Na przystanku spotykam koleżankę z pracy - z sąsiedniego działu i rozmowa schodzi na kobiety w ciąży... Przypominam sobie jej koleżankę Monikę, która przecież urodziła niedawno i wiem, że wróciła do pracy, ale w zasadzie nie zdążyłam jeszcze spytać co urodziła. Korzystam z okazji:
Ja: A Monika co urodziła?
Koleżanka: Monika? Synka...
Ja: oo synka... super... :]
Koleżanka [z zaniepokojeniem w oczach]: tylko, że... to w sumie już jakiś... rok temu...
Ja [próbując ratować sytuację]: a ukhm... no czas tak szybko leci jak się tak biega po biurze, że nawet nie miałam okazji spytać...
Koleżanka [mina nie potwierdzająca, że sytuacja nie została uratowana...]
środa, 29 września 2010
Pomoc potrzebującym
Razem z Patysio siedzimy w kawiarni. Ja zamówiłam czekoladę, Patysio kawę + (mimo cukrzycy ;-)) wieelkie ciastko.
Patysio [wskazując na ciastko]: Aniu jedz, bo mnie już wystarczy.
Ja: Ale ja dzięki...
Patysio [nalega]: ale no jedz ze mną - mnie w zasadzie już nawet ta połowa co zjadłam wystarczy
Ja: Daj spokój, mam czekoladę, nie będę jeść ciastka...
Patysio [prawie się kładąc na stole... z desperacją i zarazem wyrzutem w głosie]: Ale mmmusisz mi pomóc! Ja jestem choraaa!!!
Patysio [wskazując na ciastko]: Aniu jedz, bo mnie już wystarczy.
Ja: Ale ja dzięki...
Patysio [nalega]: ale no jedz ze mną - mnie w zasadzie już nawet ta połowa co zjadłam wystarczy
Ja: Daj spokój, mam czekoladę, nie będę jeść ciastka...
Patysio [prawie się kładąc na stole... z desperacją i zarazem wyrzutem w głosie]: Ale mmmusisz mi pomóc! Ja jestem choraaa!!!
wtorek, 28 września 2010
Niedościgniony raj...
W autobusie, tłum, zgiełk na zasadzie, że choćby nawet autobus się zaczął turlać to się nie przewrócisz. Słychać głosy 2 studentów:
Student 1 [dumnie i rozmarzenie]: A wczoraj to nawet prawie usiadłem...
Student 2 [z podziwem i niedowierzaniem]: Wow...
Student 1 [dumnie i rozmarzenie]: A wczoraj to nawet prawie usiadłem...
Student 2 [z podziwem i niedowierzaniem]: Wow...
Jeśli chodzi o szal, to nie.
W kinie. Wszyscy weszli na salę, drzwi się zamknęły, seans ma się zacząć.
Jednak wchodzi jeszcze przed zgaszeniem świateł pan bileter i rozciąga w rękach granatowy, duży, damski szal.
Bileter: Przepraszam, czy ktoś zgubił y... coś takiego?
Jakaś pani [wyjaśniająco]: SZAL. Nie.
Jednak wchodzi jeszcze przed zgaszeniem świateł pan bileter i rozciąga w rękach granatowy, duży, damski szal.
Bileter: Przepraszam, czy ktoś zgubił y... coś takiego?
Jakaś pani [wyjaśniająco]: SZAL. Nie.
wtorek, 7 września 2010
DJ Zrób-to-sam
Na życzenie Patysio publikuję dialog z imprezy :D
Patysio: co za kijowy didżej! jak można puszczać taki szit!
Ja: to pójdźmy tam i powiedzmy mu żeby zmienił
Patysio: ale tam nikogo nie ma!
Ja: Nikogo tam nie ma? [wstając] To pójdę tam i to wyłączę!
Patysio: co za kijowy didżej! jak można puszczać taki szit!
Ja: to pójdźmy tam i powiedzmy mu żeby zmienił
Patysio: ale tam nikogo nie ma!
Ja: Nikogo tam nie ma? [wstając] To pójdę tam i to wyłączę!
Nie byle jakie wyniki badań
Lekarz internista analizuje wyniki moich badań krwi...
Ja: ...I zastanawia mnie jeszcze to PCT, bo nie jest w normie i co to oznacza?
Lekarka: Co?!
Ja [o Boże... coś poważnego...]: yyy.... P - C - T...
Lekarka: A tego to pani nie powiem, bo nie wiem.
Ja [chyba zrobiłam głupią minę]
Lekarka: A bo te wyniki są jakieś takie... sophisticated
Ja: ...I zastanawia mnie jeszcze to PCT, bo nie jest w normie i co to oznacza?
Lekarka: Co?!
Ja [o Boże... coś poważnego...]: yyy.... P - C - T...
Lekarka: A tego to pani nie powiem, bo nie wiem.
Ja [chyba zrobiłam głupią minę]
Lekarka: A bo te wyniki są jakieś takie... sophisticated
Very Final Call
Lecimy na delegację do Holandii. Jednak jak to wspomniane w poście niżej na lotnisku w Warszawie zaczepia nas pan oferujący kartę miles&more połączoną "partnersko" z kartą kredytową. Jednak karta jest całkowicie za darmo (przez pierwszy rok) toteż decyduję się...
Zresztą co tu robić przez 1,5 godziny przed boardingiem? ;-) Koleżanka mi towarzyszy.
Siadamy, wypełniamy formularz - dane osobiste... miejsce zamieszkania... dochody... na co się zgadzam... na co się nie zgadzam... żartujemy... drukujemy... znowu wypełniamy...
Z tego "błogiego stanu nieświadomości" jak we śnie dochodzi do nas głos z niebios...
Koleżanka: ja chyba... chyba... słyszałam nasze nazwiska!!!
Ja [z niedowierzaniem]: yyy....ale to już że niby minęło 1,5 go-dzi-ny?
Znowu słychać nasze nazwiska...
Koleżanka: Podpisuj tę umowę [tylko ostatni podpis został - dosłownie] a ja pobiegnę i ich zatrzymam!
Pobiegła...
Ja [wstaję z krzesła i do pana]: ale proszę się pospieszyć! przecież ja mam samolot!
Pan: ależ ja rozumiem, tylko ja jeszcze muszę wydrukować tę umowę
Ja [pomyślałam odwracając się na pięcie]: "no chyba Cię gościu pogięło!"
Pan [krzycząc za mną]: Przy której bramce pani będzie?
Ja: B23!
Pan: Przybiegnę tam!
Biegnę, biegnę... i kuźwa... nie ma B23! Znowu słyszę swoje nazwisko i... Nie ma 23! WTF?!
Staję wryta i z nerwów chyba nie widzę bramki... Jest 22 i 24... ale nie ma 23! Nie mam nawet jak zadzwonić do Koleżanki, bo nawet nie wymieniłyśmy się jeszcze telefonami.
Nagle zjawia się przy mnie pan od karty wymachując umową i uśmiechając się.
Ja [gaszę ten uśmiech subtelnie pytając]: GDZIE JEST BRAMKA 23?!?!?!?!
Pan: O tu, tylko remontują tu coś - tu obok jest wejście - faktycznie widać jak byk!
Olewam Pana i biegnę, Pan za mną...
Daje Stewardessie swój bilet.
Stewardessa [karcąco do Pana]: Jak zwykle opóźniają nam państwo pasażerów.
Pan [krzyczy za mną]: no cóż... to następnym razem!
I pomachał umową niczym białą flagą...
Zresztą co tu robić przez 1,5 godziny przed boardingiem? ;-) Koleżanka mi towarzyszy.
Siadamy, wypełniamy formularz - dane osobiste... miejsce zamieszkania... dochody... na co się zgadzam... na co się nie zgadzam... żartujemy... drukujemy... znowu wypełniamy...
Z tego "błogiego stanu nieświadomości" jak we śnie dochodzi do nas głos z niebios...
Koleżanka: ja chyba... chyba... słyszałam nasze nazwiska!!!
Ja [z niedowierzaniem]: yyy....ale to już że niby minęło 1,5 go-dzi-ny?
Znowu słychać nasze nazwiska...
Koleżanka: Podpisuj tę umowę [tylko ostatni podpis został - dosłownie] a ja pobiegnę i ich zatrzymam!
Pobiegła...
Ja [wstaję z krzesła i do pana]: ale proszę się pospieszyć! przecież ja mam samolot!
Pan: ależ ja rozumiem, tylko ja jeszcze muszę wydrukować tę umowę
Ja [pomyślałam odwracając się na pięcie]: "no chyba Cię gościu pogięło!"
Pan [krzycząc za mną]: Przy której bramce pani będzie?
Ja: B23!
Pan: Przybiegnę tam!
Biegnę, biegnę... i kuźwa... nie ma B23! Znowu słyszę swoje nazwisko i... Nie ma 23! WTF?!
Staję wryta i z nerwów chyba nie widzę bramki... Jest 22 i 24... ale nie ma 23! Nie mam nawet jak zadzwonić do Koleżanki, bo nawet nie wymieniłyśmy się jeszcze telefonami.
Nagle zjawia się przy mnie pan od karty wymachując umową i uśmiechając się.
Ja [gaszę ten uśmiech subtelnie pytając]: GDZIE JEST BRAMKA 23?!?!?!?!
Pan: O tu, tylko remontują tu coś - tu obok jest wejście - faktycznie widać jak byk!
Olewam Pana i biegnę, Pan za mną...
Daje Stewardessie swój bilet.
Stewardessa [karcąco do Pana]: Jak zwykle opóźniają nam państwo pasażerów.
Pan [krzyczy za mną]: no cóż... to następnym razem!
I pomachał umową niczym białą flagą...
Subskrybuj:
Posty (Atom)