Pewien "osiedlowy" sklepik tuż przy mojej pracy słynie z tego, że Właścicielka - starsza Pani,
przygotowuje b. dobre, zawsze świeże, zawsze urozmaicone, często nawet na specjalne życzenie klienta "kanapki". Dziś Pani mnie rozbroiła następującym stwierdzeniem...
Ja: "Dzień dobry! Poproszę kanapkę z tą bułką z ziarnami...
Pani [jak zwykle z uśmiechem podaje kanapkę]: Bardzo proszę. 3,2 zł...
Ja [szukam w portfelu]
Pani [z zamyśleniem]: Taka jasna ta bułeczka... Ale tak... Dziś takie jest niskie ciśnienie... To i bułki takie... niechrupiące... :-(
Aniu, rany boskie! Komentarz o s i ó d m e j rano? To o której Ty kupowałaś te bułki, ja się pytam!?
OdpowiedzUsuńPS. Nie chcę być złośliwa, ale czy to nie było raczej tak?:
OdpowiedzUsuńPani [jak zwykle z uśmiechem podaje kanapkę]: Bardzo proszę. 3,2 zł...
Ja [jak zwykle szukam portfela; po 10 min znajduję go przed sklepem na ławce i przez następne 5 min szukam drobnych w portfelu]
:P
No więc bułkę (liczba pojedyncza podkreślam!:P) kupowałam dziś... przed 7...
OdpowiedzUsuńCo do portfela - tym razem tego problemu nie miałam, gdyż w kieszonce (jednej z 10) w plecaku znalazłam drobne 3,2 zł włożone tam luzem z innymi drobnymi za składkę na prezent pożegnalny dla Andrzeja :D
Ach! Jak to człowiek nieraz nie wie robiąc coś, ile sobie fatygi w przyszłości zaoszczędzi!
OdpowiedzUsuń