sobota, 15 stycznia 2011

Zwerbowany film

W tygodniu po pracy postanowiłam pójść na film "Zwerbowana miłość" póki go jeszcze grają.
Siedzimy na sali - ja + para miłych staruszków i czekamy. Wybija godzina filmu a za nami słychać nerwowy głos "operatora":

Operator: yy.... Janeeeek!
Janek: Cooo?
Operator: Masz "Zwerbowaną miłość"?!
Janek: Nie...

Następnie rozpoczyna się nerwowa bieganina, a "już" po 10 min. udaje się znaleźć film.
(Jedynie chyba w 2 częściach, bo w połowie ekran robi się czarny i następuje minutowa przerwa... Ech, jak to w polskim kinie przystało...)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz