W pewnym szpitalu, do którego trafiła 4-letnia siostrzenica koleżanki z powodu rota wirusa, rządy sprawowała nie grzesząca empatią pani ordynator...
Na tym samym oddziale znalazły się również inne dzieci z podobną przypadłością. Wymóg do wyjścia do domu w tej "bajce" był natomiast taki, że szczęśliwe zakończenie gwarantowała "zdrowa" kupa... :D W praktyce wyglądało to tak, że panie pielęgniarki miały za zadanie monitorować codziennie ten stan i zdawać relacje "wyżej"...
Pewnego dnia pani ordynator na obchodzie zwróciła uwagę jednej z mam...
Pani ordynator [wskazując na podwinięte prześcieradło na łóżeczku jej córki, pretensjonalnym tonem]: Ależ proszę poprawić to prześcieradło! Ta ceratka pod nim ma służyć jeszcze wielu dzieciom!....
Mama [nie mając zapewne może nawet na uwadze chęci odgryzienia się, choć podświadomie może marząc już o wyjściu ze szpitala, informuje panią ordynator stoickim, rzeczowym tonem]: Dobrze... A tam w łazience, czeka na panią kupa.
...pani ordynator była O-BRA-ŻO-NA. :D