Na pewnym szkoleniu, prowadząca mówi o motywacji i różnicy między słowem "muszę" i "wybieram/chcę":
Prowadząca: ...generalnie kiedy uświadomisz sobie, że coś robisz z wyboru, to z chęcią będziesz to robić. Słowo "muszę" zabija chęci. Dobrym przykładem jest dla niektórych np. wstawanie rano do pracy. Zauważ, że jeśli mówisz sobie "muszę", nie chcę Ci się wstać... A co by było jakby zareagować inaczej, innym słowem... No? Jakie to by mogło być słowo?
Uczestnik: ...no przecież nie, że "chcę"?
piątek, 28 stycznia 2011
Łaski bez
Kierowca busa zatrzymuje się na przystanku. Podpity pan w wieku średnim otwiera drzwi i nie wsiada, tylko pyta:
Pasażer: Gdzie pan jedzie
Kierowca: Do [Miejscowość X]
Pasażer: Aha, bo ja jadę do [Miejscowość Y]
Kierowca milczy - oaza spokoju.
Pasażer: Słyszy pan?! Ja jadę do [Miejscowość Y]
Kierowca milczy.
Pasażer: Halo? A pojedzie pan do [Miejscowość Y]?
Kierowca: Nie.
Pasażer [z wyrzutem]: NO TO NIE!!!
Trzask drzwi.
Pasażer: Gdzie pan jedzie
Kierowca: Do [Miejscowość X]
Pasażer: Aha, bo ja jadę do [Miejscowość Y]
Kierowca milczy - oaza spokoju.
Pasażer: Słyszy pan?! Ja jadę do [Miejscowość Y]
Kierowca milczy.
Pasażer: Halo? A pojedzie pan do [Miejscowość Y]?
Kierowca: Nie.
Pasażer [z wyrzutem]: NO TO NIE!!!
Trzask drzwi.
środa, 19 stycznia 2011
Kto ma rację?
Podpity gość na przystanku od 10 min kontynuuje swój "życiowy" monolog. Jednak wszyscy obecni podśmiechują się kulturalnie pod nosem w ogóle nie reagując. Zero interakcji.
Zatem Pan postanawia skierować swe uwagi konkretnych wybrańców. Najbliżej stoi pani w wieku średnim, do której się zwraca:
Pijany gość: ...ileż ja mam na ten autobus czekać? przeż nie będę na nich czekał do rana, prawda?
Pani milczy i niczym posąg nieruchmo tkwi wzrokiem w kierunku skąd ma nadjechać autobus.
Pijany gość [nie daje za wygraną]: no ileż ja mam czekać? co mi łaskę robią? ech obiboki! Co, nie mam racji?
Pani milczy i niczym posąg...
Pijany gość: Ech, no czy ja nie mam racji? No przyznajże pani!
Pani milczy i niczym posąg...
Pijany gość [desperacko] No przyznajże pani, że mam rację! [uspokajająco] Bo... jak uważasz Pani, że ja nie mam racji, to powiedz pani swoją. Ja się będę bardzo cieszył...
Zatem Pan postanawia skierować swe uwagi konkretnych wybrańców. Najbliżej stoi pani w wieku średnim, do której się zwraca:
Pijany gość: ...ileż ja mam na ten autobus czekać? przeż nie będę na nich czekał do rana, prawda?
Pani milczy i niczym posąg nieruchmo tkwi wzrokiem w kierunku skąd ma nadjechać autobus.
Pijany gość [nie daje za wygraną]: no ileż ja mam czekać? co mi łaskę robią? ech obiboki! Co, nie mam racji?
Pani milczy i niczym posąg...
Pijany gość: Ech, no czy ja nie mam racji? No przyznajże pani!
Pani milczy i niczym posąg...
Pijany gość [desperacko] No przyznajże pani, że mam rację! [uspokajająco] Bo... jak uważasz Pani, że ja nie mam racji, to powiedz pani swoją. Ja się będę bardzo cieszył...
Co się może stać "za jeden uśmiech"?
Przychodzi Koleżanka z potencjalnym issue do kolegi z supportu:
Koleżanka: Uśmiecham się. Możesz mnie zabić.
Koleżanka: Uśmiecham się. Możesz mnie zabić.
niedziela, 16 stycznia 2011
Intencje prosto z serca :-)
I one more z tej serii :-) Już po kazaniu, ale dzieci kolejno mówią do mikrofonu za co chcą się pomodlić. 3 top intencje:
1. Za panią Alicję, która ma świńską grypę!
2. Za bandytów!
3. Za moją siostrę, żeby miała same szóstki! :]
1. Za panią Alicję, która ma świńską grypę!
2. Za bandytów!
3. Za moją siostrę, żeby miała same szóstki! :]
To kazanie zmierza w złym kierunku...
C.d. słowa na niedzielę. Ksiądz pokazuje dzieciom znaki drogowe pytając co oznaczają.
Dzieci dumnie kolejno wskazują znak pierwszeństwa, leśniczówkę, szpital, zakaz wjazdu etc...
Ksiądz: A zatem, czy znaki są nam potrzebne?
Dziewczynka: Taaak!
Ksiądz: A dlaczego są nam potrzebne? No powiedzcie? Jak by nie było znaków na drodze to co by było?
Chłopiec [rozmarzony]: Byłoby SssUPER!
Dzieci dumnie kolejno wskazują znak pierwszeństwa, leśniczówkę, szpital, zakaz wjazdu etc...
Ksiądz: A zatem, czy znaki są nam potrzebne?
Dziewczynka: Taaak!
Ksiądz: A dlaczego są nam potrzebne? No powiedzcie? Jak by nie było znaków na drodze to co by było?
Chłopiec [rozmarzony]: Byłoby SssUPER!
Jak zginął święty Jan?
Z serii słowo na niedzielę - z przykazania dla dzieci:
Ksiądz: Jak zginął święty Jan?
Chłopiec 1: Powiesili go na krzyżu głową w dół!
Ksiądz: Hmm... No to akurat święty Piotr. A święty Jan? Jak zginął święty Jan?
Chłopiec: Ucięli mu łeb!
Szmer śmiechu po kościele...:-)
Ksiądz: Jak zginął święty Jan?
Chłopiec 1: Powiesili go na krzyżu głową w dół!
Ksiądz: Hmm... No to akurat święty Piotr. A święty Jan? Jak zginął święty Jan?
Chłopiec: Ucięli mu łeb!
Szmer śmiechu po kościele...:-)
sobota, 15 stycznia 2011
Zwerbowany film
W tygodniu po pracy postanowiłam pójść na film "Zwerbowana miłość" póki go jeszcze grają.
Siedzimy na sali - ja + para miłych staruszków i czekamy. Wybija godzina filmu a za nami słychać nerwowy głos "operatora":
Operator: yy.... Janeeeek!
Janek: Cooo?
Operator: Masz "Zwerbowaną miłość"?!
Janek: Nie...
Następnie rozpoczyna się nerwowa bieganina, a "już" po 10 min. udaje się znaleźć film.
(Jedynie chyba w 2 częściach, bo w połowie ekran robi się czarny i następuje minutowa przerwa... Ech, jak to w polskim kinie przystało...)
Siedzimy na sali - ja + para miłych staruszków i czekamy. Wybija godzina filmu a za nami słychać nerwowy głos "operatora":
Operator: yy.... Janeeeek!
Janek: Cooo?
Operator: Masz "Zwerbowaną miłość"?!
Janek: Nie...
Następnie rozpoczyna się nerwowa bieganina, a "już" po 10 min. udaje się znaleźć film.
(Jedynie chyba w 2 częściach, bo w połowie ekran robi się czarny i następuje minutowa przerwa... Ech, jak to w polskim kinie przystało...)
English skarbonka
W piątek po pracy idziemy na spotkanie z obcojęzycznym kolegą. Jesteśmy umówieni pod skarbonką na Rynku z Patysiem.
Ja: We're meeting on Main Market Square at... yyy you know... at this "thing you put money in".
Kolega: Oh, of course I know what you mean!
Ja: But, actually how do you call this thing in English?
Kolega: Well... I have no idea - maybe just the "thing you put money in"? :D
Ja: We're meeting on Main Market Square at... yyy you know... at this "thing you put money in".
Kolega: Oh, of course I know what you mean!
Ja: But, actually how do you call this thing in English?
Kolega: Well... I have no idea - maybe just the "thing you put money in"? :D
czwartek, 13 stycznia 2011
Wielotorowa rozmowa
W kinowym barku:
Ja: Poproszę Pepsi z lodówki
Pani: Zwykłą, czy Light?
Ja [wyrwana z zamyślenia]: Tak, tak, oczywiście w kubku...
Pani [niepewnie]: czyli, że... laną?
Ja: Poproszę Pepsi z lodówki
Pani: Zwykłą, czy Light?
Ja [wyrwana z zamyślenia]: Tak, tak, oczywiście w kubku...
Pani [niepewnie]: czyli, że... laną?
Everyone has a secret lover...
W pracy nie siedzę przy swoim biurku, ale spodziewam się dość ważnego tel. Zatem piszę na skypie do kolegi siedzącego obok:
[2011-01-12 15:41:26] Anna: hello
[2011-01-12 15:41:33] Anna: are you maybe at your desk?
[2011-01-12 15:41:49] Anna: could you just check on my phone if maybe someone called me?
[2011-01-12 15:41:55] Anna: some mobile?
[2011-01-12 15:42:46] Kolega: yes i am.
[2011-01-12 15:43:57] Kolega: you missed a call from Ms X, Mr Y...
[2011-01-12 15:44:00] Kolega: that's all.
[2011-01-12 15:44:13] Anna: ok, thanks :)
[2011-01-12 15:44:30] Kolega: so no secret lover...
[2011-01-12 15:44:33] Kolega: ;)
[2011-01-12 15:44:35] Anna: heheheh
[2011-01-12 15:44:38] Anna: what a pity
[2011-01-12 15:44:47] Anna: I so counted on that
[2011-01-12 15:45:29] Kolega: yes who doesn't... :D
[2011-01-12 15:41:26] Anna: hello
[2011-01-12 15:41:33] Anna: are you maybe at your desk?
[2011-01-12 15:41:49] Anna: could you just check on my phone if maybe someone called me?
[2011-01-12 15:41:55] Anna: some mobile?
[2011-01-12 15:42:46] Kolega: yes i am.
[2011-01-12 15:43:57] Kolega: you missed a call from Ms X, Mr Y...
[2011-01-12 15:44:00] Kolega: that's all.
[2011-01-12 15:44:13] Anna: ok, thanks :)
[2011-01-12 15:44:30] Kolega: so no secret lover...
[2011-01-12 15:44:33] Kolega: ;)
[2011-01-12 15:44:35] Anna: heheheh
[2011-01-12 15:44:38] Anna: what a pity
[2011-01-12 15:44:47] Anna: I so counted on that
[2011-01-12 15:45:29] Kolega: yes who doesn't... :D
piątek, 7 stycznia 2011
Skleroza?
6:45 rano. Jadę autobusem. Obok stoi chłopak między mną a dziewczyną siedzącą w drugim rzędzie krzeseł, z którą rozmawia. Ponieważ robi się jakoś ciepło, zdejmuję czapkę. Walczę z ciężkimi powiekami, z której to walki wyrywa mnie słowo:
Chłopak: Siema.
Myślę... Siema? To było do mnie? Spoglądam do góry - chłopak nie rozmawia już z koleżanką, tylko patrzy na mnie uśmiechnięty od ucha do ucha powtarzając raz jeszcze powoli:
Chłopak: Siema...
"Hmmm... Czyli jednak do mnie..." Przyglądam się mu kilka sekund... Zapewne z głupim wyrazem twarzy, jednak 6:45 rano, jestem przed kawą... Skąd mogę wiedzieć czego ktoś ode mnie oczekuje po słowie "siema"?
Chłopak [uśmiecha się]: Nie poznałem Cię w tym bereciku :-]
A więc teraz już czuję że brwi mi się maksymalnie podniosły, a oczy otworzyły bardzo szeroko... "Czyli ja go znam?", "Ale skąd?", "Praca - nie", "Studia - nie", "Liceum - nie", "Podstawówka???... - chyba nie". Konkluzja jest zadziwiająca! - NIE ZNAM... Zdarza mi się czasem nie kojarzyć imienia kogoś z zamierzchłych czasów i wtedy jest mi głupio, ale rozmowę jakoś da się kontynuować. Jednak teraz twarzy TEŻ NIE kojarzę... Początki sklerozy? Jednak skleroza raczej się zaczyna po okresie menopauzy, a tej ostatniej też nie pamiętam - no chyba że nie początki... Nie no bądźmy poważni... Chyba się przyznam!
Chłopak: No siedziałaś w tym bereciku - Nie poznałem Cię! :]
Ja: ...Szczerze mówiąc ja Ciebie też nie... I to w sumie w dalszym ciągu...
Chłopak: Tak?
Ja [kontynuuję szczerość]: Tak...
Chłopak: Gośka?
Ja: Nie?
Dziewczyna: Chyba się nie wyspałeś! :D
Chłopak [jakby bez przekonania]: Myślałem, że to taka kumpela moja. Przepraszam... [i do dziewczyny] Identyczna jest!
Chłopak: Siema.
Myślę... Siema? To było do mnie? Spoglądam do góry - chłopak nie rozmawia już z koleżanką, tylko patrzy na mnie uśmiechnięty od ucha do ucha powtarzając raz jeszcze powoli:
Chłopak: Siema...
"Hmmm... Czyli jednak do mnie..." Przyglądam się mu kilka sekund... Zapewne z głupim wyrazem twarzy, jednak 6:45 rano, jestem przed kawą... Skąd mogę wiedzieć czego ktoś ode mnie oczekuje po słowie "siema"?
Chłopak [uśmiecha się]: Nie poznałem Cię w tym bereciku :-]
A więc teraz już czuję że brwi mi się maksymalnie podniosły, a oczy otworzyły bardzo szeroko... "Czyli ja go znam?", "Ale skąd?", "Praca - nie", "Studia - nie", "Liceum - nie", "Podstawówka???... - chyba nie". Konkluzja jest zadziwiająca! - NIE ZNAM... Zdarza mi się czasem nie kojarzyć imienia kogoś z zamierzchłych czasów i wtedy jest mi głupio, ale rozmowę jakoś da się kontynuować. Jednak teraz twarzy TEŻ NIE kojarzę... Początki sklerozy? Jednak skleroza raczej się zaczyna po okresie menopauzy, a tej ostatniej też nie pamiętam - no chyba że nie początki... Nie no bądźmy poważni... Chyba się przyznam!
Chłopak: No siedziałaś w tym bereciku - Nie poznałem Cię! :]
Ja: ...Szczerze mówiąc ja Ciebie też nie... I to w sumie w dalszym ciągu...
Chłopak: Tak?
Ja [kontynuuję szczerość]: Tak...
Chłopak: Gośka?
Ja: Nie?
Dziewczyna: Chyba się nie wyspałeś! :D
Chłopak [jakby bez przekonania]: Myślałem, że to taka kumpela moja. Przepraszam... [i do dziewczyny] Identyczna jest!
czwartek, 6 stycznia 2011
Mikroklimat
Busem w miejscowości X jedzie 3 lokalnych pijaczków i snują opowieści na temat tego jak to jest u jednego z nich w domu zimno:
P1 [oburzony]: (...) i przyszła policja, popatrzyli... i kazali zabić okna deskami! i przenieść się gdzieś indziej!
P2 [wskazując na P3]: ...i ten do mnie przyszedł i mówi, że chce herbatę. Zrobiłem herbatę, podaję mu... a tam lód!
Ciekawe jak długą drogę tan Pan musiał przejść, żeby z wrzątku zrobił się lód, ale może ja się czepiam jak zwykle... Natomiast wraz z dalszym opowiadaniem wzrastały emocje i pan od herbaty podsumował:
P2: ...i tak nam powiedzieli - zabić okna, przenieść się gdzie indziej! ...Ale spokojnie. Ja [lat 60-pare] i P1 [lat 60-pare] idziemy do Szczytna do szkoły policyjnej. Tak! Składamy papiery i sami zrobimy z tym porządek!
P1 [oburzony]: (...) i przyszła policja, popatrzyli... i kazali zabić okna deskami! i przenieść się gdzieś indziej!
P2 [wskazując na P3]: ...i ten do mnie przyszedł i mówi, że chce herbatę. Zrobiłem herbatę, podaję mu... a tam lód!
Ciekawe jak długą drogę tan Pan musiał przejść, żeby z wrzątku zrobił się lód, ale może ja się czepiam jak zwykle... Natomiast wraz z dalszym opowiadaniem wzrastały emocje i pan od herbaty podsumował:
P2: ...i tak nam powiedzieli - zabić okna, przenieść się gdzie indziej! ...Ale spokojnie. Ja [lat 60-pare] i P1 [lat 60-pare] idziemy do Szczytna do szkoły policyjnej. Tak! Składamy papiery i sami zrobimy z tym porządek!
poniedziałek, 3 stycznia 2011
Helikoptery są głupie!
Dwóch kolegów jedzie busem.
Kolega1: (...) a jakby tak... mieć helikopter...
Kolega2: Są 4 w Polsce.
Kolega1 [rozmarzony]: Ty starrryyy... Nie chciałbyś helikopterem do roboty latać?
Kolega2 [lekko wzburzony]: No co Ty!..........Przecież ja nie lubię latać...
Kolega1: (...) a jakby tak... mieć helikopter...
Kolega2: Są 4 w Polsce.
Kolega1 [rozmarzony]: Ty starrryyy... Nie chciałbyś helikopterem do roboty latać?
Kolega2 [lekko wzburzony]: No co Ty!..........Przecież ja nie lubię latać...
Subskrybuj:
Posty (Atom)