Przystanek otoczony jest barierką ze słupkami, po których wbrew karcącym uwagom swojej matki spina i wiesza się 4 letni chłopczyk... Chłopiec ściąga przy tym czapkę z daszkiem, którą wiesza na słupkach ogrodzenia...
Nagle w całej zabawie dochodzi do dramatu...
Chłopiec staje wryty i krzyczy...
Chłopiec: :-( Mama! Gdzie jest moja czaaaaapkaaa???? [a czapka wisi za nim na słupku, z tym, że sam zapomniał, że ją tam powiesił...]
Mama [widzi czapkę, ale jest wkurzona]: Nie słuchałeś mnie? To teraz się rozpłacz jeszcze...
Chłopiec [prawie w spazmach...] : Mah-moh!!!! ;-( Czapka mi musiała wlecieć za o-grh-o- dzenie!!! ;-(((
Mama [z ulitowaniem i jednoczesną irytacją]: przecież wisi na słupku!!
Chłopiec [z miną jak by Mikołaj mu przyniósł wszystko o czym napisał w liście]: JEST!!!! :]
Podbiega do ogrodzenia, zakłada i biegiem do mamy i opowiada zaaferowany:
Chłopiec: bo ja myślałem, że mi spadła, za ogrodzenie! a ona poprostu wisiała na słupku! ufff! :]
Mama - brak reakcji. Chłopiec chwila ciszy, a podczas niej najwyraźniej czas na reflekcję... bo po 2 minutach pyta:
Chłopiec [bardzo poważnie]: Mamo... a co by było jak by ta czapka się nie znalazła? :> Czy ja mam w domu jakieś inne czapki????....
Potem cisza... Mama cisza, chłopiec cisza... Nagle podjeżdża bus...
Chłopiec: ....zzzaraz, zarazzz.... a... gdzie ja mam mój kamyczek?.........
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz