środa, 14 grudnia 2011

Całe życie z wariatkami

Umówiłam się do kina z Ewą i Justyną. Po przyjeździe do bonarki wpadłam na pomysł, że kupię szybko deskę do prasowania, co planowałam już jakiś czas wcześniej i nigdy się nie składało. Jednak jak to zwykle u mnie bywa z planowanych 10 min zrobiło się 30, 40... bo jeszcze przypomniałam sobie o paru innych "drobiazgach". Wiedząc, że Justyna już czeka zadzwoniłam:

Ja: Hej, będę za 10 min. Muszę tylko zanieść do samochodu deskę do prasowania.
Justyna: OK, nie ma problemu...

W międzyczasie w galerii zjawiła się Ewa, która spodziewała się, że zastanie nas zapewne gdzieś przy kawie, ponieważ miałyśmy być wcześniej i czekać... Dzwoni do Justyny.

Ewa: No? I gdzie jesteście?
Justyna: Ja siedzę pod schodami... A Ania lata po galerii z deską do prasowania...

Po 15 min kiedy już szczęśliwie siedzimy przy kawie...

Ewa: Ja z Wami, to przez całe życie nigdy chyba nie miałam normalnej sytuacji! Jedna siedzi "pod schodami", druga lata po galerii z deską do prasowania?!

(...)

Siedzimy w kinie. Minęły reklamy i zaczyna się seans...
Przypominam sobie ni stąd z owąd, że w Leroy Merlin miałam kupić jeszcze latarkę.

Ja [szeptem]: Przypomnijcie mi, że po senasie muszę jeszcze kupić latarkę!
Ewa: Cooo?
Ja: La-tar-kę.
Ewa: Zdzwiwiłabym się gdybyś musiała kupić coś prozaicznego...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz