Mazury... Mimo, że niebo wieczorem było pełne gwiazd, ku naszemu zdziwieniu, nad ranem zaczyna grzmieć i zaczyna się ulewa... Za 2h leżąc jeszcze w śpiworach słyszymy, że przestało padać i ludzie chyba zaczęli wychodzić z namiotów... Słychać rozmowę tel. pani z sąsiedniego namiotu:
Pani: (...) tak... i wiesz myślę sobie zadzwonię, zapytam... Bo rozumiesz, coś tak grzmiało z oddali...
Rozmówca: (...)
Pani: tak i właśnie grzmiało coś... tak w oddali grzmiało... a potem się zbliżało i...
Rozmówca: (...)
Pani: Tak... i właśnie tak się wydawało, że grzmi i że się to zbliża... i tak grzmiało w oddali, a potem coraz bliżej, coraz bliżej...
Rozmówca: (...)
Pani: No tak... co raz bliżej... aż faktycznie zaczęło padać i przyszło to do nas tu...
Rozmówca: (...)
Pani: I tak się zastanawiałam czy u Was też tam padało i czy u Marioli może też padało, tzn. czy doszła do nich też ta burza
Rozmówca: (...)
Pani: No tak właśnie wiesz się zbliżały te grzmoty, aż przyszły i myślę, czy padało też u Was... Muszę też zadzwonić do Marioli zapytać, czy do niej nie doszła ta burza też...
Rozmówca: (...)
Pani: Ano wiesz... fajnie jest... tylko teraz padało... a tak to się rozjaśnia już... jest fajnie, trawa...
Rozmówca: (...)
Pani: A taka trawiasta jest ta trawa...
Rozmówca: (...)
Pani: OK, uhm... to do usłyszenia...
Rozmówca: (...)
Pani: Papa
pół minuty ciszy
Pani: Mariolaaa?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz