesz... w czym jesteś dobra i co sprawia Ci przyjemność?...
Koleżanka:....no... Lubię np. się uśmiechać do obcokrajowców i sprawia mi to przyjemność :]

What the fuck w ogóle?!

Spotkanie przy piwie... (z serii "po wypłacie") Kolega Holender opowiada wszystkim historię o ośmiornicy, która typuje wyniki Mundialu.

Patysio przychodzi spóźniona, więc proszę Kolegę o opowiedzenie jeszcze raz tej historii, dziś już pewnie z 10 raz...

Kolega: There is an octopus whose name is Paul... It sits in a box and predicts the results of Mundial. With his paw it indicates the shell with a flag of the team inside that will win. It is always right except for finals. For now it predicted that Spain will win, but you know - it is always right except for finals, so it is obvious that Holland will win!:]

Patysio:But... I don't understand...
Kolega [znaczące spojrzenie na mnie]: Maybe tell her, tell her in Polish
Patysio: No, no... I understand English!
Kolega:?
Patysio: But... I don't get it... I don't know........... What the fuck w ogóle?!

Obiecanki

Praca. Zaczynamy spotkanie, przewidziane na około godzinę.

Kolega [odbiera telefon]: Dzień dobry.
Rozmówczyni: (...)
Kolega: Tak oczywiście, przeglądnę tę umowę i Pani wyślę.
Rozmówczyni: Z pewnością do 20 min pani ją dostanie,
Kolega: Do usłyszenia! :-)

Ja: To pewnie teraz chcesz iść to wysłać?
Kolega: A skąd... Uwierzyła, naiwna. ]:-D

Mam Ci tyle do powiedzenia...

Mazury... Mimo, że niebo wieczorem było pełne gwiazd, ku naszemu zdziwieniu, nad ranem zaczyna grzmieć i zaczyna się ulewa... Za 2h leżąc jeszcze w śpiworach słyszymy, że przestało padać i ludzie chyba zaczęli wychodzić z namiotów... Słychać rozmowę tel. pani z sąsiedniego namiotu:

Pani: (...) tak... i wiesz myślę sobie zadzwonię, zapytam... Bo rozumiesz, coś tak grzmiało z oddali...
Rozmówca: (...)
Pani: tak i właśnie grzmiało coś... tak w oddali grzmiało... a potem się zbliżało i...
Rozmówca: (...)
Pani: Tak... i właśnie tak się wydawało, że grzmi i że się to zbliża... i tak grzmiało w oddali, a potem coraz bliżej, coraz bliżej...
Rozmówca: (...)
Pani: No tak... co raz bliżej... aż faktycznie zaczęło padać i przyszło to do nas tu...
Rozmówca: (...)
Pani: I tak się zastanawiałam czy u Was też tam padało i czy u Marioli może też padało, tzn. czy doszła do nich też ta burza
Rozmówca: (...)
Pani: No tak właśnie wiesz się zbliżały te grzmoty, aż przyszły i myślę, czy padało też u Was... Muszę też zadzwonić do Marioli zapytać, czy do niej nie doszła ta burza też...
Rozmówca: (...)
Pani: Ano wiesz... fajnie jest... tylko teraz padało... a tak to się rozjaśnia już... jest fajnie, trawa...
Rozmówca: (...)
Pani: A taka trawiasta jest ta trawa...
Rozmówca: (...)
Pani: OK, uhm... to do usłyszenia...
Rozmówca: (...)
Pani: Papa

pół minuty ciszy

Pani: Mariolaaa?

Zawsze wiatr w oczy

Spotkanie "po wypłacie" z ludźmi z pracy i nie tylko... Jest wieczór, ciepło, lekki wiatr, siedzimy w ogródku... Pada refleksja:
Kolega: Szkoda, że dziś jest czwartek...
Reszta: Dlaczego?
Kolega: No... wolałbym, żeby dziś był piątek...

Jesteś? Bo jem kanapki...

[14:49:33] Patysio napisał(a): ahoj, jestes?
[14:51:58] Anna napisał(a): yes
[14:52:30] Patysio napisał(a): ja tez ;)
[14:53:00] Patysio napisał(a): jem kanapki
[14:53:03] Patysio napisał(a): ale cos nie mam apetytu
[14:55:00] Patysio napisał(a): tak ze tyle chcialam powiedziec :D
[14:56:29] Anna napisał(a): no więc ja zjadłam jajecznicę
[14:56:34] Anna napisał(a): bo byłam lekko głodna
[14:56:45] Anna napisał(a): ale wcale nie miałam ochoty akurat na jajecznicę
[14:56:48] Anna napisał(a): :D

środa, 14 lipca 2010

Powiedział mi, że.

Jedziemy samochodem z koleżanką z pracy. Nagle ona - ni stąd ni z owąd - bez żadnego odniesienia do niczego:

Koleżanka: Powiedział mi, że...
Ja [czekam, czekam.... czekam - cisza - nie wytrzymuję]: Kto Ci powiedział i CO?
Koleżanka: heh... Sorry.
Teraz nie wiem jak postawić pytanie, więc nie pytam i jedziemy dalej.


wtorek, 6 lipca 2010

Depresja

Ad. depresji i pokrętnej logiki z tym związanej przypomniała mi się jedna rozmowa w pracy:

Koleżanka: (...) ale w Holandii są brudne plaże
Kolega: No, bo oni tam mają depresję
Ja [odrywam się od komputera i postanawiam włączyć w rozmowę]: ale że co? że Holendrzy mają depresję i nie sprzątają tych plaż?
Kolega, Koleżanka: :D:D:D: Nie. Oni tam mają depresję... terenu.

Pokrętna logika

[20:58:29] patysiok napisał(a): :)
[20:58:48] patysiok napisał(a): I was with my brother at Pizzeria under Amorek
[20:59:02] patysiok napisał(a): in order to meet with my father
[20:59:11] patysiok napisał(a): and i tell you
[20:59:37] patysiok napisał(a): that this double-sized depression is way too much
[20:59:41] patysiok napisał(a): even for me!
[20:59:58] patysiok napisał(a): my father + my bro = big cumulation
[21:00:00] ania.net napisał(a): depression?
[21:00:02] patysiok napisał(a): yes
[21:00:23] patysiok napisał(a): my father is as much depressed as my brother
[21:00:29] ania.net napisał(a): aaaaaaaaaaa
[21:00:41] patysiok napisał(a): they are both permanently depressed
[21:01:01] ania.net napisał(a): I thought that's the name for pizza with double cake
[21:01:03] ania.net napisał(a): :D
[21:01:13] patysiok napisał(a): :D:"D:D:D

Successful job

W odpowiedzi na mój wywód ad. modern family (patrz poprzedni post), native rzuca kolejne pytanie ze swej listy "niezadanych jeszcze dzisiaj":

Native: What in your opinion is a successful job?
Ja [ze znaną sobie tendencją szukania we wszystkim co nas otacza "drugiego dnia" postanawiam odpowiedzieć "nie wprost"]: well... I heard some sentence about it... hmm... somebody said... once... hmm m... i am not sure if I remember this correctly... but... ok, now I know: "Success is a jurney, not a destination, so stop running" :]
Native: ...............so stop running? hmm....

Modern family

Jest przed 16, wobec niskiego ciśnienia+nawału pracy, czuję, że za chwilę padnę na twarz. Jednak przed tym updakiem, muszę jeszcze porozmawiać z nativem (rozmowa określająca poziom j. ang).

Po wstępach, przywitaniach, i innych whereareyoufromach ni stąd ni z owąd pada pytanie:


Native: What do you think of modern family?
Ja: ? What do you mean by that?
Native [śmiech, też wygląda na zmęczonego]: well... to be honest... I don't know... it is one of my standard questions, just from the list I got... but I have not asked it anyone yet - you're the first
Ja: I see...:-) Ok, so maybe I will tell you what do I associate the "modern family" with?
Native: ok:-)
Ja: Well... so for me modern family can be defined as a mother and father having only one child...
[po chwili namysłu], or....... actually, on the other hand..... this can also be two men or two women bringing up children :>
Native: Hmm.... ok, so what do you think of such a model of family?
Ja: Actually, I would like to have this one.... [wobec ciszy, która zapadła i zszkowanej miny native'a, który do tej pory cały czas się uśmiechał, a teraz duże oczy i prawie otwarte usta, reflektuję się co mu przyszło na myśl i dodaję]........but come on, you must knnnnow... I am thinking of these two persons having one child (not this second option)?!...

Współpraca

Rano przy śniadaniu w pracy:
Ja: as for Friday party, I thought of inviting more people....
Kolega: cool, I agree :-)
Ja: great, so you can send the invitation
Kolega: y? :-)
Ja [tonem nie znoszącym sprzeciwu] - if you don't mind?...

niedziela, 4 lipca 2010

Usługi SMS

Jest zima, śnieg sypie i sypie... Wyjątkowo długo i wyjątkowo dużo...
I wyjątkowo nieprzerwanie...


Mama [ze znudzeniem patrząc przez okno w salonie]: Nadal pada... Chciałabym, żeby już nie padało.
Tata [rzuca od niechcenia]: To wyślij SMSa o treści "STOP".

Czas goni nas

Rozmawiam z Mamą i wspominam, że stanął mi zegarek...

Mama: To idź do zegarmistrza. Jest taki jeden, baardzo dobry. Na ulicy X. Ja byłam kilka razy, świetny fachowiec, polecam.

Minęło z pół roku od rozmowy... Wkońcu postanawiam załatwić sprawę z zegarkiem ;-))

Ja: Mamo, gdzie jest dokładnie ten zegarmistrz na ulicy X, którego polecałaś mi jakiś czas temu?
Mama: Za późno.
Ja: ?
Mama: Już widziałam go ostatnio w obrączce...

Niewybaczalne opóźnienie

Sobota popołudniu, czekam na busa. Czekam i się wściekam, bo jest opóźniony. 5 minut po czasie, 10, 15... 20 minut! Jedzie. Myślę "tego już za wiele, zaraz mu wygarnę". Jednak kiedy już wsiadam nad wściekłością bierze górę ma wysoka kultura osobista :P i nie, że nie postanawiam mu wygarnąć - ale postanawiam to zrobić... z uśmiechem! :D

Wsiadam.
Ja: Dzień dobry :-)
Kierowca: Dzień dobry! :-] Jaki uśm.....
Ja: Czy zmienił się rozkład?
Kierowca [mina zrzedła]: yyy, nie... no 16.35 odjazd.
Ja: ? A ja mam na rozkładzie 16.20
Kierowca: 16.35
Ja: aha, ja mam 16.20.
Siadam, jedziemy dalej - wsiada kolejny pasażer - gość w wieku średnim
Gość w wieku średnim: Ileż można czekać? Z pół godziny na przystanku stoję!
Co prawda zapomniał trochę o kulturze osobistej :P ale uwaga słuszna.
Kierowca - zamknął się w sobie, ale wyczuwa się napięcie...
Jedziemy dalej - wsiada Pani Sołtys
Pani Sołtys: Ojej... z 20 minut opóźnienia... ale... oczywiście nic się nie stało! hihihi, hahaha, heheh.... Z 20 minut... no ale nic nie szkodzi heheh, hihihi...
Ta to już przesadziła z kulturą osobistą.
Kierowca, coś tam dalej próbuje przeforsować, że 16.35, że on dobrze jedzie itd. itp.
Punkt kulminacyjny - Wsiada Babcia!
Babcia: Straszne OPÓŹNIENIE!!! z 20 minut!!!Taki upał, a ja potem czekam na busa do Krakowa, nie mam połączenia.....
Kierowca - milczy, ale kłębek nerwów.
Babcia nie ustępuje i siada za nim:
Babcia: Straszne OPÓŹNIENIE! Ja rozumiem, żeby pan jeszcze z Krakowa jechał, ale pan jedzie z Wieliczki! To ja nie rozumiem... żeby z Wieliczki takie opóźnienie...
Kierowca, milczy. W tym momencie mijamy jakiś inny bus, który zaraz będzie zawracał i jechał bezpośrednio do Krakowa.
Babcia: Straszne opóźnienie!.... Żeby z Wieliczki takie opóźnienie... No ja nie rozumiem...
Kierowca [nie wytrzymuje]: Ten bus [którego minęliśmy] będzie zaraz wracał i pojedzie do Krakowa. Chce pani do niego wsiąść??? Oddać pani pieniądze???
Babcia: Nie.
Minuta ciszy.
Babcia: Ale żeby z Wieliczki taaaakie OPÓŹNIENIE?????.........

Wybory... życiowe

W związku ze zbliżającą się 2gą turą wyborów na Prezydenta RP, mąż znajomej obwieszcza.
Mąż: Jeśli Kaczyński wygra, wyjeżdżamy z kraju!
Znajoma [rozmarzonym głosem, rozpromieniona z uśmiechem od ucha do ucha]: To ja będę głosować! :-))))))) Na Kaczyńskiego :-)))))

Tatuś forever.

Ostatni Bus wieczorem zmierza do miejscowości X. Jednak po drodze mija sklep i... zatrzymuje się i zawraca! Ku zdziwieniu pasażerom, kierowca tłumaczy:

Kierowca: Przepraszam najmocniej, ale zapomniałem o tych co czekali pod sklepem...

Nikt się nie odzywa, tylko jeden pijak

Pijak [z tonem rzecznika wszystkich pasażerów]: Nie ma problemu.

Ze sklepu wychodzi ledwo trzymający się na nogach starszy pan i prowadzący go - nie lepiej się trzymający na nogach - gość w wieku około 45 lat. Z pięć minut trwało zanim udało im się wczołgać do busa. Starszy pan zajmuje miejsce za kierowcą obok siedzącego pod oknem gościa z lewej strony.
Po prawej stronie ma wspomnianego wcześniej Pijaka (choć właściwie, wszyscy zasługują na to miano...) Jednak brakło miejsca dla gościa 45.

Gość 45 [do starszego pana]: Przesuń się tatuś!
Tatuś milczy - prawie zasypia, choć dopiero usiadł.
Gość 45: Tatuś, chyba mówię coś do Ciebie.
Pijak [brilliant spostrzeżenie]: Przecież z tyłu są miejsca.
Gość 45 [jakby nie słyszał]: Tatuś no przesuń się!
Tatuś milczy.
Gość 45: No tatuś, chyba mówię coś do Ciebie
Pijak: To na kolana!
Gość 45 - przymierza się, żeby usiąść Pijakowi na kolanach
Pijak: Nie na moje kolana!!! Do Tatusia!
Gość 45 - siada na kolanach u Tatusia.
Tatuś - milczy.
I pojechali...

piątek, 2 lipca 2010

Szacun

Gość nr 1 wsiada do busa i zajmuje miejsce za kierowcą - najwyraźniej jeden z tych "zagadujących nt mądrości życiowych".

Gość nr 1 [noga na nogę, rzuca frywolnie, z lekkością, jakby od niechcenia do kierowcy]: "A Ty... wiesz ile jest km z Wieliczki do miejscowości X [przystanek końcowy busa]
Kierowca [w duchu pewnie głośno wzdychnął i pomyślał "eh... not agaaain..."]: Nie.
Gość nr 1 [z zawodem w głosie, ale najwyraźniej z zamysłem dania kierowcy drugiej szansy]: A czy Ty wiesz może ile jest km z miejscowości X do Krakowa?
Kierowca [przewrót oczami]: Nie wiem - nie mierzyłem.
Gość nr 1 [strofującym tonem]: Jeździsz, a nie wiesz.
Gość nr 2 [stara się uratować sytuację]: Ja też nie wiem. Nie wiem, ale... Zmierzę to! Zamówię taryfę do Krakowa i powiem kierowcy, żeby zmierzył!:]

Pomyśleli:

Kierowca: "My hero..."
Gość nr 1: "Szaaacun ziom..."
Gość nr 2: "Jak Tommy Lee Jones w ściganym! Będę!"

Kuchnia włoska

L4, siedzę... leżę... zażywam... nic się nie dzieje... Jedząc obiad myślę:

"Nudne to jedzenie, zjadłabym coś innego... coś z kuchni włoskiej, ale nie pizzę... coś tak wyrazistego w smaku... koniecznie włoskiego... z bukietem aromatycznych przypraw włoskich... takkk... Sałatka grecka!:> "