niedziela, 13 czerwca 2010

Podryw na żeglarza


Once upon a time (jeszcze za czasów studenkich) byłyśmy z koleginą w knajpie pod tyt. "Stary Port" (zapamiętajmy tę nazwę). Do stołu obok, przysiadł się pan w wieku średnim... Co chwilę rzucając niby to przypadkowe spojrzenie w naszym kierunku i... nerwowo na przemian podwijając i rozwijając rękawy... Trwało to z pół godziny... Wreszcie, kiedy zdecydowałyśmy, że już wychodzimy, gość przemówił:

Gość: .....Żżeglujecie cośś?
Koleżanka: Hmm... ja nie... Ania, a Ty, żeglujesz, coś?
Ja: Nie?... Wychodzimy.

Wyszłyśmy, ale trochę żal nam było potem pana, mogłyśmy chociaż zadać jakieś pytanie na pocieszenie w podobnym stylu, np. "A Ty, jesz szpinak?", albo rzucić "Ahoj marynarzu" na pożegnanie, ale nie... Zostawiłyśmy pana samego na bezkresnych wodach...

2 komentarze: