poniedziałek, 7 czerwca 2010

"a w ręku ściskam kamyk zielony" i jadę... do ch*j wie gdzie


"Moja opowieść zaczyna się od błędnej rezerwacji lotu - ale o tym już opowiadałam...
Co do lotu - to dodam, że trafiłam do odpowiedniego samolotu. I w kraku, i nawet o dziwo w wawie też...
BA! Siedziałam w business classie - nie cierpie tego, same zmanierowane bobki tam siedzą :/ jedyny plus to dostałam MLEKO do kawy (jak prosiłam) - a nie, że cztery śmietanki, tylko, że laska dała mi normalnie mleko w szklance:D

lot był opóźniony o 40 minut przez cytuję: "problemy techniczne" ...ale luz - no risk no fun:D

lotnisko w ams lubię i wszystko było okej :D nawet trafiłam na (raczej) właściwy pociąg.
Miałam wysiąść na Amsterdam CENTRAL.

no i zatrzymał się pociąg gdzieś tam - stał chyba z 10 minut - ale jakoś tak nie skojarzyłam, że to już central... no i pojechałam dalej.
bez biletu. i ch*j wie gdzie...

ale luz.
jak wysiadłam na kolejnej stacji, okazało się, że nawet lepiej, bo stamtąd jechało więcej pociągów do mojej pracy niż z central :D"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz