A ta historia mi się przypomniała jako anegdota z pewnego szkolenia opowiedziana przez prowadzącą w kontekście rozróżniania rzeczy na które mamy i nie mamy wpływu...
Opowieść prowadzącej:
""Mój ojciec jest z natury strasznie nerwowy. Jednak kiedy przeszedł zawał, lekarz kazał mu się uspokoić i uczyć opanowania nawet w trudnych sytuacjach. Wiedział, że przestrzeganie tej zasady nie będzie dla niego łatwe, ale za jej załamanie mógł słono zapłacić. Z tego też względu postanowił się wziąć mocno za siebie.
Pewnego dnia, jechałam z nim samochodem. Zatrzymaliśmy się na skrzyżowaniu i czekaliśmy aż przejadą samochody mające pierwszeństwo. Jakoś nikt się nie palił, aby nas przepuścić. Za to zaczął się "palić" gość za nami, który po chwili czekania ostro na ojca zatrąbił.
W tym momencie, wiedziałam, znając go, że ta sytuacja skończy się marnie. Jednak postanowiłam się nie odzywać, a może poprostu nie odzywałam się z niepokoju co do tego co się zaraz wydarzy... Ojciec bez słowa zaciągnął ręczny i otworzył drzwi. Następnie patrzyłam z osłupieniem jak wysiada z samochodu i udaje się w stronę pojazdu stojącego za nami...
Kiedy podszedł do kierowcy tamtego samochodu zapukał w szybkę. Tamten otworzył okno, aby w rezultacie usłyszeć pytanie mojego ojca:
"Przepraszam, czy coś się stało? Bo pan trąbił?..."
I tak pozostawił tamtego z otwartymi ustami i szeroko otwartymi oczami na środku skrzyżowania...""
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz