Badnia krwi - moja kolej, więc wchodzę do gabinetu mijając się w drzwiach z około 20-letnim chłopakiem. Siadam na fotelu i wymieniam jakie potrzebuje badania... Pani pielęgniarka zapina mi opaskę na ręce...Otwierają się drzwi i wchodzi poprzedni pacjent...
Chłopak [ze śmiertelnie poważnym tonem]: Przepraszam, czy mógłbym się jednak położyć?
Pielęgniarka: Jasne, proszę proszę...
Chłopak [kładąc się]: Przepraszam, ale jakoś mi się jednak zrobiło słabo, nie wiem o chodzi... jakieś mroczki przed oczami... O Boże... O Boże...
Pielęgniarka: Nie ma problemu, naprawdę. Proszę sobie tu leżeć na kozetce, nikomu pan nie przeszkadza...
Wraca do mnie. W tle słychać co chwilę ciężki oddech na zmianę z "o Boże, Boże..."
Pielęgniarka [nie kryjąc uśmiechu]: Ale pani mam nadzieje, dobrze się czuje przy pobieraniu?
Ja: Tak :)
Pielęgniarka [szeptem]: Uhm, bo zwykle mężczyźni tak reagują... Kobietom się to raczej nie zdarza...
Ja: :) ....A gdyby nawet... to kozetka już zajęta! :D
Pięlęgniarka: No właśnie :D Więc musi pani być grzeczna! :)
sobota, 26 stycznia 2013
Z dedykacją do św. Antoniego :-)
Tak sobie myślę, że św. Antonii musi być chyba moim osobistym patronem, bo nie wiem jak to się dzieje, że historie z zagubionymi przeze mnie rzeczami na ogół kończą się dobrze (odpukać!)
Po telefonie, kluczyku do samochodu i innych sensacjach przyszedł czas na... portfel, a w nim:
- cash w zł
- cash w euro (bo przecież miesiąc temu wróciłam z delegacji i nie zdążyłam wyjąć jeszcze...)
- karta kredytowa
- karta bankomatowa
- karta taksówkowa
- dowód osobisty
- prawo jazdy
- i pare innych ciekawych informacji etc.
"Winowajcą" tej sytuacji była karta do drzwi w pracy, którą chwilowo nosiłam... również w portfelu....
Toteż rano postanowiłam jej poszukać zanim wejdę na piętro, w którym mieści się firma, w której pracuję.
Usiadłam na ławce w holu, wyjęłam portfel... Nie było jej tam, ale znalazła się w kieszeni. Zadowolona ruszyłam do windy.
Następnie spędziłam fantastyczny 8h czas na szkoleniu. W przerwie obiadowej nie miałam czasu jeść, więc nie miałam też potrzeby używania portfela. Poczucie niepokoju związane z jego brakiem przyszło około godz... 16.30 kiedy wychodząc z pracy postanowiłam znowu schować kartę wejściową do portfela...
Kolega: O co chodzi?
Ja: Chyba zgubiłam portfel?
Kolega: Jak to? Niemożliwe! Musi być gdzieś w Twojej torebce...
Ja: Nie ma... Chyba... [tu przyszło olśnienie...] zostawiłam go na dole na ławce... rano!
Kolega [z niedowierzaniem]: To chodź, spytamy na dole w ochronie?
Ja: Głupio mi tam iść...
Kolega: Dlaczego?
Ja: Kiedyś już ich pytałam czy nie znaleźli kluczyka do samochodu...
Kolega: No... To już przynajmniej masz odpowiednią opinię...
Po telefonie, kluczyku do samochodu i innych sensacjach przyszedł czas na... portfel, a w nim:
- cash w zł
- cash w euro (bo przecież miesiąc temu wróciłam z delegacji i nie zdążyłam wyjąć jeszcze...)
- karta kredytowa
- karta bankomatowa
- karta taksówkowa
- dowód osobisty
- prawo jazdy
- i pare innych ciekawych informacji etc.
"Winowajcą" tej sytuacji była karta do drzwi w pracy, którą chwilowo nosiłam... również w portfelu....
Toteż rano postanowiłam jej poszukać zanim wejdę na piętro, w którym mieści się firma, w której pracuję.
Usiadłam na ławce w holu, wyjęłam portfel... Nie było jej tam, ale znalazła się w kieszeni. Zadowolona ruszyłam do windy.
Następnie spędziłam fantastyczny 8h czas na szkoleniu. W przerwie obiadowej nie miałam czasu jeść, więc nie miałam też potrzeby używania portfela. Poczucie niepokoju związane z jego brakiem przyszło około godz... 16.30 kiedy wychodząc z pracy postanowiłam znowu schować kartę wejściową do portfela...
Kolega: O co chodzi?
Ja: Chyba zgubiłam portfel?
Kolega: Jak to? Niemożliwe! Musi być gdzieś w Twojej torebce...
Ja: Nie ma... Chyba... [tu przyszło olśnienie...] zostawiłam go na dole na ławce... rano!
Kolega [z niedowierzaniem]: To chodź, spytamy na dole w ochronie?
Ja: Głupio mi tam iść...
Kolega: Dlaczego?
Ja: Kiedyś już ich pytałam czy nie znaleźli kluczyka do samochodu...
Kolega: No... To już przynajmniej masz odpowiednią opinię...
Sama esencja dialogu
W drodze do domu tankuje na stacji i idę zapłacić...Ponieważ trochę mi się spieszy, postanawiam to załatwić jak najszybciej. Podchodzę do kasy:
Pan: Dobry wieczór.
Ja: Dobry wieczór.
Pan [wyprzedzając moje myśli]: Czwórka?
Ja: Tak! :)
Pan: Faktura?
Ja: Nie!
Pan: Punkty Witaj? :)
Ja: Tak.
Pan: Hehehe...
Ja: Czasem liczy się kwintesencja słów :)
Pan: :-)
Pan: Dobry wieczór.
Ja: Dobry wieczór.
Pan [wyprzedzając moje myśli]: Czwórka?
Ja: Tak! :)
Pan: Faktura?
Ja: Nie!
Pan: Punkty Witaj? :)
Ja: Tak.
Pan: Hehehe...
Ja: Czasem liczy się kwintesencja słów :)
Pan: :-)
Jak zrobić zdjęcie... aparatu?
Ponieważ obiecałam trzymać moją Drogą Koleżankę poinformowaną na temat statusu zakupu nowego aparatu, po odbiorze tegoż sprzętu - wreszcie! :-) - od kuriera napisałam do niej SMSa o treści:
"Kupiłam aparat!!!"
Nie musiałam długo czekać na odpowiedź:
"To zrób zdjęcie... komórką :D"
"Kupiłam aparat!!!"
Nie musiałam długo czekać na odpowiedź:
"To zrób zdjęcie... komórką :D"
Subskrybuj:
Posty (Atom)