środa, 25 kwietnia 2012

Bez tytułu... ;-)

Koleżanka zmienia pracę. Trwa wspólne-ostatnie spotkanie.

Szef: To już Twoje dziś ostatnie spotkanie?
Koleżanka: Tak tak... ale żegnać się będziemy w pt, wtedy przyniosę ciasto.
Szef: Oj w piątek mnie nie ma, ostatni dzień jestem w czwartek...
Koleżanka: W czwartek nic nie przyniosę.

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Uwaga, awaria!

Jeśli ktoś ulega nadal złudzeniu, że prywatna opieka zdrowotna nie jest skażona naciekiem publicznej (pod względem "fantastycznych" tj. mających więcej wspólnego z fantazją aniżeli realnością zwyczajów), to niestety jest w błędzie.

W zeszłym tygodniu wybrałam się na badania krwi do ośrodka zdrowia, w którym moja firma ma wykupiony abonament. Pomijam fakt, że o godzinie 7:04 zastałam kolejkę złożoną z około 9 osób - no nic powiedzmy, że "kto późno (?) przychodzi, sam sobie szkodzi".

Po 10 minutach dodatkowo obserwuję zastanawiające zjawisko - otóż nikt nie wszedł ani nie wyszedł z laboratorium :> Zniecierpliwiona pacjentka wchodzi do środka... A tam zastaje panią rejestrującą na badania ze stoickim spokojem siedzącą przy komputerze. To nic, że:

- badania się miały zacząć o 7:00 a jest już 7:15
- w kolejce czeka już koło 15 osób
- pani pielęgniarki jak nie było tak nie ma

Pacjentka: Przepraszam, czy można?
Rejestratorka [ze współczuciem w głosie]: Oj nie... Ponieważ nie ma pani pielęgniarki jeszcze...
Pacjentka: ? A kiedy będzie?
Rejestratorka: Oj nie wiadomo...
Pacjentka: Jak to?
Rejestratorka: Pani pielęgniarka ma... yyy... awarie... Nie możemy się do niej dodzwonić.
Pacjentka: To nie przyjdzie inna pielęgniarka?
Rejestratorka: Pani kierowniczka pielęgniarek przyjdzie aby zdecydować, czy (!) inna pielęgniarka może ją zastąpić...

Pani kierowniczka pielęgniarek nie zjawiła się przez kolejne 15 min. Wyszłam, aby nie ulec awarii psychicznej co najmniej, z podziwem mierząc wzrokiem kolejkę czekających przeoptymistów ;-)

I tu przypomniał mi się tekst koleżanki, która mimo lęku wysokości dała się namówić na jazdę wyciągiem krzesełkowym:
"K**wa!!! I ja jeszcze za to płacę!!!"




niedziela, 22 kwietnia 2012

Za dużo witamin

Ze znajomymi na obiedzie:

Ja: A u Ciebie co słychać?
Koleżanka: Hmm... paznokcie mi się rozdwajają
Ja: To może sobie jakieś witaminy kup...
Koleżanka: Oj nie nie...
Ja: ?
Koleżanka: Bo widzisz, jak się zażywa takie witaminy, to one równocześnie wtedy też wzmacniają włosy. A ja bym włosów nie chciała wzmacniać. Nawet bym wolała, żebym mi trochę wypadło...

No i nie dogodzisz ;-)

sobota, 7 kwietnia 2012

Towar na gwarancji

Może to zboczenie zawodowe, a może poprostu zwykła ludzka logika, z którą kłóci się jak dla mnie proces nazwijmy to "obsługi gwarancyjnej" w jednym z krakowskich centrów handlowych.
Kupowałam ostatnio drobny sprzęt AGD. Po opłaceniu należności w kasie, zapytałam, czy gwarancja na mikser jest na podstawie paragonu.

Kasjerka: Oj nie... gwarancję należy podbić w Punkcie Obsługi Klienta, który znajduje się za kasami...
Podziękowałam, poszłam do POK, gdzie z nieodkrytą jeszcze dotąd w sobie cierpliwości poczekałam, aż pani wystawi fakturę parze przede mną, co trwało "chwilę czasu":
Ja: Chciałabym podbić gwarancję.
Pani [zaskoczona, chwilę nic nie mówi]: ...ale to nie u nas...
Ja: A gdzie?
Pani: W serwisie tu obok za POK.
Ja: Uhm! Dziękuję...
I poszłam za tym tropem do serwisu...
Ja: Dzień dobry, chciałabym podbić gwarancję
Pan [podnosząc leniwie wzrok zza komputera]: Należy zachować paragon i opakowanie.
Ja [nie kryjąc zdziwienia]: I to wszystko??
Pan: Tak.

I może się czepiam, ale czy nie mogłaby mi tego powiedzieć od razu pani Kasjerka?....


wtorek, 3 kwietnia 2012

Ciekawość dziecka

Córka Koleżanki, "ciekawa świat", jak to dzieci w jej wieku (ok. 6 lat) wypytuje rodziców o wszystko, a tym razem o...

Z perspektywy taty:

Córka: Tato, a Ty masz siusiaka?
Tata: Mam.
Córka: A dużego?

Hmm... nie wiadomo co odpowiedział tata :D W każdym razie w głowie dziecka temat widać jest przemielany w dalszym ciągu, bo w dość krótkim odstępie czasowym córka jest w łazience z mamą i taka rozmowa:

Córka: Dawid jest chłopcem i ma siusiaka.
Mama: Tak, ma. Ale siusiaki nie są fajne.
Córka: Są fajne! Nie znasz się!

I po takim komentarzu w sumie nie wiadomo? Czy nie zna się mama, czy córka? Bo jeśli córka się zna to czy się martwić? :D

Bracia... mniejsi?

Prowadzący [na szkoleniu opowiadając o sobie]: A tak w ogóle (z ciekawostek o mnie) to wychowałem się z jamnikami... I pewnego dnia powiedziałem do jednego (z trzech): "Chodź do wujka!... Na co też moja mama się STRASZNIE oburzyła i mówi: "Ty nie jesteś jego wujkiem! TO JEST TWÓJ BRAT!"

O psie, który jeździł, ale nie koleją...

Na pewnym szkoleniu, prowadzący w ramach przedstawienia się, opowiada nam jedną z historyjek swojego życia...

Prowadzący: A tak w ogóle, to miałem psa jamnika... Kiedyś wybrałem się z nim w podróż samochodem. Zanim ruszyliśmy w drogę, włożyłem go do takiej torby i na chwilę położyłem go na dachu samochodu...

Jadę... I znacie to uczucie, jak nagle sobie przypomnicie, że czegoś nie zrobiliście... A powinniście byli!... No więc stojąc w korku, przypomniałem sobie, że jadę z moim jamnikiem... na dachu!
Rozdygotany otworzyłem dach, w nadziei, że on tam nadal będzie - wkońcu kawałek już przejechałem! - ale nie ma! No włączam awaryjne w tym korku, przeszukuję wszystkie zakamarki samochodu - może go tu przekładałem, ale nie pamiętam?! Ale... nie ma! Patrzę nerwowo do samochodów przejeżdżających, może ktoś wiezie moją "torbę"? Ale nic! NIC!

Myślę "wracam", popytam tam skąd wyjeżdżałem...

Okazało się, że torbę znalazło dwóch robotników budowlanych i odłożyli na przechowanie nawet nie zaglądając do środka - pan... Janek i jakiś tam drugi pan - w każdym razie do dziś pamiętam - w takiej euforii byłem! Tak ich wy-ści-ska-łem!

Torba wypadła mi gdzieś na pierwszym zakręcie (...)


Z zasad ruchu drogowego

Opowiadam ojcu historię o psie znajomej, który wpadł pod samochód.
Nie pamiętam jaka to rasa, w każdym razie waga coś koło 80 kg...

Ja [nie kryjąc oburzenia]: I wiesz, jej pies wpadł pod samochód! Tzn., pies przechodził drogą, a samochód go przejechał i uciekł!

Ojciec [ze stoickim spokojem]: Uhm, a pies co? Zapewne przechodził przepisowo...