czwartek, 3 czerwca 2010

Będzie? Nie będzie?

Kontrole biletów zdarzają w najbardziej niedogodnych momentach - najczęściej, gdy torebka wypchana po brzegi, a bilet, no cóż... na samym dole...

Once upon a time:

Kanary: Dzień dobry, proszę przygotować bilety do kontroli.

Zatem podejmuję następujące next stepy:
1. Otwieram torebkę ("wypchaną po brzegi") - biletu z góry ni widu - to by było zbyt proste
2. Wyciągam mleko łaciate 3,2%, poj. 1l (przecież nie zacznę dnia w pracy bez kawy :P)
3. Następnie kalendarz "podręczny" na cały rok - format A4
4. Następnie książkę kucharską 101 wypieków na Boże Narodzenie (akurat wiozłam na życzenie którejś z moich koleżanek w pracy)
5. Następnie tortownicę (ale spokojnie - taką mniejszego formatu :P)

To by było na tyle z grubszego asortymentu (też nie wiem jak to tam weszło, really)

Widzę, że jakiś gość, który siedzi obok z niemal wstrzymanym oddechem obserwuje moje poczynania w poszukiwaniu biletu. Jednak suspense jest zbyt duży i facet nie wytrzymuje:

Gość: I co? I co? Będzie? Będzie?
Ja: ?! Raczej...

Wyjmuję telefon, kartę magnetyczną, jakieś papiery (w tym o! niezapłacony rachunek za internet - "a tak szukałam...") - facet obok już prawie chwyta się za serce - tyle emocji wydają się go kosztować moje poszukiwania ;-)
Przeglądam przegródki... i oooo... cóż ja widzę? "Kolczyk, który już spisałam na straty! :-)))"

Gość [rozglądając się dookoła]: o! już kogoś złapali! wow! dwóch złapali!

No... to już nie muszę szukać... ;-)))

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz