Badnia krwi - moja kolej, więc wchodzę do gabinetu mijając się w drzwiach z około 20-letnim chłopakiem. Siadam na fotelu i wymieniam jakie potrzebuje badania... Pani pielęgniarka zapina mi opaskę na ręce...Otwierają się drzwi i wchodzi poprzedni pacjent...
Chłopak [ze śmiertelnie poważnym tonem]: Przepraszam, czy mógłbym się jednak położyć?
Pielęgniarka: Jasne, proszę proszę...
Chłopak [kładąc się]: Przepraszam, ale jakoś mi się jednak zrobiło słabo, nie wiem o chodzi... jakieś mroczki przed oczami... O Boże... O Boże...
Pielęgniarka: Nie ma problemu, naprawdę. Proszę sobie tu leżeć na kozetce, nikomu pan nie przeszkadza...
Wraca do mnie. W tle słychać co chwilę ciężki oddech na zmianę z "o Boże, Boże..."
Pielęgniarka [nie kryjąc uśmiechu]: Ale pani mam nadzieje, dobrze się czuje przy pobieraniu?
Ja: Tak :)
Pielęgniarka [szeptem]: Uhm, bo zwykle mężczyźni tak reagują... Kobietom się to raczej nie zdarza...
Ja: :) ....A gdyby nawet... to kozetka już zajęta! :D
Pięlęgniarka: No właśnie :D Więc musi pani być grzeczna! :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz