Na pewnym szkoleniu, prowadzący w ramach przedstawienia się, opowiada nam jedną z historyjek swojego życia...
Prowadzący: A tak w ogóle, to miałem psa jamnika... Kiedyś wybrałem się z nim w podróż samochodem. Zanim ruszyliśmy w drogę, włożyłem go do takiej torby i na chwilę położyłem go na dachu samochodu...
Jadę... I znacie to uczucie, jak nagle sobie przypomnicie, że czegoś nie zrobiliście... A powinniście byli!... No więc stojąc w korku, przypomniałem sobie, że jadę z moim jamnikiem... na dachu!
Rozdygotany otworzyłem dach, w nadziei, że on tam nadal będzie - wkońcu kawałek już przejechałem! - ale nie ma! No włączam awaryjne w tym korku, przeszukuję wszystkie zakamarki samochodu - może go tu przekładałem, ale nie pamiętam?! Ale... nie ma! Patrzę nerwowo do samochodów przejeżdżających, może ktoś wiezie moją "torbę"? Ale nic! NIC!
Myślę "wracam", popytam tam skąd wyjeżdżałem...
Okazało się, że torbę znalazło dwóch robotników budowlanych i odłożyli na przechowanie nawet nie zaglądając do środka - pan... Janek i jakiś tam drugi pan - w każdym razie do dziś pamiętam - w takiej euforii byłem! Tak ich wy-ści-ska-łem!
Torba wypadła mi gdzieś na pierwszym zakręcie (...)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz