Byłam kiedyś na szkoleniu dot. tematyki kreatywności, w którym prowadząca przekonywała, że zawsze z danej sytuacji jest co najmniej jedno wyjście więcej niż Ci się wydaje, możliwe jedno wykorzystanie więcej jakiegoś przedmiotu, niż myślisz itd...
To też, biorąc pod uwagę pewną sytuację rodzinną, myślę, że niepotrzebne mi było to szkolenie, ponieważ kreatywność mam we krwi.
Był to czas, kiedy była w domu robiona elewacja. Nastał weekend i robotnicy mieli akurat wolne. Nagle koło południa zaczęło kropić na zewnątrz. Słyszę mamę:
Mama: Idę po narzuty. Powiesiłam je na polu.
Ja [ze zdziwieniem]: Ale... jak na polu?? Przecież my nie mamy sznurków.
Tata [nie odrywając się od TV z pełnym spokojem, jakby mówił najnormalniejszą rzecz na świecie]: Mama powiesiła je na rusztowaniu.
Kreatywność wyssałaś z mlekiem matki!
OdpowiedzUsuń