środa, 7 września 2011

Windą do nieba... prawie...

Po rozdaniu kluczy do pokoi nasza wesoła wycieczka ustawia się do windy, która zmieścić może tylko 4 osoby z bagażami za jednym razem. Z Patysiem jesteśmy na końcu kolejki... Ale... wpadamy na genialny pomysł!

Patysiok [olśniona]: Ania! Mamy pokój na 5-tym? To może... podejdziemy z walizkami na 1-sze i przechwycimy windę? :D
Ja: Dobra! :D

Wychodzimy, mijamy dłuuugą kolejkę naszej wycieczki z bagażami pod windą i słaniając się ze śmiechu dochodzimy na 1-sze i przechwytujemy windę. Wsiadamy! Wciskamy "5" a winda.....
Jedzie na PARTER! NIE MA ODWROTU! :D

Otwierają się drzwi i widzimy naszą kolejkę, tym razem od przodu z minami przemieszanymi ze zmęczeniem/głębokim zdziwieniem i wk....niem :D Matka z córką stojące na samym przodzie nie wytrzymują:

Matka z córką: Co WY tu robicie?!

Ja [Ze łzami w oczach ze śmiechu jak gdyby nigdy nic]: aaa... potrzebujemy jeszcze coś z recepcji!

Patysio kieruje się na schody...

Ja [Na głos ostentacyjnie przy całej kolejce]: Ewaaa! Przecież jeszcze idziemy do re-cep-cji! :>

2 komentarze:

  1. jesteś boska!!!! /by łososiowa/

    OdpowiedzUsuń
  2. Mama Wandzia jedzie windzią! :D Ech, przyznam, że był to jeden z licznych przebłysków mego geniuszu na tej wycieczce. Żałuję jedynie, że nie miałam przygotowanego aparatu i nie zrobiłam zdjęcia po otwarciu drzwi!
    PS. Ale przecież faktycznie mogłyśmy iść sobie schodami i po drodze zapomnieć np. numeru pokoju i zechcieć zjechać na dół zapytać, PRAWDA? Czy nie mam racji? Oczywiście, że mam!

    OdpowiedzUsuń