wtorek, 19 lipca 2011

Uciążliwy pacjent

Wizyta u internisty na 17:30. Jestem niestety pół godziny wcześniej, ale... okazuje się, że przede mną 2 osoby, ale to para więc tak jakby jedna... "A to luz, zejdzie z 15 min" myślę. Zwłaszcza, że już otwierają się drzwi gabinetu i wyłania się lekarz w wieku starszym...

Lekarz [zwracając się do pary]: Zapraszam państwa.
Myślę: "Para? Do internisty?... A zresztą, cóż mnie to..."
Czekam. 5 min... 10 min... 15 min... 20 min... 25 min... (Ech, dłużej niż przewidziałam, ale nie ma się co denerwować. Jestem umówiona na 17.30. A oni są tam razem, może każde z nich się bada...) 30 min... 35 min... No dobra - wkurzyłam się! Ale otwierają się drzwi gabinetu. Jednak para nie wychodzi, a w drzwiach pojawia się znowu dziadek w kitlu z oszołomieniem w oczach:
Lekarz: Pani do mnie?
Ja: Tak.
Lekarz: Proszę poczekać, bo ja tam mam..... Hiszpana!
I pobiegł do recepcji. Po 5 minutach wraca. Zatrzymuje się jeszcze żeby mi powiedzieć:
Lekarz: Bardzo panią przepraszam! Ale tam jest... Hiszpan! I ja mu muszę wypisać zwolnienie!... POLSKIE zwolnienie HISZPANOWI???
Tu złapał się za głowę z miną "jak pracuję 50 lat, coś takiego mi się w mojej karierze nie zdarzyło!" i wpadł z powrotem do gabinetu...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz