
Z życzeniami Noworocznymi dla Fanów niniejszego bloga,
załączam obrazek z pewnej książki...Śmieszny, ale i świetna metafora na postanowienie na 2012 ;-)
Oczy Brata, który w odpowiedzi na pytanie (po tym jak mijamy zidentyfikowane wcześniej wolne miejsce parkingowe) "Zamierzasz parkować tyłem?..." słyszy "Tak...":D
Pewnego zimowo-jesiennego wieczoru odwożę Koleżanki po imprezie do ich miejsca zamieszkania.Droga ze względu na tę porę nie jest w ogóle zatłoczona. Przed nami jedzie jedynie autobus.Ja: I jak mam teraz jechać? Dajcie znać kiedy będziemy skręcać.Koleżanka: Spoko, jedź poprostu tak jak ten autobus!Ja: Ale on właśnie zjeżdża na przystanek...Koleżanka [z pełnym luzem]: A co? Spieeeszy nam się gdzieś? :D
Nie wszystko da się wyrazić słowami. Dużo też przekazują np. same oczy...Przypomniało mi się ostatnio stwierdzenie pewnej Znajomej, ze studiów, że:"Najgorsze są oczy tych, którzy [w towarzystwie] nie zrozumieli Twojego dowcipu"To mnie zainspirowało do dodania serii "Oczy, które..."
Myślę, że z życia codziennego znajdzie się tego więcej... ;-)
Po pracy umawiamy się z Koleżanką K., że z okazji wspólnego wyjścia, wraz z Koleżąnką A. (bzikua) pojedzimy odwieźć z nią jej samochód pod dom.Jest zimno. Wsiadamy. Szyby zaszronione. Koleżanka K. włącza ogrzewanie szyb.Koleżanka K.: Poczekamy może aż odtopnieją?I czekamy i gadamy... Tak upływa pare minut, podczas których w ogóle z bzikua nie dajemy upustu swojej niecierpliwości :P Koleżanka K. sama jednak się zniecierpliwia patrząc na nadal zaszronione szyby...Koleżanka K. [z lekką rezygnacją w głosie]: Może jednak je zeskrobię, co?Bzikua: No tak... My byśmy to zrobiły, ale akurat już jesteśmy zapięte...:D
Czasem, żeby docenić i zrozumieć, że potrzeba nam czegoś lepszego, wypróbowujemy najpierw wszystko to co najgorsze. Tak miałam z otwieraczem do wina. Musiałam kupić1) Otwieracz z 50% skutecznością otwierania (drucik + drewniana rączka), którym trzeba było wyszarpywać korek a w momentach krytycznych oddawać go jakiejś męskiej ręce w celu dokończenia rytuału otwierania...2) Otwieracz z 90% skutecznością otwierania (mocnieszy drucik + drewniana rączka + podpórka o gwint powodująca możliwość samodzielnego otworzenia, biorąc pod uwagę, że profesjonalnie drucik został wprowadzony w korek - inaczej trzeba go było wkręcać jeszcze raz i jeszcze raz i jeszcze nieustannie pogłębiając ryzyko uzyskania efektu trocin (z korka) w otwartym winie)3) Aż wreszcie ten jedyny, wymarzony - 100% skuteczność, nie wymagająca specjalnej siły, precyzji ani męskiej ręki (wkręcany, z dwoma podpórkami/podważnikami) powodująca automatyczne usunięcie korka w kilka sekund!Postanowiłam wypróbować to "cudo" i pochwalić się bratu, który krytykował mnie za wcześniejsze zakupy...Ja: A wiesz, kupiłam taki świetny otwieracz do wina! Usuwa korek od ręki!Brat: A gdzie jest? Otworzę wino...Ja [podając i widząc zdziwiony wyraz twarzy Brata]: Raz go w sumie użyłam narazie... Nie mam pojęcia jak usunąć ten korek z otwieracza...
Kolega przychodzi do pracy spóźniony. Wygląda jakby jeszcze od rana (mimo, że już koło 11) się nie odnalazł w rzeczywistości dziennej. Poza tym niezwykłe jest w nim dziś to, że ma na sobie okulary (zwykle ich nie nosi). Ja: Co się stało? Wszystko wporządku? Nowe okulary?Kolega: Nie... Nocowałem dziś u Dziewczyny. Nie miałem jak przechować swoich soczewek w nocy, więc włożyłem je do szklanki i zalałem wodą.... Dziewczyna wstała... Kacyk... I... wypiła je!Ciekawe jak długo trawi się soczewkę? :D
Umówiłam się do kina z Ewą i Justyną. Po przyjeździe do bonarki wpadłam na pomysł, że kupię szybko deskę do prasowania, co planowałam już jakiś czas wcześniej i nigdy się nie składało. Jednak jak to zwykle u mnie bywa z planowanych 10 min zrobiło się 30, 40... bo jeszcze przypomniałam sobie o paru innych "drobiazgach". Wiedząc, że Justyna już czeka zadzwoniłam:Ja: Hej, będę za 10 min. Muszę tylko zanieść do samochodu deskę do prasowania.Justyna: OK, nie ma problemu...W międzyczasie w galerii zjawiła się Ewa, która spodziewała się, że zastanie nas zapewne gdzieś przy kawie, ponieważ miałyśmy być wcześniej i czekać... Dzwoni do Justyny.Ewa: No? I gdzie jesteście?Justyna: Ja siedzę pod schodami... A Ania lata po galerii z deską do prasowania...Po 15 min kiedy już szczęśliwie siedzimy przy kawie...Ewa: Ja z Wami, to przez całe życie nigdy chyba nie miałam normalnej sytuacji! Jedna siedzi "pod schodami", druga lata po galerii z deską do prasowania?!(...)Siedzimy w kinie. Minęły reklamy i zaczyna się seans...Przypominam sobie ni stąd z owąd, że w Leroy Merlin miałam kupić jeszcze latarkę.Ja [szeptem]: Przypomnijcie mi, że po senasie muszę jeszcze kupić latarkę!Ewa: Cooo?Ja: La-tar-kę.Ewa: Zdzwiwiłabym się gdybyś musiała kupić coś prozaicznego...
Do dziś wydawało mi się, że moi znajomi mnie lubią i chcą utrzymywać ze mną kontakt.Aż tu wieczorną porą taką wiadomość na skypie otrzymałam... :P[22:37:50] koleżanka: joł![22:37:56] koleżanka: przelozylam se juz karte sim na nowa[22:38:04] koleżanka: wiec pisz/dzwon na stary numer jak cos
W pracy... Kolega zastanawia się jak powiedzieć Koleżance, że się "mija z prawdą".Kolega: Nie konfabuluj.Koleżanka [poprawia go]: Nie konfabu-ŁUJ.Kolega: Nie konfabu-LUJ!Kolega 2: Nie pier*ol!
W czwartek wieczorem jedziemy z siostrą i z patysio samochodem z IKEI... Po wjeździe na "główną" zaparowała przednia szyba...Ja [nie zastanawiając się stanowczo do dziewczyn]: Dajcie czapke. Szybko!Patysio [siedząca na przednim siedzeniu]: ?Ja: No nad czym się zastanawiacie. Szyba mi zaparowała. Dajcie czapkę. No już!Patysio: Ale Ania...Ja [zniecierpliwiona]: No co?!Patysio: Bo ja... sobie kupiłam... NOWĄ czapkę...