wtorek, 3 sierpnia 2010

Zawiść o buty

Nigdy nie lubiłam WF-u. Co ja mówię, nie znosiłam WF-u, a to dlatego, że zawsze trzeba było robić, to co Pani/Pan kazał - "biegnij", "machaj","zły strój", "odbijaj", "klaskaj", "nieodpowiednie buty", "wstawaj", "pompki", "przysiady"... etc etc....

Dziś pierwszy raz poszłam na pewne zajęcia ruchowe takie "na sali" od czasów ostatniego WF-u - a to już upłynęło "trochę";-). Ale, że tym razem było to pokierowane wewnętrzną potrzebą = bez zewnętrznego przymusu, to myślę - przecież teraz będzie zupełnie inaczej. Oczywiście, ktoś tym będzie kierował, ale bez presji itd. Będzie just fine!... ;-)
No to wchodzę na salę zadowolona z siebie, że taką chęć mam i taką decyzję podjęłam i czekam.

Pani prowadząca: Pierwszy raz?
Ja [myślę, hmmm cieeekawe po czym poznała, skoro nawet nie zaczęliśmy!]: Tak
Pani prowadząca: Na drugi raz w takich butach nie wpuszczam.
Ja [wróciło uczucie sprzed czasów i chęć dyskusji "na przekór" w takich sytacjach :P]: Ale ja mam przebrane buty.
Pani prowadząca: Ale niewygodne i nie trzymają stawu skokowego, a zobaczy pani ile się tu skacze.
Ja: Ech, no ok...

Już nie dyskutowałam, że moje baletki ze złotym połyskiem i zdobione złotą nitką połyskującą w sztucznym świetle sali tanecznej doskonale nadają się na Zumbę i już nie w takich butach tańczyłam/skakałam... :P

...Zresztą to są TAKIE ŁADNE BUTY!!! :D Wniosek: Zazdrość ją zżarła i już! :P

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz