Z serii niedzielne rozmowy...
Ja: Nie wiesz do kiedy jest karnawał?
Siostra: Do tłustego czwartku...
Ja: No a kiedy jest tłusty czwartek?
Siostra: Nie wiem...
niedziela, 22 stycznia 2012
środa, 4 stycznia 2012
Ja płacę, ja.... się boję!
Na wyciągu krzesełkowym (w Wiśle) Koleżanka jedzie pierwszy raz. Okazuje się, że ma lęk wysokości...
Koleżanka [gdy krzesełko jest już na wysokości kilku metrów]: Kur....aaaaaaa! I pomyśleć, że ludzie jeszcze za to płacą!!!
Koleżanka [gdy krzesełko jest już na wysokości kilku metrów]: Kur....aaaaaaa! I pomyśleć, że ludzie jeszcze za to płacą!!!
Brilliant idea!
Skoro tak już w konwencji czasów studenckich dzisiaj... Rozmowa podczas przygotowywania projektu...
Koleżanka1: Dzięki, świetny pomysł!
Koleżanka2 [nie kryjąc zdziwienia]: Ale ja nic nie powiedziałam!
Koleżanka1: Nie szkodzi, i tak mi pomogłaś!
Koleżanka1: Dzięki, świetny pomysł!
Koleżanka2 [nie kryjąc zdziwienia]: Ale ja nic nie powiedziałam!
Koleżanka1: Nie szkodzi, i tak mi pomogłaś!
Drogą kropelkową...
Popijając na imprezie drinka:
Koleżanka 1: Asiaaaaa, mogę jeszcze łyczka?
Koleżanka 2: Bierz, ale możesz sie zarazić.
Koleżanka 1: I wzajemnie!
Koleżanka 1: Asiaaaaa, mogę jeszcze łyczka?
Koleżanka 2: Bierz, ale możesz sie zarazić.
Koleżanka 1: I wzajemnie!
Na katar
Skoro już dzisiaj jesteśmy w czasach studenckich, taki oto historia z okresu pewnej sesji:
Koleżanka1 [ta sama co wspomniana w poprzednim poście ;-)]: Idę do apteki, kupić Wam coś?
Koleżanka2 [sarkastycznie, mając na sercu zbliżające się egzaminy]: Cyjanek.
Koleżanka1 [z pełną powagą]: A to jest na katar??
Koleżanka1 [ta sama co wspomniana w poprzednim poście ;-)]: Idę do apteki, kupić Wam coś?
Koleżanka2 [sarkastycznie, mając na sercu zbliżające się egzaminy]: Cyjanek.
Koleżanka1 [z pełną powagą]: A to jest na katar??
Przejęzyczenia ze studenckich czasów...
A na studiach (ech, kiedy to było swoją drogą? :P) zdarzały się i takie niewinne przejęzyczenia. Niektórym oczywiście rzadziej jak jednej Koleżance, która opowiadając raz coś, rzekła:
"...a ja zachodzę z wyłożenia..."
Ale co do innych (a dokładnie jednej Koleżanki) była to właściwie kwestia jej "natury" (Jeśli czytasz, to pozdrawiam! :]):
1) "Ona to kombinuje jak pies pod górę!"
2) "Zrobiłabym sobie obiad, ale z tym to za dużo zachodu słońca"
3) "Ja też pisałam wiersze... Napisałam trzy. Przeczytałam rodzinie, a oni myśleli, że to Konopnickiej! (chwila zadumy) A był ktoś taki - Maria Konopnicka, nie?" BTW cytat z tego wiersza (dosłowny) "Boże, nie boję się śmierci.... Nie brak mi chęci"
4) "A co to znaczy in-vitro? Że zapłodniłaś roślinę strzykawką?"
5) usłyszawszy "Jeszcze Polska nie zginęła": "O ja to znam, to śpiewa Józef Piłsudski!"
6) w odpowiedzi na pytanie współlokatorki w akademiku "Nie pościeliłaś łóżka!" : "Ale mnie to nie przeszkadza."
7) w odpowiedzi na sarkastycznie stwierdzenie koleżanki jako komentarz do jej małych butów"ale masz duże buty! :P" (z powagą): "O numer za duże!"
8) komentując pokaz tańca brzucha koleżanki: "Teraz to Ci brak tylko pępka w brzuchu!"
9) "Dziewczyny, czym Wy myjecie ten osad na suszarce? Pumeksem?"
10) z serii "dobre rady" do współlokatorki: "Ty się musisz nauczyć dawać!"
11) po uczestnictwie w wizycie duszpasterskiej w akademiku: "Słuchajcie! Byłam na księdzu!"
"...a ja zachodzę z wyłożenia..."
Ale co do innych (a dokładnie jednej Koleżanki) była to właściwie kwestia jej "natury" (Jeśli czytasz, to pozdrawiam! :]):
1) "Ona to kombinuje jak pies pod górę!"
2) "Zrobiłabym sobie obiad, ale z tym to za dużo zachodu słońca"
3) "Ja też pisałam wiersze... Napisałam trzy. Przeczytałam rodzinie, a oni myśleli, że to Konopnickiej! (chwila zadumy) A był ktoś taki - Maria Konopnicka, nie?" BTW cytat z tego wiersza (dosłowny) "Boże, nie boję się śmierci.... Nie brak mi chęci"
4) "A co to znaczy in-vitro? Że zapłodniłaś roślinę strzykawką?"
5) usłyszawszy "Jeszcze Polska nie zginęła": "O ja to znam, to śpiewa Józef Piłsudski!"
6) w odpowiedzi na pytanie współlokatorki w akademiku "Nie pościeliłaś łóżka!" : "Ale mnie to nie przeszkadza."
7) w odpowiedzi na sarkastycznie stwierdzenie koleżanki jako komentarz do jej małych butów"ale masz duże buty! :P" (z powagą): "O numer za duże!"
8) komentując pokaz tańca brzucha koleżanki: "Teraz to Ci brak tylko pępka w brzuchu!"
9) "Dziewczyny, czym Wy myjecie ten osad na suszarce? Pumeksem?"
10) z serii "dobre rady" do współlokatorki: "Ty się musisz nauczyć dawać!"
11) po uczestnictwie w wizycie duszpasterskiej w akademiku: "Słuchajcie! Byłam na księdzu!"
Całka
"Natchniona" poprzednią historią przypomniała mi się kolejna, również z czasów studenckich. Związek z tamtą jest tak naprawdę tylko taki, że odbywała się po mocniej zakrapianej imprezie... ;-)
Idziemy sobie rynkiem ze znajomymi Koleżanki. Oni z Wydziały Górnictwa (?) czy czegoś w tym stylu, my... z Zarządzania. Od paru minut trwa dyskusja odbywająca się w "parach' - bo tak jakoś się zdarzyło, że idziemy (bez podtekstów). Porównujemy przedmioty, perspektywy i tym podobne...
Nagle gdzieś na poziomie ulicy Szewskiej - słyszymy RYK (dosłownie) dobiegający z pary idącej gdzieś z przodu:
Koleżanka [mega podirytowana]: Nie! Tego już za wiele! Nie wiem co to jest CAŁKA!!! Myślałam, że to jest kur..... nazwa PERFUM!!!
Idziemy sobie rynkiem ze znajomymi Koleżanki. Oni z Wydziały Górnictwa (?) czy czegoś w tym stylu, my... z Zarządzania. Od paru minut trwa dyskusja odbywająca się w "parach' - bo tak jakoś się zdarzyło, że idziemy (bez podtekstów). Porównujemy przedmioty, perspektywy i tym podobne...
Nagle gdzieś na poziomie ulicy Szewskiej - słyszymy RYK (dosłownie) dobiegający z pary idącej gdzieś z przodu:
Koleżanka [mega podirytowana]: Nie! Tego już za wiele! Nie wiem co to jest CAŁKA!!! Myślałam, że to jest kur..... nazwa PERFUM!!!
Sport po pijaku...
Historia z czasów studenckich (Nadesłana przez Koleżankę ze Studiów...)
Któregoś z kolei dnia trwania juwenaliów, jeden kolega, bardzo juz pijany, podczas grilla na miasteczku, ścigając kogoś po boisku do siatkówki, upadł i zdarł sobie skórę z dłoni. Na drugi dzień, wytrzeźwiawszy, bardzo zdumiony pyta, co mu się stało w rękę.
My: Przewróciłeś się na boisku do siatkówki.
Kolega [wytrzeszczywszy oczu w zdumieniu]: GRAŁEM W SIATKÓWKĘ?
Któregoś z kolei dnia trwania juwenaliów, jeden kolega, bardzo juz pijany, podczas grilla na miasteczku, ścigając kogoś po boisku do siatkówki, upadł i zdarł sobie skórę z dłoni. Na drugi dzień, wytrzeźwiawszy, bardzo zdumiony pyta, co mu się stało w rękę.
My: Przewróciłeś się na boisku do siatkówki.
Kolega [wytrzeszczywszy oczu w zdumieniu]: GRAŁEM W SIATKÓWKĘ?
Subskrybuj:
Posty (Atom)